Jak podaje redakcja rapowo.pl, czwarta część Ninja Gaiden zabiera graczy z powrotem do znanego uniwersum demonów i shinobi, ale z innym akcentem. Zamiast dobrze znanego Ryu Hayabusy fabułę pcha naprzód nowy protagonista, Yakumo, a tempo i struktura kampanii zostały wyraźnie przemyślane na nowo. Gra ukazuje się jednocześnie na PS5, Xbox i PC, a także od razu jest dostępna w usłudze Game Pass, co obniża próg wejścia. Jednocześnie to wcale nie „lekki slasher”: walka jest wymagająca i nagradza dyscyplinę, wyczucie czasu i cierpliwość. Poniżej rozkładamy na czynniki pierwsze, czym Ninja Gaiden 4 zachwyca, a gdzie się potyka.

Świat, w którym wrze wojna, i bohater, który nie ma prawa do błędu
Yakumo zaczyna od pozornie prostego zadania — odnaleźć tajemniczą kobietę, której rola jest kluczowa dla zachowania równowagi świata. Szybko jednak misja okazuje się wstępem do znacznie większego konfliktu: przebudza się pradawny Dark Dragon, a Tokio i inne lokacje pogrążają się w mroku i chaosie. Kampania trwa około 12–15 godzin w zależności od waszych umiejętności, wybranego poziomu trudności i chęci zaglądania do zadań pobocznych. Jeśli trzymacie się tylko głównego wątku na Normal, pierwszy przebieg zajmie mniej więcej 12 godzin; dociekliwi spędzą przy grze więcej czasu, zbierając ekwipunek i eksplorując. Narracja nie udaje ciężkiej dramy — to raczej napęd dla nieustannej akcji, z przyjemnymi kontrastami lokacji i tonów.

Rytm przygody
W pierwszej połowie gra przeplata liniowe odcinki z arenami walki i lekkimi wstawkami platformowymi. Druga połowa dorzuca większych bossów, dłuższe sekwencje i wyższe wymagania reakcji. Regularne skoki napięcia trzymają uwagę, nawet gdy fabuła działa głównie jako tło.

Rola Ryu Hayabusy: nostalgiczne cameo czy istotny filar gry
Ryu Hayabusa wciąż istnieje w tym świecie, ale jego udział jest niewielki i pofragmentowany — kilka rozdziałów bliżej finału. Dla weteranów serii to dwuznaczny ruch: ukłon w stronę tradycji, lecz nie pełnoprawny powrót ikony. Od strony mechaniki Ryu wypada skromniej: jeden miecz i kilka stylów ustępują szerokości narzędzi Yakumo. Część epizodów z Ryu powtarza już odwiedzone strefy, co spowalnia tempo i potęguje wrażenie backtrackingu. Ostatecznie wygląda to tak, jakby jego obecność miała raczej podtrzymać szyld niż realnie pchnąć historię lub gameplay.

Dlaczego postawienie na nowego bohatera działa
Yakumo ma szerszy arsenał, bogatszą progresję i zestaw ruchów lepiej dopasowany do nowej filozofii walki. W praktyce gra się nim ciekawiej: ruchy łączą się logiczniej, a balans ryzyka i nagrody jest mocniej odczuwalny.
Walka — serce Ninja Gaiden 4
Tu zwycięstwo rodzi się z rytmu. Podstawowa triada to atak, unik i parowanie. „Mashing” nie działa — każdy błąd bywa karany, a każde czyste parowanie otwiera okno kontry. Połączenie manewru i precyzyjnego timingu tworzy choreografię — brutalną, lecz uczciwą. Wizualnie starcia są ekspresyjne: krew, finisze, zwolnienia czasu i gęste łańcuchy kombosów — charakterystyczny podpis gatunku.
Kluczowe mechaniki walki
• Bloodraven Form: czasowe wzmocnienie po napełnieniu odpowiedniego paska, otwierające nowe łańcuchy ciosów
• Bloodbath Kill: efektowny finisher na grupie wrogów, aktywowany z drugiego paska energii
• Ekonomia przetrwania: Blood Essence wypada z przeciwników i pozwala wrócić do gry w dłuższych potyczkach
• Priorytet timingu: poprawne parowanie ważniejsze niż „surowa” siła
Wskazówki na pierwsze godziny
- Nauczcie się najpierw wizualnych telegraphów ataków i trenujcie jedno okno parowania.
- Nie trzymajcie się jednej broni — zmiana w środku kombosa często ratuje próbę.
- Inwestujcie wcześnie w Air Recovery i szybki dash — to najlepsza „polisa” przeciw zablokowaniu.
Arsenał i progresja: szerzej, niż się wydaje
Zaczynacie od dwóch katan, szybko jednak dochodzą rapier ze włócznią, kij bojowy z młotem oraz ciężkie shurikeny, które można łączyć z mechanicznymi „ramionami”. Tempo odblokowań jest trafione: gdy oswoicie jeden typ, na horyzoncie czeka kolejna wariacja. Każda kategoria zmienia rytm walki — od szybkich cięć po kruszenie pancerza ciężkimi uderzeniami. Ulepszenia wzmacniają też Bloodraven Form, więc progres czuć nie w liczbach, lecz w zachowaniu postaci podczas starć.

Przydatne odblokowania na start
• Air Recovery — szybki powrót w powietrzu po powaleniu
• Wind Run — gwałtowny doskok do celu
• Fatal Flash — autokontra po udanym bloku/parowaniu
Poziomy trudności, tryby i replayability
Trzy poziomy trudności są dostępne od razu, a po pierwszym ukończeniu odblokowuje się najtwardsza opcja. Na najniższym progu można włączyć auto-blok i auto-parry — wtedy doświadczenie staje się niemal filmowe. Na Normal liczy się precyzyjny timing; na górnych pułapach każdy błąd bywa śmiertelny. Po kampanii czekają tryby wyzwań z seriami bossów, modyfikatory Death Wish i Untouchable oraz powtórki rozdziałów dowolnym dostępnym bohaterem.
Kiedy gra rozkwita w pełni
Najwięcej wyciśniecie w potyczkach post-game na wysokim poziomie trudności: mechanika błyszczy, kombosy składają się intuicyjnie, a przeciwników zaczynacie „czytać” niemal automatycznie — pamięcią mięśniową.
Eksploracja i parkour: nie tylko ciąć, ale i poruszać się z klasą
Twórcy gęsto wpletli platforming i parkour: biegi po ścianach, linki z hakiem, chybotliwe konstrukcje, skoki z odskokami. Trafiają się też bardziej odjechane epizody — od neonowego klubu po pogoń za gigantycznym stworem. Zadania poboczne aktywujecie przy terminalach: czasem to alternatywna ścieżka, czasem seria pojedynków — w każdym razie pretekst do kolejnych bitew i zdobywania zasobów.

Czego spodziewać się po bestiariuszu
• Ludzcy ninja o różnym tempie i uzbrojeniu
• Demony i kreatury z zagrożeniem dystansowym
• Wrogowie mechaniczni, których lepiej łamać ciężkimi ciosami
• Bossowie z fazami i zmianą wzorców (ponad tuzin znaczących pojedynków)
Oprawa i wydajność
Ton jest ogólnie mroczny: ruiny megapolis, tradycyjne japońskie domostwa, wilgotne podziemia i węzeł neonowych świateł. Najmocniejszą stroną pozostaje płynność: na współczesnych konsolach gra trzyma wysokie FPS w trybach wydajności, co wyraźnie poprawia czytelność walki. Luksusowe 120 FPS zwiększa kontrolę, choć i 60 FPS wygląda solidnie. W szybkim slasherze to responsywność i stabilność determinują frajdę — i tu studio stawia na właściwy priorytet.
Dla kogo Ninja Gaiden 4 i czy warto zagrać
To powrót, który stawia na mechanikę, a nie rozbudowaną historię. Jeśli szukacie zdyscyplinowanej, twardej walki z wyczuwalnym progresem — ten projekt wciąga i trzyma. Jeśli zaś czekaliście na triumfalny powrót Ryu do centrum wydarzeń, musicie liczyć się z bardziej powściągliwą rolą postaci i kilkoma kompromisami tempa w ostatnich rozdziałach. Mimo to ogólny „puls” pozostaje wysoki: dynamika, wyraziste finisze, zróżnicowany arsenał i hojny postgame dają dokładnie ten rodzaj satysfakcji, za który serię się ceni.

Komu polecamy
• Fanom twardych slasherów z wysokim sufitem umiejętności
• Tym, którzy wolą krótką, ale gęstą kampanię bez „napompowanych” otwartych światów
• Graczom ceniącym FPS i responsywność sterowania ponad „filmowość” historii
Kto powinien poczekać na przecenę
• Ci, którzy oczekują głębokiej fabuły i mocnej roli Ryu Hayabusy
• Osoby, które irytuje backtracking w finałowych rozdziałach
Krótki poradnik: jak wygodnie wystartować
Ustawienia
- Wybierzcie tryb wydajności z wyższym FPS — łatwiej wtedy uczyć się timingów.
- Zmniejszcie czułość kamery, by parowania były stabilniejsze.
- Przypiszcie dash/unik do wygodnych triggerów — mniej pomyłek w krytycznych momentach.
Nawyki bitewne
• Wypatrujcie „żółtego” telegraphu ataku — wtedy parowanie jest najcenniejsze
• Po parowaniu przełączcie się na ciężką broń, by „łamać” pancerz
• Nie lekceważcie odwrotu: krok w tył często lepszy niż ryzykowna kontra
Progresja
• Najpierw rozwijajcie mobilność (Air Recovery, dash)
• Potem kluczowe łańcuchy kombosów dla waszej głównej broni
• Inwestujcie w Bloodraven Form — to wasz „as” na długie walki z bossami
Na końcu dostajemy uczciwego, bezkompromisowego slashéra, który nie wstydzi się korzeni, a jednocześnie szuka nowych akcentów. Ninja Gaiden 4 to gra o kunszcie i rytmie, a nie o przypadkowych zwycięstwach. Jeśli to do was przemawia — wyruszcie w mrok razem z Yakumo.
Przeczytaj także: zaktualizowany Xbox Game Pass — co nowego czeka graczy w taryfach Essential, Premium i Ultimate.