Ważne, żeby do niczego się nie zmuszać – recenzja „Bufor”

Wreszcie nastał ten moment, w którym możemy wykrzyczeć głośno i wyraźnie — Jan-Rapowanie wydał „Bufor”. Według kolejności legalnych wydawnictw jest to już czwarty album krakowskiego rapera. Debiut sceniczny jest dawno za nim, ale o tej płycie możemy powiedzieć, że daje mu szanse zadebiutować na nowo. Po dwóch latach wydawniczej przerwy bez ogródek musieliśmy zapiąć pasy i spodziewać się różnych scenariuszy. Zapowiadana przerwa przy wydaniu „Uśmiechu” poskutkowała, zbierając soczyste owoce. Na dzisiejsze standardy Janek prawdopodobnie wziął jedno z najdłuższych L4 w polskim rapie — i bardzo dobrze. O potrzebie zaczerpnięcia oddechu w artystycznej fuszerce pisałem ponad pół roku temu. Nie wiele się zmieniło oprócz jego wyczekiwanego powrotu, w końcu ile można czekać na naszego krakowiaka. Warto czasami stanąć na miejscu pisarza sprawnych linijek i zrozumieć, że bez naładowania baterii nie ma skąd czerpać hip-hopowego tuszu.

Długopis wypełniony nową warstwą tekstową to klucz otwierający bramki do „Buforu”. Janek to obieżyświat — jego story na IG aż kwitło od niespotykanych miejsc na dalekich krańcach świata. Podróżowanie dla wielu jest najwyższym elementem harmonii, pozwalającym wyczyścić głowę i może akurat natchnąć się na wydanie nowej płyty, dla mas tak potrzebnej, a dla autora tak nieoczywistej. Nieomylnie można stwierdzić, że gdyby Jankowi zamknąć lotniska, pojechałby dookoła świata autostopem.

Życie bez strachu nie istnieje, a jeśli ktoś załamał ten schemat i nie lęka się niczego, niech da namiar do lekarza, chętnie poznam cudotwórczą receptę. Janka strach nie odstępuje o krok, dlatego powstało „boje się”. Kawałek zasługujący na odosobniony akapit z tego względu, że nie dotyka tylko artysty, ale i anonimowych tysięcy. Otwarcie się przed światem to najdotkliwsza zmora, nawiedzająca nas codziennie, nieprzerwanie od narodzin. Obejdziemy się bez paracetamolu — możemy przytoczyć ten wers „W sensie nawet jak nie pyknie, szybko nam to wiesz gdzie lata”.

ZOBACZ TAKŻE: JAN RAPOWANIE Z SUKCESEM NA SKALĘ ŚWIATOWĄ!

„Od płytki matki kur*a do płyty matki”

Pezet rapował „tylko mój hip-hop umie pojąć to wszystko”, Janek żyje według tej zasady, nie ustępując swoim przemyśleniom milimetra kartki. Wydaje się, że artystyczna przerwa skumulowała w Janku myśli, z których ciężaru chciałby się rozliczyć, dając temu stroficzny wyraz. „POŻYJEMY ZOBACZYMY” wpasowuje się do tej postawy, jak Amen w Pacierzu — „I nie czytam neta, nic ważnego nie umyka mi. Już na NK chciałem, by usunięto śledzika”. Cały ten utwór jest przesiąknięty mocnymi linijkami, które jednocześnie są jedyną odpowiedzią na zarzuty niezidentyfikowanych przeciwników Janka. Do zestawienia utworów budzących dojrzały podziw zasługuje również „Tryb Samolotowy”, będący przed premierą pierwszym klipem promocyjnym „Bufor”. Chociaż uważam, że na miano tego pierwszego można było wybrać coś, delikatnie rzecz ujmując — innego, to przyznam, że naznaczony Jankową charyzmą i emocjami wypełnia instynktownie powierzone mu zadanie.

Bez biznesu nie ma kwitu, ale gdy chodzi o zaglądanie do czyjegoś portfela, warto tego nie robić. „Biznes” jest lśniącym jabłkiem zerwanym z jabłoni w letni dzień. Refrenowy „To nie jest mój biznes” konfrontuje się z przekazem, który nastawiony jest na wbicie do ludzkiej mentalności, jak istotne jest zwężenie własnego stylu bycia i niepostrzeganie świata przez pryzmat skarbonki. Połączenie Kaza Bałagane i Kękę to wysoka wartość, zaskakująca tekstową ambicją i profesjonalnością. Kękę podkreśla, że skupienie się nad sobą powinno przewyższać grzebanie w czyichś spodniach — „Bo mam zero powodów, by myśleć o tobie. O sobie, by myśleć miliony.” Odchodząc od spodni i portfeli, warto zatrzymać się przy „Klucze do miasta”. Spokojna, wiosenna aura z kroplą refleksji (przynajmniej odbieranej przez mnie), do tego duet w postaci Paluch-Sokół, czuje się nader zaskoczony, a wręcz przesadnie rozpieszczony. Nadmierna sielankowość to nie tylko zatrważająca uległość do całego trio, lecz i jakość wypełniająca niedociągnięcia, ale zaraz… ich tu nie ma.

Emocjonalną część „Buforu” zamkniemy singlem o identycznej nazwie. To tekst przepojony impulsywnością, a co za tym idzie dotkliwymi uczuciami, czyli „b u f o r”. Zastosowanie zabiegu spacji i małych liter musi mieć głębszy sens, którego nie sposób będzie rozwikłać. Charakterystyczne są wstawki wypowiedzi bliskich przyjaciół Janka, budzące narracje problemów jakie dotknęły reprezentanta SBM. Podsumowanie melancholijnego stanu, nie zawsze prostego do wykrycia — tym właśnie jest „b u f o r”.

Nie warto zatracać się ciągle w smutkach, pora na muzyczny powrót

Emocje i lakoniczne myśli z niej płynące to budząca podziw szczerość, z jaką przywitał nas Janek. Nie mogliśmy być jednak tymi emocjami zbyt osaczeni, trzeba też poznać cukierkową stronę tego albumu. Na pierwszy ogień wychodzi „LAXJFK” z Kinny Zimmerem. Miligramy zawziętości Janka nadal płyną w krwioobiegu „LAXJFK”, jednak jest to utwór skupiony w zaspokojeniu nas hip-hopowymi skillam i wyczuciem bitu. Nic dodać, nic ująć — „Jesteśmy mocni w chuj. Jesteśmy dobrzy w chuj”. Do szeregu numerów z dobrą wczutą, podtrzymujących pozytywne wibracje zasługuje „BRIEF”, „JESTEM STĄD” i „ŁAWKA Z CHŁOPAKAMI”. Bity rodem z Hottelu Maffija, całkiem przyjemnie to brzmi, choć do „ŁAWKI Z CHŁOPAKAMI” podchodzę sceptycznie, ale to tylko ze względu na moje brzmieniowe upodobania.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: TYMOTEUSZ PUCHACZ MÓWI O TYM, CZEGO NAUCZYLI GO RAPERZY

Pozostajemy na pozytywnej pętli numerów z odlotową wczutą. Szymon Smorąg dostał dodatkowych skrzydeł w tym przesiąkniętym jadem świecie, gdy usłyszał o numerze, którego właściwie stał się ambasadorem. „Szymek Smorąg” to idealny akompaniament dla krakowskich domówek, dla domówek w całej Polsce. Zgrabne rymy i dynamiczna rytmika, wydaje się, że zapożyczona z „Millenium Sport”, musi trafiać w każde gusta. Janek nie przejmuje się zbędnymi opiniami, śpiewa, bo to lubi — „Śpiewam se bo lubię tak jak Szymek Smorąg”. „Dzisiaj” to z kolei kawałek stonowany, ale zbudowany na nowoczesnym brzmieniu (lubię te cykacze), przez co nie znudzi się tak szybko. Liczby na Spotify bynajmniej nie kłamią. Kontrastowo do „Szymka Smorąga”? Nie, bez przesady. Podobieństwo to cecha dominująca, szczególnie że oba pojawiły się razem.

Umownie „Bufor” jest czwartym z kolei legalnym wydawnictwem Jana-Rapowanie. Na ten krążek powinno się patrzeć przez pryzmat debiutu, w końcu Janek zostawił nas samych na dwa lata. Lata mogące zawarzyć na tym, co właściwie siedzi w jego głowie i jak możemy odebrać to, co zaserwuje nam, wracając z dalekich podróży. Żegnał się z nami, publikując „Uśmiech”, ale przygotował nas do podróży, której miejscem docelowym jest „Bufor”. Warstwa tekstowa skupia w sobie całą energię, pozwalając poznać nastroje i niuanse, które towarzyszyły Jankowi przez ostatnie miesiące. Istotne jest, żeby do niczego się nie zmuszać. Refleksyjny i pełen szczerości, taki jest właśnie „Bufor”.

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. @zulukuki

Wreszcie nastał ten moment, w którym możemy wykrzyczeć głośno i wyraźnie — Jan-Rapowanie wydał „Bufor”. Według kolejności legalnych wydawnictw jest to już czwarty album krakowskiego rapera. Debiut sceniczny jest dawno za nim, ale o tej płycie możemy powiedzieć, że daje mu szanse zadebiutować na nowo. Po dwóch latach wydawniczej przerwy bez ogródek musieliśmy zapiąć pasy i spodziewać się różnych scenariuszy. Zapowiadana przerwa przy wydaniu „Uśmiechu” poskutkowała, zbierając soczyste owoce. Na dzisiejsze standardy Janek prawdopodobnie wziął jedno z najdłuższych L4 w polskim rapie — i bardzo dobrze. O potrzebie zaczerpnięcia oddechu w artystycznej fuszerce pisałem ponad pół roku temu. Nie wiele się zmieniło oprócz jego wyczekiwanego powrotu, w końcu ile można czekać na naszego krakowiaka. Warto czasami stanąć na miejscu pisarza sprawnych linijek i zrozumieć, że bez naładowania baterii nie ma skąd czerpać hip-hopowego tuszu.

Długopis wypełniony nową warstwą tekstową to klucz otwierający bramki do „Buforu”. Janek to obieżyświat — jego story na IG aż kwitło od niespotykanych miejsc na dalekich krańcach świata. Podróżowanie dla wielu jest najwyższym elementem harmonii, pozwalającym wyczyścić głowę i może akurat natchnąć się na wydanie nowej płyty, dla mas tak potrzebnej, a dla autora tak nieoczywistej. Nieomylnie można stwierdzić, że gdyby Jankowi zamknąć lotniska, pojechałby dookoła świata autostopem.

Życie bez strachu nie istnieje, a jeśli ktoś załamał ten schemat i nie lęka się niczego, niech da namiar do lekarza, chętnie poznam cudotwórczą receptę. Janka strach nie odstępuje o krok, dlatego powstało „boje się”. Kawałek zasługujący na odosobniony akapit z tego względu, że nie dotyka tylko artysty, ale i anonimowych tysięcy. Otwarcie się przed światem to najdotkliwsza zmora, nawiedzająca nas codziennie, nieprzerwanie od narodzin. Obejdziemy się bez paracetamolu — możemy przytoczyć ten wers „W sensie nawet jak nie pyknie, szybko nam to wiesz gdzie lata”.

ZOBACZ TAKŻE: JAN RAPOWANIE Z SUKCESEM NA SKALĘ ŚWIATOWĄ!

„Od płytki matki kur*a do płyty matki”

Pezet rapował „tylko mój hip-hop umie pojąć to wszystko”, Janek żyje według tej zasady, nie ustępując swoim przemyśleniom milimetra kartki. Wydaje się, że artystyczna przerwa skumulowała w Janku myśli, z których ciężaru chciałby się rozliczyć, dając temu stroficzny wyraz. „POŻYJEMY ZOBACZYMY” wpasowuje się do tej postawy, jak Amen w Pacierzu — „I nie czytam neta, nic ważnego nie umyka mi. Już na NK chciałem, by usunięto śledzika”. Cały ten utwór jest przesiąknięty mocnymi linijkami, które jednocześnie są jedyną odpowiedzią na zarzuty niezidentyfikowanych przeciwników Janka. Do zestawienia utworów budzących dojrzały podziw zasługuje również „Tryb Samolotowy”, będący przed premierą pierwszym klipem promocyjnym „Bufor”. Chociaż uważam, że na miano tego pierwszego można było wybrać coś, delikatnie rzecz ujmując — innego, to przyznam, że naznaczony Jankową charyzmą i emocjami wypełnia instynktownie powierzone mu zadanie.

Bez biznesu nie ma kwitu, ale gdy chodzi o zaglądanie do czyjegoś portfela, warto tego nie robić. „Biznes” jest lśniącym jabłkiem zerwanym z jabłoni w letni dzień. Refrenowy „To nie jest mój biznes” konfrontuje się z przekazem, który nastawiony jest na wbicie do ludzkiej mentalności, jak istotne jest zwężenie własnego stylu bycia i niepostrzeganie świata przez pryzmat skarbonki. Połączenie Kaza Bałagane i Kękę to wysoka wartość, zaskakująca tekstową ambicją i profesjonalnością. Kękę podkreśla, że skupienie się nad sobą powinno przewyższać grzebanie w czyichś spodniach — „Bo mam zero powodów, by myśleć o tobie. O sobie, by myśleć miliony.” Odchodząc od spodni i portfeli, warto zatrzymać się przy „Klucze do miasta”. Spokojna, wiosenna aura z kroplą refleksji (przynajmniej odbieranej przez mnie), do tego duet w postaci Paluch-Sokół, czuje się nader zaskoczony, a wręcz przesadnie rozpieszczony. Nadmierna sielankowość to nie tylko zatrważająca uległość do całego trio, lecz i jakość wypełniająca niedociągnięcia, ale zaraz… ich tu nie ma.

Emocjonalną część „Buforu” zamkniemy singlem o identycznej nazwie. To tekst przepojony impulsywnością, a co za tym idzie dotkliwymi uczuciami, czyli „b u f o r”. Zastosowanie zabiegu spacji i małych liter musi mieć głębszy sens, którego nie sposób będzie rozwikłać. Charakterystyczne są wstawki wypowiedzi bliskich przyjaciół Janka, budzące narracje problemów jakie dotknęły reprezentanta SBM. Podsumowanie melancholijnego stanu, nie zawsze prostego do wykrycia — tym właśnie jest „b u f o r”.

Nie warto zatracać się ciągle w smutkach, pora na muzyczny powrót

Emocje i lakoniczne myśli z niej płynące to budząca podziw szczerość, z jaką przywitał nas Janek. Nie mogliśmy być jednak tymi emocjami zbyt osaczeni, trzeba też poznać cukierkową stronę tego albumu. Na pierwszy ogień wychodzi „LAXJFK” z Kinny Zimmerem. Miligramy zawziętości Janka nadal płyną w krwioobiegu „LAXJFK”, jednak jest to utwór skupiony w zaspokojeniu nas hip-hopowymi skillam i wyczuciem bitu. Nic dodać, nic ująć — „Jesteśmy mocni w chuj. Jesteśmy dobrzy w chuj”. Do szeregu numerów z dobrą wczutą, podtrzymujących pozytywne wibracje zasługuje „BRIEF”, „JESTEM STĄD” i „ŁAWKA Z CHŁOPAKAMI”. Bity rodem z Hottelu Maffija, całkiem przyjemnie to brzmi, choć do „ŁAWKI Z CHŁOPAKAMI” podchodzę sceptycznie, ale to tylko ze względu na moje brzmieniowe upodobania.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: TYMOTEUSZ PUCHACZ MÓWI O TYM, CZEGO NAUCZYLI GO RAPERZY

Pozostajemy na pozytywnej pętli numerów z odlotową wczutą. Szymon Smorąg dostał dodatkowych skrzydeł w tym przesiąkniętym jadem świecie, gdy usłyszał o numerze, którego właściwie stał się ambasadorem. „Szymek Smorąg” to idealny akompaniament dla krakowskich domówek, dla domówek w całej Polsce. Zgrabne rymy i dynamiczna rytmika, wydaje się, że zapożyczona z „Millenium Sport”, musi trafiać w każde gusta. Janek nie przejmuje się zbędnymi opiniami, śpiewa, bo to lubi — „Śpiewam se bo lubię tak jak Szymek Smorąg”. „Dzisiaj” to z kolei kawałek stonowany, ale zbudowany na nowoczesnym brzmieniu (lubię te cykacze), przez co nie znudzi się tak szybko. Liczby na Spotify bynajmniej nie kłamią. Kontrastowo do „Szymka Smorąga”? Nie, bez przesady. Podobieństwo to cecha dominująca, szczególnie że oba pojawiły się razem.

Umownie „Bufor” jest czwartym z kolei legalnym wydawnictwem Jana-Rapowanie. Na ten krążek powinno się patrzeć przez pryzmat debiutu, w końcu Janek zostawił nas samych na dwa lata. Lata mogące zawarzyć na tym, co właściwie siedzi w jego głowie i jak możemy odebrać to, co zaserwuje nam, wracając z dalekich podróży. Żegnał się z nami, publikując „Uśmiech”, ale przygotował nas do podróży, której miejscem docelowym jest „Bufor”. Warstwa tekstowa skupia w sobie całą energię, pozwalając poznać nastroje i niuanse, które towarzyszyły Jankowi przez ostatnie miesiące. Istotne jest, żeby do niczego się nie zmuszać. Refleksyjny i pełen szczerości, taki jest właśnie „Bufor”.

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. @zulukuki

Ciekawe tematy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy