Paulina Porizkova wróciła do wspomnień z początku kariery i opisała realia, które – jak twierdzi – były w branży traktowane jak norma. Modelka, dziś mająca 60 lat, powiedziała, że zaczęła pracę w wieku 15 lat w Paryżu, podczas letniej przerwy od szkoły, zaznacza redakcja rapowo.pl. W materiale wideo opublikowanym na Instagramie wyjaśniła, że każdego dnia wysyłano ją na kilka „go-and-sees”, czyli krótkich spotkań w różnych częściach miasta. Podkreśliła, że chodziła na nie sama, bez znajomości języka i bez orientacji w mieście, co zwiększało jej bezbronność. W jej opowieści najmocniej wybrzmiewa to, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo nastolatki była rozmyta i spychana na margines.
„Go-and-sees” w praktyce: od biura po niepokojące mieszkania
Porizkova zaznaczyła, że część spotkań miała profesjonalny charakter, ale wiele – według jej relacji – wyglądało zupełnie inaczej. Opisała sytuacje, w których zamiast biur trafiała do zaniedbanych mieszkań, gdzie czekali na nią starsi mężczyźni. Jak mówiła, prosili ją o „luźne zdjęcia”, najlepiej topless, i to miało uchodzić za element pracy. Wspomniała też, że nie potrafi zliczyć przypadków, gdy witał ją mężczyzna w rozpiętym szlafroku w hotelowym pokoju lub apartamencie, do którego została wysłana przez agencję albo klienta. Komentatorzy życia publicznego zauważają, że taka narracja pokazuje mechanizm „normalizacji ryzyka”, kiedy granice przesuwają się małymi krokami i przestają być widoczne.

„Bywali eleganccy ludzie w biurach, ale bywali też faceci w niechlujnych mieszkaniach, którzy chcieli kilku zdjęć — najlepiej topless” — opowiadała w nagraniu.
Zaproszenia na jachty i do willi – presja w „ładnym opakowaniu”
Modelka dodała, że niewygodne propozycje nie ograniczały się do przypadkowych mieszkań i hotelowych pokoi. W jej relacji pojawiają się też zaproszenia od „dobrze ubranych starszych mężczyzn” na imprezy, jachty czy do tropikalnych willi. To ważny detal, bo pokazuje, że nie zawsze chodziło o sytuacje łatwe do rozpoznania jako zagrożenie na pierwszy rzut oka. Czasem presja jest miękka i ubrana w prestiż, a mimo to prowadzi do dokładnie tego samego poczucia osaczenia. Porizkova przyznała, że przez lata traktowała te zachowania jako część „rachunku” za karierę, bo tak podpowiadało otoczenie. W komentarzach internautów pod jej wpisem przewija się myśl, że nastolatka w obcym kraju często nie ma narzędzi, by nazwać problem, nawet jeśli czuje, że coś jest nie tak.

„Myślałam, że to komplementy”: kiedy zrozumiała, czym jest molestowanie
Porizkova otwarcie powiedziała, że długo nie nazywała tych doświadczeń molestowaniem. Wspominała, że dopiero w latach 90., oglądając program Oprah Winfrey o molestowaniu w miejscu pracy, uświadomiła sobie, że jej sytuacje pasują do tej definicji. Opisała moment, w którym spojrzała na przyjaciółkę i zapytała, czy to, co przeżywała, to naprawdę molestowanie, bo wcześniej brała to za „komplementy”. Ten fragment pokazuje, jak silnie działa język i interpretacja narzucona przez środowisko, zwłaszcza gdy chodzi o młodą modelkę na początku drogi. Eksperci od komunikacji społecznej często podkreślają, że brak nazwy dla zjawiska bywa pierwszą barierą w szukaniu pomocy, bo człowiek nie wie, co zgłasza i komu.
„To jest molestowanie? Myślałam, że to komplementy” — wspominała reakcję po obejrzeniu programu.
Dlaczego dzieci w branży są łatwym celem według Porizkovej
W swojej wypowiedzi modelka mocno zaakcentowała wątek wieku i podatności na manipulację. Powiedziała, że dziecko w dowolnej sytuacji potrafi się zaadaptować, a jeśli dorosły mówi, że „tak ma być”, to dziecko nie ma narzędzi, by protestować. Według niej właśnie to czyni młodych ludzi najłatwiejszym celem w środowisku, gdzie władza i zależności zawodowe są bardzo silne. Dodała też gorzką uwagę: jeśli ktoś nie jest pewien, że dziecko jest dzieckiem, to problem leży po stronie dorosłego – w braku doświadczenia rodzicielstwa albo braku człowieczeństwa. Przekaz Porizkovej jest prosty: bezpieczeństwo nie może być „opcją dodatkową”, gdy stawką jest kariera i pieniądze. Na końcu wpisu dodała hashtagi #Epstein, #EpsteinFiles oraz #Justice, sugerując szerszy kontekst rozmowy o nadużyciach i rozliczalności.


Co warto zapamiętać z tej historii jako przestrogę
Z opowieści Porizkovej wynika, że granica między „zwykłą pracą” a nadużyciem potrafi być rozmywana systemowo i powtarzalnie. Jej słowa pokazują też, że presja może przyjmować różne formy: od jawnie niepokojących sytuacji po eleganckie zaproszenia, które mają tworzyć wrażenie normalności. Najbardziej niebezpieczne bywa to, co wygląda „profesjonalnie”, ale w praktyce odbiera poczucie sprawczości. W komentarzach czytelników często pojawia się postulat, by osoby niepełnoletnie w branży miały realną opiekę i jasne procedury, a nie tylko obietnice. Ta historia wraca dziś dlatego, że – jak sugeruje modelka – dopiero z perspektywy czasu potrafiła nazwać to, co ją spotkało, i powiedzieć o tym głośno.
Przeczytaj także: Testament Epsteina i „The 1953 Trust” – kim jest Karina Szuliak i dlaczego przypisuje się jej 100 mln dolarów.