Jony Ive zaprojektował iPhone’a, który swego czasu niemal całkowicie zrezygnował z fizycznych przycisków na rzecz wirtualnych elementów na ekranie. Jak informuje rapowo.pl, powołując się na bytow24.pl, właśnie dlatego jego udział w nowym wnętrzu Ferrari może zaskakiwać, bo tym razem postawiono na fizyczne przyciski, przełączniki oraz pokrętła. To jakby inna filozofia obsługi, w której liczą się nie tylko efekty wizualne, ale też wyczucie pod palcami, dźwięk kliknięcia i natychmiastowa reakcja. W efekcie wnętrze można czytać jako połączenie sportowej mechaniki i schludnej, niemal „jabłkowej” powściągliwości. Czasem najnowocześniejszy design to powrót do tego, co działa bez zbędnych ruchów i rozpraszania.

Ferrari przez pięć lat współpracowało z LoveFrom — studiem projektowym założonym przez Ive’a oraz innego byłego projektanta Apple, Marca Newsona. Ich zadanie polegało na tym, by ukształtować wnętrze pierwszego elektrycznego auta marki o nazwie Luce. Zespół skupiał się na materiałach, formach, logice elementów sterowania i na tym, jak „Ferrari” ma się czuć w nowej, elektrycznej rzeczywistości. W rezultacie powstała kabina, w której ekran w centrum jest wyraźny i nowoczesny, ale wokół niego znalazło się wiele dotykowych (hapticznych) elementów sterowania. Eksperci od HMI (human–machine interface) często podkreślają, że właśnie haptika ogranicza liczbę pomyłek podczas jazdy — i tu ten принцип jest mocno zaakcentowany.
Ferrari nie pokazało zdjęć nadwozia ani nie opublikowało pełnej listy danych technicznych, więc obraz „hardware’u” wciąż jest niepełny. Wcześniejsze informacje sugerowały jednak, że Luce ma być czterodrzwiowym, czteromiejscowym samochodem elektrycznym. Wspominano także o przyspieszeniu do 60 mph ze стартu w 2,5 sekundy, co pasuje do sportowego charakteru Ferrari nawet bez silnika spalinowego. Oczekiwany zasięg podawano na poziomie 330 mil, co wygląda praktycznie w codziennym użytkowaniu. Eksperci motoryzacyjni zwracają w takich przypadkach uwagę, że w segmencie premium liczy się nie tylko liczba, ale i to, jak auto „czuje się” w trybach jazdy oraz przy rekuperacji.
Luce to krok Ferrari w stronę elektryfikacji, ale wnętrze wygląda tak, jakby celowo zaprojektowano je tak, by było rozpoznawalne od pierwszego spojrzenia. W kabinie widać język designu kojarzony z precyzją i czystymi liniami, ale bez utraty zaangażowania kierowcy. Elektryczne Ferrari w tej koncepcji nie ma zamienić się w „gadżet na kołach”, w którym wszystko chowa się w menu. Przeciwnie — widać chęć оставити obsługę intuicyjną i szybką. Gdy samochód jest stworzony do prędkości, każda dodatkowa sekunda na szukanie funkcji w menu jest luksusem, na który nie można sobie pozwolić. Właśnie tę ideę producent, jak się wydaje, próbował „wbudować” w każdy detal.

Tak wygląda wnętrze — jeśli potraktować je jak opowieść o tym, dlaczego przyciski i przełączniki nagle znów stały się modne. Liczą się tu nie tylko zdjęcia czy rendery, ale logika: co przeniesiono na fizyczne elementy, a co оставiono na ekranie. Projektanci często dzielą funkcje na „często używane” i „rzadkie”, a dla tych pierwszych wybierają haptikę. W przypadku Luce widać to już na kierownicy i na konsoli środkowej. Komentarze inżynierów ergonomii zwykle sprowadzają się do prostego: jeśli kierowca może obsługiwać elementy „na dotyk”, mniej odrywa uwagę od drogi.
Cały projekt wygląda jak próba stworzenia „klasycznego wyścigowca”, ale z baterią zamiast silnika spalinowego. Ferrari, które przez dekady kojarzono z głośnym, agresywnym brzmieniem i wysokimi obrotami, wchodzi w prawie bezgłośny świat napędu elektrycznego. To nie tylko zmiana układu napędowego, ale też zmiana emocji, bo dźwięk był wcześniej częścią tożsamości. Dlatego wnętrze staje się jednym z głównych nośników charakteru — i ma być maksymalnie „żywe” w dotyku. Jedna z typowych obserwacji designerów samochodowych brzmi: gdy znika hałas, rośnie znaczenie materiałów, kliknięć i poczucia kontroli.
Pięć lat współpracy, by zbudować klasycznego „racera”, ale z baterią
Ferrari, od dawna będące synonimem sportowych aut o wysokich osiągach, w praktyce wchodzi w nową epokę. Napęd elektryczny zmienia zachowanie auta, sposób oddawania mocy i ogólne odczucie prędkości, ale marka chce zachować „nerw” prowadzenia. Dlatego nacisk położono nie tylko na technologię, lecz także na to, czego kierowca dotyka na co dzień. LoveFrom pomagało dopracować materiały, geometrię elementów i zasady obsługi. Ekspert od interfejsów samochodowych w takich przypadkach zwykle mówi: wnętrze to „system operacyjny” auta i musi być zrozumiałe bez nauki.
Efekt nie przypomina typowego obrazu większości EV, gdzie fizyczne elementy ogranicza się do minimum. Kabina Luce jest pełna „hardware’u”: rzędów precyzyjnie obrabianych metalowych przełączników i suwaków, które mają klikać, a nie służyć do swipe’owania. To nie tylko nostalgia — fizyczne elementy szybciej zapisują się w pamięci mięśniowej. Poza tym w trybach sportowych kierowca nie chce „zanurzać się” w menu, gdy auto wchodzi w zakręt. Specjaliści od bezpieczeństwa interfejsów często podkreślają: mniej spojrzeń na ekran to mniejsze ryzyko.
Dla fanów Apple są tu także znajome akcenty, ale podane bardzo oszczędnie. We wnętrzu widać czyste powierzchnie, metaliczne tony i schludne linie, które przypominają podejście „mniej, ale lepiej”. Wspomina się o aluminiowych i skórzanych powierzchniach, podkreślających premium без zbędnych ozdobników. Minimalizm nie jest tu „pusty”, tylko zebrany — jak dobrze ustawione narzędzie. Jedna z zasad, które eksperci lubią powtarzać, brzmi: „minimalizm działa tylko wtedy, gdy nie cierpi funkcja”. W Luce widać, że to funkcja została поставiona na pierwszym miejscu.
Kierownica z przyciskami: tak, jest ich naprawdę dużo
Smukła, trójramienna kierownica wygląda maksymalnie jasno, ale nie jest ascetyczna pod względem funkcji. Od razu widać na niej elementy sterowania kierunkiem i innymi opcjami, dosłownie „pod palcami”. To ważne, bo kierowca nie musi sięgać do konsoli środkowej po podstawowe działania. Kierownica staje się centrum dowodzenia, co dobrze pasuje do sportowej logiki. Instruktorzy jazdy często mówią, że najlepsza ergonomia to taka, w której ręce nie „wędrują” po kabinie bez potrzeby.

Pod srebrnymi ramionami umieszczono kolejne przyciski, aby kluczowe funkcje były w zasięgu kciuka. Skraca to czas reakcji i zwiększa poczucie kontroli, zwłaszcza przy szybkiej jeździe. W nowoczesnych autach kierownica bywa kompromisem między „ładnie” a „praktycznie”, ale tu praktyczność wyraźnie wygrywa. Kierowca przyzwyczaja się do obsługi niemal „na ślepo”, opierając się na kształcie i kliknięciu. Ekspert od ergonomii wnętrz powiedziałby prosto: jeśli przyciski różnią się w dotyku, jest mniej pomyłek.
Po lewej stronie zebrano sterowanie tempomatem, trybami jazdy i podświetleniem zestawu wskaźników, czyli wszystko, co dotyczy zachowania auta i komfortu odbioru. Po prawej znajdują się tryby mocy, ustawienia zawieszenia i wycieraczki, czyli funkcje potrzebne „tu i teraz” na drodze. Taki układ jest logiczny, bo grupuje obsługę według scenariuszy. To ważne także dlatego, że kierowca nie powinien „szukać” w stresie, gdzie jest dany przycisk. W projektowaniu interfejsów nazywa się to zasadą przewidywalności i w opisie jest to dobrze widoczne.
Sterowanie głośnością i utworami schowano za kierownicą, aby nie przeładowywać przedniej części dodatkowymi elementami. Osobne „łopatki” odpowiadają za rozdział momentu obrotowego i mają imitować zaangażowanie podobne do zmiany biegów. Nawet w elektryku Ferrari chce, by kierowca czuł „wybór” i kontrolę, a nie tylko wciskanie pedału. To podkreśla filozofię marki: dynamika i prowadzenie są ważniejsze niż sama demonstracja technologii. Dziennikarz motoryzacyjny mógłby to ująć tak: to nie „cichy limuzynowy” EV, tylko „cichy sportowy” EV.
Zanim przejdziemy do centralnej części, warto krótko zaznaczyć, co dokładnie przeniesiono na fizyczne elementy, bo to pokazuje logikę wnętrza. Poniżej jest lista kluczowych stref sterowania, które — sądząc po opisie — są maksymalnie blisko rąk kierowcy. Taka strukturyzacja pomaga zrozumieć, dlaczego elementy hapticzne w Luce nie są przypadkowe, lecz systemowe. Jednocześnie nie przeczy to roli ekranu, bo on też jest centralny w doświadczeniu. Chodzi o balans między „dotknąłem” a „nacisnąłem”.
- przyciski na kierownicy dla kluczowych funkcji w trakcie jazdy
- przełączniki trybów (jazdy, mocy, zawieszenia) w strefie szybkiego dostępu
- sterowanie multimediami za kierownicą bez wizualnego szumu
- łopatki do momentu jako imitacja zaangażowanego prowadzenia
- fizyczne przełączniki w kabinie, stworzone do klikania, a nie do swipe’owania
Centralny wyświetlacz „jak tablet”, ale z pokrętłami i przełącznikami
Centralny ekran infotainment wygląda tak, jakby inspirowały go urządzenia „wearable”, a kształtem przypomina powiększony Apple Watch. W systemie są ustawienia prędkości nawiewu, podgrzewania foteli i wbudowany okrągły zegar, który dodaje „mechanicznego” nastroju nawet w cyfrowym środowisku. Ważne jest to, że ekran nie czyni kabiny sterylną, bo pod nim zostają fizyczne elementy. Takie podejście często popierają kierowcy, którzy nie lubią „wszystkiego w menu”. Ekspert UX z branży motoryzacyjnej powiedziałby, że idealne multimedia to takie, które nie zmuszają kierowcy do myślenia.

Ekran zamontowano na przegubie typu „kulka-gniazdo”, dzięki czemu może obracać się w stronę kierowcy lub pasażera. To drobiazg, ale podkreśla scenariusz wspólnego korzystania, gdy pasażer pomaga w nawigacji lub muzyce. Sprawia też, że kabina wydaje się „żywa”, bo element można ustawić pod aktualną potrzebę. W segmencie premium takie rozwiązania często są uznawane za znak dopracowania. Testerzy aut zwykle zaznaczają: ruchome elementy mają sens tylko wtedy, gdy są naprawdę wygodne, a nie wyłącznie efektowne.
Ferrari podkreśla też, że srebrna listwa pod ekranem to podpórka pod dłoń. Pomysł jest prosty: gdy kierowca zmienia np. playlistę w trudnym manewrze, ręka potrzebuje stabilizacji. To bardzo „kierowcowy” detal, bo mówi o realnym użyciu, a nie tylko o stylu. W takim rozwiązaniu łatwo rozpoznać sportowe DNA marki, gdy drobiazg projektuje się pod kontrolę przy prędkości. Wygodna podpórka pod dłoń bywa cenniejsza niż kolejny efektowny ekran z animacjami.
Szkło wszędzie i nietypowy klucz, który „znika”
Ferrari mocno stawia na szkło we wnętrzu Luce, wykorzystując Corning Gorilla Glass na wielu twardych powierzchniach. Dotyczy to także selektora biegów, co wygląda jak pokaz materiałów, ale też jak praktyczne rozwiązanie. Firma podkreśla, że ten materiał jest bardziej odporny na pęknięcia niż typowe „smartfonowe” szkło i ma wytrzymywać zarysowania codziennego użytkowania. W autach premium szkło często symbolizuje „czystość” i precyzję, ale tu ma też funkcję użytkową. Eksperci od materiałów zwykle przypominają: liczy się nie tylko twardość, ale też to, jak powierzchnia starzeje się przez lata.

Jest też „zabawa” z kluczem, która dodaje charakteru. Kwadratowa plakietka Ferrari pełni rolę klucza: gdy włoży się ją w konsolę, szklany brelok ciemnieje i zlewa się z otoczeniem. Gdy się go podniesie i odejdzie, świeci charakterystycznym wyścigowym żółtym Ferrari. To nie jest krytyczna funkcja dla jazdy, ale buduje emocjonalny kontakt z przedmiotem. W designie takie „małe rytuały” często mają duże znaczenie, bo to one zostają w pamięci. Komentarz projektanta wzornictwa przemysłowego mógłby być prosty: marka sprzedaje nie detale, tylko odczucia.
Zestaw wskaźników jak „helikopterowy” odczyt prędkości
Zestaw wskaźników za kierownicą nawiązuje do kokpitów śmigłowców, co sugeruje szybki i czytelny odczyt danych. Ferrari mówi, że cyfrowy wyświetlacz zamocowano bezpośrednio na kolumnie kierownicy, aby kluczowe informacje pozostawały w linii wzroku kierowcy. To znów o tym, by nie „odrywać oczu” i nie szukać danych na peryferiach. Dla Ferrari takie rozwiązanie ma być nowością, co podkreśla wagę innowacji interfejsu. Ekspert od wskaźników zauważyłby, że w trybach sportowych czytelność jest ważniejsza niż ładna grafika.

W centrum znajduje się hybrydowy prędkościomierz: fizyczna wskazówka jakby „unosi się” над warstwami cyfrowych danych jazdy, a całość ogląda się przez zakrzywioną soczewkę. W większości nowoczesnych aut analogowe wskazówki zniknęły całkowicie, ale Ferrari оставило jedną — łącząc starą szkołę z cyfrowym światem. To wygląda jak kompromis między emocją a technologią i sposób na zostawienie „znajomego” sygnału prędkości. Dla wielu kierowców wskazówka jest naprawdę czytelna od razu, nawet bez skupienia. Komentator wyścigowy mógłby powiedzieć, że takie rzeczy działają na intuicję, a intuicja przy prędkości decyduje.
Nowa nazwa dla nowego elektryka
Ferrari po raz pierwszy publicznie wspomniało o swoim w pełni elektrycznym projekcie w październiku 2025 roku pod roboczą nazwą Elettrica. Teraz ma on oficjalną nazwę: Luce, wymawianą jak „Lu-cze”. W języku włoskim luce oznacza „światło” i to ciekawa асоція dla marki, którą традиcyjnie łączono z „ogniem” i dźwiękiem. Nazwa ma podkreślać nową epokę — czystszą, cichszą, ale wciąż emocjonalną. Ekspert od designu mógłby zauważyć, że dobra nazwa w segmencie premium powinna być krótka, dźwięczna i łatwa do zapamiętania.

Kolejna prezentacja — w maju
Partnerstwo Ferrari i LoveFrom, o którym po raz pierwszy informowano jeszcze w 2021 roku, zaowocowało wnętrzem mającym sygnalizować ambicję marki, by przemyśleć doświadczenie elektrycznego auta od podstaw. To nietypowy krok dla Ferrari, bo firma rzadko sięga po zewnętrzne studia projektowe w takich projektach. Tutaj wygląda to na świadomą decyzję: przy переходzie na elektryki łatwiej od razu nadać nowy „język” kabinie niż łatać stary. Dlatego wiele detali opisuje się jako doprowadzone do możliwie czystej formy i funkcji. Ekspert od brandingu powiedziałby, że w momentach przełomu marka albo ryzykuje, albo traci przyszłość — a Ferrari wybrało ryzyko.

„Zespół skupił się na tym, aby dopracować i udoskonalić każde rozwiązanie do jego najczystszej formy” — przekazała firma w komunikacie prasowym.
Resztę samochodu, rozwijaną wewnątrz firmy, Ferrari planuje pokazać w maju. Producent nadal nie potwierdził ceny ani dostępności nowego EV, więc rynek czeka na kolejne szczegóły. To oznacza, że obecny opis dotyczy przede wszystkim wnętrza i tego, jak Ferrari widzi sterowanie w elektrycznej erze. Poniżej znajduje się krótka tabela, która pomaga „odczytać” logikę kabiny: gdzie stawia się na haptikę, a gdzie na rozwiązania cyfrowe. Nie dodaje ona nowych faktów, tylko porządkuje to, co już opisano.
| Strefa we wnętrzu | Jak rozwiązano to w Luce | Po co to kierowcy |
|---|---|---|
| Kierownica | Dużo przycisków, kluczowe funkcje pod palcami | Mniej rozproszeń, szybsza reakcja |
| Multimedia | Centralny ekran, część sterowania na kierownicy | Wygoda i kontrola bez „przeładowania” panelu |
| Tryby auta | przełączniki trybów i ustawień | Intuicyjność przy dynamicznej jeździe |
| Wskaźniki | Cyfra + fizyczna wskazówka prędkościomierza | Szybki odczyt „z intuicji” |
| Materiały | Gorilla Glass na powierzchniach, m.in. selektor | Trwałość i premium w dotyku |
Przeczytaj też: nowe elektryczne modele M BMW – cztery silniki, Heart of Joy i rekuperacja.