Jak podkreśla redakcja rapowo.pl, historia Eltona Johna to dziś już nie tylko opowieść o hitach, stadionach i rekordach sprzedaży, ale też o dekadach konsekwentnej walki z HIV/AIDS. W jego domu w Hollywood na ścianach wiszą prace Andy’ego Warhola i Keitha Haringa – i nie jest to przypadkowy zestaw drogiej sztuki, lecz wizualne przypomnienie o ludziach, których zabrała epidemia, oraz o tych, którzy jako pierwsi mieli odwagę mówić o „pladze XX wieku”. To właśnie ten temat od prawie 40 lat pozostaje dla niego główną misją poza sceną. O wszystkim opowiedział w wywiadzie dla magazynu Variety. Równolegle wciąż żyje na dwie strony Atlantyku – między Londynem a Los Angeles – wychowuje razem z mężem Davidem Furnishem dwóch synów i nie przestaje występować, choć w nieco innym formacie. Jego osobista historia chorób i strat tylko wzmocniła pragnienie udowodnienia, że epidemię można zatrzymać, jeśli nie odwracamy się od tych, którzy potrzebują pomocy.

Początki misji: od Ryana White’a do powstania fundacji
Jeszcze w szczytowym okresie epidemii HIV/AIDS Elton John brał przykład z Elizabeth Taylor, która jako jedna z pierwszych wielkich gwiazd otwarcie wsparła osoby żyjące z HIV. Publicznie zaprzyjaźnił się z nastolatkiem Ryanem White’em, który stał się symbolem niesprawiedliwego traktowania osób seropozytywnych, a to przyjacielskie grono z czasem przerodziło się w systemową pracę. W 1992 roku, od kuchennego stołu w jego domu w Atlancie, zaczęła się historia Elton John AIDS Foundation – struktury, która dziś należy do pierwszej piątki największych darczyńców w obszarze HIV na świecie. Jak mówi sam John, początkowo była to reakcja na nieskuteczne i rozrzutne inicjatywy charytatywne, które widział wokół siebie. Fundację budowano jako przejrzystą organizację, w której każdy dolar ma jasno wyznaczoną drogę i mierzalny efekt, by ludzie mogli realnie zobaczyć, dokąd trafiają ich pieniądze. To właśnie dzięki takiemu podejściu – podkreśla artysta – udało się przez dekady przekształcić prywatną inicjatywę w dużą, globalną siłę oddziaływania.

Liczby, które mówią same za siebie
Dziś Elton z dumą powtarza, że od tego „małego kuchennego stołu” fundacja doszła do ponad 650 milionów dolarów zebranych środków, a z uwzględnieniem grantów matchingowych suma przekroczyła już miliard. Podkreśla, że ludzie ufają fundacji właśnie dlatego, że widzą konkretne zmiany w terenie, a nie tylko ładne raporty. Elton John AIDS Foundation finansuje programy profilaktyki, testowania, dostępu do terapii antyretrowirusowej oraz leków prewencyjnych PrEP, koncentrując się na tych społecznościach, które najczęściej zmagają się ze stygmatyzacją. Tam, gdzie otwarte zwrócenie się o pomoc może być niebezpieczne, stosuje się niestandardowe rozwiązania, na przykład wykorzystanie dronów do dostarczania leków. John przyznaje, że czasem czuje się tak, jakby uderzał głową w mur, ale to właśnie realne efekty „na ziemi” nie pozwalają mu się zatrzymać.
„Inna wojna”: polityka, stygma i rozczarowanie
Mimo ogromnego postępu w medycynie Elton John otwarcie mówi, że globalny cel zatrzymania nowych przypadków HIV do 2030 roku oddala się. „I just am enraged by it” – mówi, mając na myśli to, jak zmieniają się „zasady gry” na świecie, gdy rządy tną budżety lub całkowicie odmawiają wspierania programów związanych ze społecznością LGBTQ+ („Jestem po prostu wściekły z tego powodu” – przyznaje). Szczególnie dramatyczna sytuacja panuje w niektórych krajach Afryki, na Bliskim Wschodzie, w Europie Wschodniej oraz w Rosji, gdzie sama fundacja została uznana za „element wywrotowy” i faktycznie ją wyrzucono. Tam, gdzie prośba o pomoc może kosztować człowieka wolność lub życie, nawet tak podstawowy krok jak test czy konsultacja staje się ryzykowny.

Narzędzia są, brakuje woli politycznej
Elton nazywa to wprost „inną wojną” – wojną ze stygmą, obojętnością i decyzjami politycznymi, które blokują dostęp do leczenia. Przypomina, że świat dysponuje już wszystkimi niezbędnymi środkami, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się epidemii: nowoczesną terapią, lekami prewencyjnymi oraz technologiami dostarczania medykamentów do trudno dostępnych regionów. Jeśli jednak rządy na poziomie polityki nie uznają grup wrażliwych, wszystkie te narzędzia pozostają tylko na papierze. W Stanach Zjednoczonych, gdzie fundacja tradycyjnie współpracuje z programami państwowymi, obecnie również dominuje tendencja do cięcia środków. Dla Johna jest to szczególnie bolesne, bo widzi, jak łatwo można stracić osiągnięty postęp. Nieustannie apeluje więc o ponadpartyjne wsparcie w Kongresie i przypomina, że inwestycje w walkę z HIV/AIDS to „najlepszy efekt za wydane pieniądze”.
W tym kontekście lubi cytować amerykańskich polityków, którzy na własne oczy widzieli rezultaty programów w Republice Południowej Afryki. W prywatnych rozmowach z przywódcami różnych krajów nie waha się mówić językiem wielkich ambicji, a nawet osobistej chwały, tłumacząc, że zakończenie epidemii może stać się historycznym „odznaczeniem” dla każdego prezydenta. Jednocześnie przyznaje jednak, że bez stałego dialogu to zadanie może rozciągnąć się na czas nieokreślony.
Formuła zaufania: jak fundacja stała się globalnym graczem
Jednym z powodów sukcesu Elton John AIDS Foundation jest przejrzystość i nastawienie na mierzalne rezultaty. Sam John podkreśla, że ludzie ufają im, ponieważ „see the results” („widzą rezultaty”). Fundacja działa poprzez organizacje partnerskie w różnych krajach, testuje nowe formaty, a gdy się sprawdzają – skaluje je na inne regiony. Mogą to być mobilne kliniki, programy pracy z nastolatkami, inicjatywy skierowane do pracowników seksualnych czy osób przyjmujących narkotyki dożylnie. Kluczowa pozostaje zasada, że pieniądze mają trafiać właśnie do tych, o których oficjalna medycyna najczęściej „zapomina”. John przyznaje, że czasem chce mu się opuścić ręce, ale wtedy przypomina sobie, ilu osobom już pomogli, i rozumie, że nie może się zatrzymać.
Przed podjęciem decyzji o podziale środków zespół fundacji dokładnie analizuje lokalny kontekst, poziom stygmatyzacji, ograniczenia prawne i ryzyka bezpieczeństwa. Decyzje zapadają nie tylko pod wpływem emocji, lecz także na podstawie danych, statystyk i niezależnego monitoringu. W ten sposób powstaje to, co John nazywa „dowodem zaufania” – sytuacja, w której darczyńca może prześledzić drogę swojego wkładu do konkretnej społeczności lub programu.
Co wyróżnia podejście Eltona Johna
Fundacja nie boi się eksperymentować z nowymi formatami, w tym z wykorzystaniem dronów do dostarczania leków antyretrowirusowych w regionach, gdzie fizyczna obecność personelu medycznego jest niebezpieczna. Ważne jest też to, że John i Furnish nie ograniczają się do symbolicznej roli patronów: osobiście odwiedzają projekty, rozmawiają z lokalnymi aktywistami i regularnie wyjeżdżają do krajów Afryki. To właśnie po takich podróżach – jak mówią osoby z ich otoczenia – pojawiają się najbardziej emocjonalne wystąpienia Johna na wydarzeniach publicznych. Dla niego nie są to abstrakcyjne liczby w raportach, ale konkretne twarze i historie ludzi, którzy otrzymali szansę na normalne życie.
Własne choroby jako dodatkowa motywacja, by się nie poddać
W 2024 roku życie Eltona Johna gwałtownie się zmieniło z powodu poważnych problemów ze wzrokiem. Podczas wakacji we Francji złapał infekcję, która doprowadziła do poważnych uszkodzeń obu oczu – dziś całkowicie utracił wzrok w prawym, a lewe również jest mocno uszkodzone. Nie ukrywa, że był to dla niego cios psychiczny: przez wiele miesięcy praktycznie nie mógł ani czytać, ani oglądać telewizji, ani cieszyć się sztuką, która zawsze go inspirowała. Jednocześnie stale przypomina sobie, że ma dostęp do najlepszych lekarzy, czego pozbawione są miliony ludzi w biedniejszych krajach.
Strategia „nie użalać się nad sobą”
John szczerze przyznaje, że ostatnie półtora roku było jednym z najtrudniejszych okresów w jego życiu. „It’s been devastating” – mówi, opisując swoje doświadczenia („To było druzgocące”). Jednak to właśnie myśl o ludziach, którzy wciąż umierają na HIV/AIDS z powodu braku leków lub strachu przed zwróceniem się o pomoc, pomaga mu wychodzić ze stanu użalania się nad sobą. Mówi, że musi być „stoic” i „strong”, nie poddawać się i „batter the door down” („wyważać drzwi”) w imię poprawy sytuacji. David Furnish dodaje, że nieustannie szukają nowych metod leczenia, testują możliwości współczesnej medycyny i AI, które wyjątkowo szybko zmieniają okulistykę. Pewne poprawy w lewym oku już są: Elton potrafi czytać duży druk na specjalnym ekranie i dla niego jest to małe, ale bardzo ważne zwycięstwo.
Życie w domu: rodzina, przyjaciele i nowy rytm codzienności
Na tle wszystkich wyzwań centrum jego życia pozostaje rodzina. Elton John i David Furnish wychowują dwóch synów – Zachary’ego i Elijaha – którzy stopniowo wchodzą w wiek nastoletni i przygotowują się do nauki w internacie. Dla Eltona to osobny, emocjonalny etap: zdaje sobie sprawę, że wkrótce dom stanie się cichszy, a dzieci będą wracać tylko na weekendy. Wraz z Furnishem wiele rozmawiają o tym, jak dostosować się do nowego modelu życia rodzinnego, zachowując bliskość i wzajemne wsparcie. Jednocześnie to właśnie rodzina – jak podkreśla John – daje mu poczucie oparcia, gdy zdrowie zawodzi lub świat wydaje się zbyt brutalny.
Nie mniej ważne jest wsparcie starych przyjaciół – muzyków, z którymi przeszedł dekady kariery. Opowiada, jak Paul McCartney regularnie łączy się z nim przez FaceTime, by po prostu zapytać, jak się czuje, a od Keitha Richardsa przychodzą krótkie, ale ciepłe wiadomości w stylu „Hello, darling, how you doing? You know we love you”. Takie proste gesty uwagi nazywa rzeczami, które „robią dzień” – i to one, jego zdaniem, pokazują prawdziwą wartość przyjaźni.
Jak zmieniło się jego postrzeganie sceny
Przez problemy ze wzrokiem publiczność prawie nigdy nie widzi momentu, gdy Eltona prowadzi się na scenę – pojawia się już siedząc przy fortepianie, jakby „znikąd”. Jednak gdy zaczyna się występ, trudno domyślić się, że słabo widzi: głos brzmi potężnie, a palce pewnie biegną po klawiszach. Sam John przyznaje, że musi polegać na muzykach obok, by dokładnie wyczuwać końcówki utworów, ale dodaje, że śpiewa i gra dziś nawet lepiej, niż się spodziewał w tym wieku. Mówi, że pojedyncze koncerty i prywatne występy „płacą za czynsz”, utrzymują go w formie i dają to samo poczucie przygody, które muzyka przynosiła mu przez całe życie.
Mentor dla nowego pokolenia: od Brandi Carlile po Chappell Roan
Jedną z najbardziej charakterystycznych cech Eltona Johna w ostatnich latach jest jego rola mentora dla młodych artystów. Lubi słuchać nowej muzyki, odkrywać nazwiska, a potem aktywnie je wspierać – emisją w swoim programie radiowym, prywatnymi wiadomościami lub wspólnymi występami. Opowiada, jak często korzysta z iPada, by zadzwonić do tych, których szczególnie ceni: Brandi Carlile, Chappell Roan, Olivia Dean, Lola Young. Dla niego to sposób, by nie tylko być na bieżąco, ale też dosłownie widzieć rozmówcę z bliska, co przy jego wzroku ma ogromne znaczenie.
Szczególnie bliskie stały się relacje z Chappell Roan i Brandi Carlile. To właśnie Elton jako jeden z pierwszych zagrał „Pink Pony Club” w swojej audycji radiowej, a podczas charytatywnej gali fundacji w trakcie ceremonii Oscarów wyszedł na scenę, aby zaśpiewać ten utwór razem z Roan. Moment, gdy założyła mu na głowę różowy kowbojski kapelusz, wielu uznało za jeden z najbardziej wzruszających kadrów wieczoru: publiczność zobaczyła nie niedostępnego rockowego idola, lecz szczerze szczęśliwego „fanboya”. Brandi Carlile z kolei wielokrotnie podkreślała, jak wiele znaczą dla niej wspólne występy z Eltonem i jego stałe wsparcie w promowaniu jej muzyki poza granicami USA.
Dlaczego tak ważne jest dla niego wspieranie młodych
Elton lubi myśleć o sobie jako o części długiego muzycznego łańcucha, w którym każde pokolenie powinno pociągnąć następne. Rozumie, jak bezcenne może być wsparcie uznanego artysty dla tych, którzy dopiero wchodzą do „wielkiego świata”. Lubi „popychać” młodych w stronę międzynarodowej publiczności, wykorzystując własny autorytet. Mówi wprost, że album nagrany z Brandi Carlile miał między innymi pomóc jej umocnić się w Europie i Australii. Dla niego nie ma sprzeczności między własnym legendarnym statusem a rolą tego, który stoi za kulisami i oświetla innym drogę.
Muzyka, która trwa: katalogi, nagrody i nowe nagrania
Mimo że globalne tournée dobiegło końca, muzyczna część historii Eltona Johna jest daleka od finału. Nadal nagrywa i wydaje albumy, wznawia klasyczne płyty na winylu, bierze udział w specjalnych programach, takich jak „Saturday Night Live”, czy koncertach w prestiżowych salach. Niedawno wypuścił wspólny album z Brandi Carlile „Who Believes in Angels?” i jest bardzo dumny z tego, że krążek znalazł się na szczycie listy w Wielkiej Brytanii i trafił do pierwszej dziesiątki w USA. Choć płyta nie stała się masowym bestsellerem, zdobyła kilka nominacji do Grammy, co dla Eltona jest kolejnym dowodem na to, że udaje mu się pozostać aktualnym, nie goniąc za chwilowymi trendami.

Powrót do przeszłości bez nostalgii
Co ciekawe, dopiero w ostatnich latach John naprawdę zaczął wsłuchiwać się we własny katalog. Praca nad edycjami deluxe klasycznych albumów, takich jak „Captain Fantastic and the Brown Dirt Cowboy”, zmusiła go do odkrycia dawnych nagrań na nowo. Dzięki nowoczesnym aplikacjom słucha odseparowanych partii fortepianu lub poszczególnych instrumentów i z zaskoczeniem zauważa, jak mocne były tamte aranżacje. Mówi, że nigdy nie lubił rozpamiętywać przeszłości, ale dziś czuje szczerą dumę z tego, jak różnorodne i muzycznie odważne były jego płyty. Jednocześnie ma już nowe teksty od Bernie’ego Taupina i planuje nagrać bardziej „współcześnie” brzmiący album z producentem Andrew Wattem, nie rezygnując ze swojej charakterystycznej melodyki.
Rodzina, przyszłość i wiara w to, że epidemię można zatrzymać
W najbliższych latach – jak mówi Elton John – na pewno nie wróci do wyczerpujących światowych tras: „touring is verboten”, powtarza, wspominając, jak kiedyś poczuł niemal fizyczną alergię na gigantyczne areny. Lepiej czuje się w roli artysty, który od czasu do czasu daje wybrane koncerty, organizuje wielką charytatywną galę fundacji przy okazji Oscarów, nagrywa nowe piosenki i spędza więcej czasu z rodziną. Jednocześnie jego najważniejszym długoterminowym celem pozostaje zakończenie epidemii HIV/AIDS. Wierzy, że jest to „the only disease that can be completely cured in one’s lifetime” („jedyna choroba, którą można całkowicie opanować za naszego życia”), o ile świat wreszcie wykorzysta wszystkie dostępne narzędzia.
Dla samego Johna ta walka jest sposobem na odwdzięczenie się za „niesamowite życie”, które podarowała mu muzyka, oraz pozostawienie po sobie czegoś więcej niż nawet najwspanialsza dyskografia. Często powtarza, że nie ma prawa się poddać, dopóki są ludzie, którzy wciąż nie mogą otrzymać podstawowego leczenia z powodu stygmy, polityki czy obojętności. I właśnie dlatego, mimo utraty wzroku, wieku i wszystkich osobistych wyzwań, Elton John wciąż „still standing” – nie tylko jako artysta, ale także jako jeden z najsilniejszych rzeczników osób żyjących z HIV na całym świecie.
Przeczytaj także: najlepsze europejskie i światowe premiery filmowe w grudniu 2025 roku.