Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Pezet „Muzyka Komercyjna” – recenzja

Wśród słuchaczy rapu, szczególnie tych starszej daty, przyjęła się ogólna niechęć do młodych raperów, którym głównie zarzuca się to, że są słabi tekstowo (coraz częściej słusznie). Jednocześnie romantyzują weteranów, bo przecież oni to potrafili składać (tak, jasne, szczególnie w latach 90. i wczesnych 00., gdy rymowali na czasownikach) i jeszcze przekazać przy tym „wartości”. Wtedy pojawia się Pezet i wydaje krążek „Muzyka Komercyjna”, przypominając że stara szkoła wcale nie jest pod tym względem lepsza.

ZOBACZ TAKŻE: SCAENA #15: MAJA STAŚKO BIJE SIĘ I RAPUJE LEPIEJ NIŻ NITRO, A SENTINO ZOSTAJE „MENEDŻEREM”

Wyszedłem od tekstów, bo to największa bolączka tej płyty. Masa dokładnych rymów, typu mercach-sercach, śnie-nie, luźno-późno, dzień-cień i… niestety mógłbym tak wypisywać w nieskończoność. Z tymi rymami bywa różnie, bo są artyści jak Belmondawg czy Avi, którzy potrafią podobny sposób rymowania przekuć w atut. Sprawić, że nadaje im to charakteru i u nich jest to jakoś uzasadnione. Słuchając jednak Pezeta odnosi się wrażenie, że wynika to po prostu z lenistwa. Raper w warstwie tekstowej już dawno zaliczył spory regres, chociażby względem płyt z Noonem, które ukazały się przecież dwie dekady temu.

Te męczące ucho rymy to pół biedy, kiedy zaraz wchodzą porównania w nadmiernej ilości i na bardzo niskim poziomie. „ASAP jak Rocky”, „Komentuje […] jak Mateusz Borek”, „Życie szybkie jak motocykle” itd. Takie coś byłoby zrozumiałe u rapera, który nagrał swój pierwszy kawałek w życiu, a nie u weterana i legendy polskiego rapu (co autor często podkreślał na tym krążku).

Pezet – Gangi w LA (prod. Opiat)

Liryka na „Muzyce Komercyjnej” nie ma żadnych zalet. Jest tam wiele linijek, po których musiałem przejść się po pokoju, żeby rozchodzić żenadę. Po infantylnych i smutnych tekstach o niespełnionej miłości, którymi w ostatnim czasie Pezet uraczył nas do porzygu, pojawia się np.: „Gdy pod sceną mam publiczność damską, to zaczynam latać nisko i polować tak jak jastrząb”, nawinięte z pełną powagą i dumą z ust 42-letniego rapera. Niestety, to też znak rozpoznawczy warszawskiego artysty, jakoś tak od kilku lat. Wciąż pamiętam „Kręć sobie z nami Snapy, jak te laski co nie miały taty”, nawinięte w „AHA”, i że podobnie brzmiące linijki rzucał wtedy – ówcześnie 17-letni, buńczuczny Bedoes. Zgadnijcie o kogo w Internecie było większe oburzenie.

Pezet aktualnie niczym nie różni się od tych młodych, zbuntowanych raperów, którzy nie wyrobili sobie jeszcze pióra, którzy chcą się bawić i zaliczać swoje fanki, pijąc przy tym alkohol. Różnica jest taka, że ci młodzi mają do tego prawo. Taka jest młodość, a przecież za jakiś czas w większości dojrzeją, przewartościują swoje życie i podejście do muzyki. Spotkają się przy tym z zarzutami fanów, tęskniących za ich starym stylem, bo wiecie – „kiedyś to było”.

To bzdura. Ci słuchacze mogą tak myśleć i w to wierzyć, ale dziś, nikt by nie chciał słuchać Kukona robiącego „Ostatni Bal 2”, Bedoesa nawijającego dalej o dz*wkach i narkotykach. Solara i Białasa, którzy wciąż wyzywają całą scenę i j*bią przy tym LGBT. To już było, byli wtedy w innym miejscu, a teraz się pozmieniało. Tęsknota jest zrozumiała, szczególnie jak dorastało się razem z nimi, ale stare utwory wciąż są dostępne w Internecie i zawsze można do nich wrócić.

Pezet feat. Sokół – Tyrmand i Hłasko (prod. Auer)

Ja dziś też nie chciałbym słuchać 'starego Pezeta’, bo zawsze mogę wrócić do klasyków. Tymczasem on, wciąż dostarcza odbiorcom siebie z „Muzyki Rozrywkowej”, co brzmi komicznie i wzbudza jedynie politowanie. Ani forma rapowa nie ta, ani nie ten wiek. On sam zresztą to zauważa i odnosi się do swojej metryki. Długo nie przekroczył 30-stki, ma 40 i 17 lat jednocześnie itd., ale nie zmienia to faktu, że nie jestem w stanie traktować tego poważnie. Nie ma co wiecznie udawać młodszego niż się jest.

Co do samego brzmienia płyty – już single zlewały się w jedną całość, mimo jakichś tam prób śpiewu w refrenach, które faktycznie czasem wychodziły. Kawałki w większości (bo zdarzają się pojedyncze, spójne utwory) nie mają za bardzo określonej tematyki, przez co dostajemy parę przemyśleń o tym, że kiedyś była jakaś tam kobieta, ale nie wyszło, miłości nie ma, ale jest seks i nowe dziewczyny. Jest status legendy, sukces oraz pieniądze. Przy tym dostaniemy kilka losowych marek ubrań i samochodów i tak ciągle i ciągle. Dlatego dawanie, aż 19. utworów (w wersji preorderowej), nie było najlepszym pomysłem. Materiał nuży i ciężko jest przesłuchać ten krążek z zaangażowaniem, od początku do końca, a co dopiero dwa razy z rzędu. Nawet producenci nie zadbali tu o to, by nadać jakąś różnorodność, choć zgaduję, że to głównie „zasługa” selekcji dokonanej przez rapera.

Przy takiej ilości Pezeta, zaproszenie na „Muzykę Komercyjną” wielu gości, okazało się dobrym pomysłem. Pozwalają jakoś przetrwać ten odsłuch i wprowadzają świeżość, a na szczególne wyróżnienie zasługują Vae Vistic, Gibbs i EMAS. Nawet Sokół, który czasem cierpi na podobną przypadłość, co gospodarz albumu, potrafi to chociaż zatuszować charyzmą, przez co bardziej mu się ufa. Nie o to jednak chodzi w solowych LP, by ratować się featuringami.

Pezet – Muzyka Komercyjna – odsłuch

„Muzyka Komercyjna” z perspektywy słuchacza, to płyta przede wszystkim zupełnie niepotrzebna. O ile na „Muzykę Współczesną” się czekało, bo Paweł wydał krążek po wielu latach, który notabane też nie zachwycił i nie zbliżył się poziomem do starych albumów. Tak teraz, chyba mało kto zdążył zatęsknić, mimo że minęły te 3 lata. Patrząc na ilość utworów na obu ostatnich albumach, szczególnie w tych wymyślnych wersjach „Super Mega Deluxe Extended Edition”, czuję ogromny przesyt jego postacią. Sympatia słuchaczy z każdym kolejnym, podobnie brzmiącym smutem o niespełnionej miłości i markowych ciuchach maleje. Jak tak dalej pójdzie, Pezet rozmieni się na drobne.

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. Lola Benet (Pezet „Muzyka Komercyjna” – recenzja)

Wśród słuchaczy rapu, szczególnie tych starszej daty, przyjęła się ogólna niechęć do młodych raperów, którym głównie zarzuca się to, że są słabi tekstowo (coraz częściej słusznie). Jednocześnie romantyzują weteranów, bo przecież oni to potrafili składać (tak, jasne, szczególnie w latach 90. i wczesnych 00., gdy rymowali na czasownikach) i jeszcze przekazać przy tym „wartości”. Wtedy pojawia się Pezet i wydaje krążek „Muzyka Komercyjna”, przypominając że stara szkoła wcale nie jest pod tym względem lepsza.

ZOBACZ TAKŻE: SCAENA #15: MAJA STAŚKO BIJE SIĘ I RAPUJE LEPIEJ NIŻ NITRO, A SENTINO ZOSTAJE „MENEDŻEREM”

Wyszedłem od tekstów, bo to największa bolączka tej płyty. Masa dokładnych rymów, typu mercach-sercach, śnie-nie, luźno-późno, dzień-cień i… niestety mógłbym tak wypisywać w nieskończoność. Z tymi rymami bywa różnie, bo są artyści jak Belmondawg czy Avi, którzy potrafią podobny sposób rymowania przekuć w atut. Sprawić, że nadaje im to charakteru i u nich jest to jakoś uzasadnione. Słuchając jednak Pezeta odnosi się wrażenie, że wynika to po prostu z lenistwa. Raper w warstwie tekstowej już dawno zaliczył spory regres, chociażby względem płyt z Noonem, które ukazały się przecież dwie dekady temu.

Te męczące ucho rymy to pół biedy, kiedy zaraz wchodzą porównania w nadmiernej ilości i na bardzo niskim poziomie. „ASAP jak Rocky”, „Komentuje […] jak Mateusz Borek”, „Życie szybkie jak motocykle” itd. Takie coś byłoby zrozumiałe u rapera, który nagrał swój pierwszy kawałek w życiu, a nie u weterana i legendy polskiego rapu (co autor często podkreślał na tym krążku).

Pezet – Gangi w LA (prod. Opiat)

Liryka na „Muzyce Komercyjnej” nie ma żadnych zalet. Jest tam wiele linijek, po których musiałem przejść się po pokoju, żeby rozchodzić żenadę. Po infantylnych i smutnych tekstach o niespełnionej miłości, którymi w ostatnim czasie Pezet uraczył nas do porzygu, pojawia się np.: „Gdy pod sceną mam publiczność damską, to zaczynam latać nisko i polować tak jak jastrząb”, nawinięte z pełną powagą i dumą z ust 42-letniego rapera. Niestety, to też znak rozpoznawczy warszawskiego artysty, jakoś tak od kilku lat. Wciąż pamiętam „Kręć sobie z nami Snapy, jak te laski co nie miały taty”, nawinięte w „AHA”, i że podobnie brzmiące linijki rzucał wtedy – ówcześnie 17-letni, buńczuczny Bedoes. Zgadnijcie o kogo w Internecie było większe oburzenie.

Pezet aktualnie niczym nie różni się od tych młodych, zbuntowanych raperów, którzy nie wyrobili sobie jeszcze pióra, którzy chcą się bawić i zaliczać swoje fanki, pijąc przy tym alkohol. Różnica jest taka, że ci młodzi mają do tego prawo. Taka jest młodość, a przecież za jakiś czas w większości dojrzeją, przewartościują swoje życie i podejście do muzyki. Spotkają się przy tym z zarzutami fanów, tęskniących za ich starym stylem, bo wiecie – „kiedyś to było”.

To bzdura. Ci słuchacze mogą tak myśleć i w to wierzyć, ale dziś, nikt by nie chciał słuchać Kukona robiącego „Ostatni Bal 2”, Bedoesa nawijającego dalej o dz*wkach i narkotykach. Solara i Białasa, którzy wciąż wyzywają całą scenę i j*bią przy tym LGBT. To już było, byli wtedy w innym miejscu, a teraz się pozmieniało. Tęsknota jest zrozumiała, szczególnie jak dorastało się razem z nimi, ale stare utwory wciąż są dostępne w Internecie i zawsze można do nich wrócić.

Pezet feat. Sokół – Tyrmand i Hłasko (prod. Auer)

Ja dziś też nie chciałbym słuchać 'starego Pezeta’, bo zawsze mogę wrócić do klasyków. Tymczasem on, wciąż dostarcza odbiorcom siebie z „Muzyki Rozrywkowej”, co brzmi komicznie i wzbudza jedynie politowanie. Ani forma rapowa nie ta, ani nie ten wiek. On sam zresztą to zauważa i odnosi się do swojej metryki. Długo nie przekroczył 30-stki, ma 40 i 17 lat jednocześnie itd., ale nie zmienia to faktu, że nie jestem w stanie traktować tego poważnie. Nie ma co wiecznie udawać młodszego niż się jest.

Co do samego brzmienia płyty – już single zlewały się w jedną całość, mimo jakichś tam prób śpiewu w refrenach, które faktycznie czasem wychodziły. Kawałki w większości (bo zdarzają się pojedyncze, spójne utwory) nie mają za bardzo określonej tematyki, przez co dostajemy parę przemyśleń o tym, że kiedyś była jakaś tam kobieta, ale nie wyszło, miłości nie ma, ale jest seks i nowe dziewczyny. Jest status legendy, sukces oraz pieniądze. Przy tym dostaniemy kilka losowych marek ubrań i samochodów i tak ciągle i ciągle. Dlatego dawanie, aż 19. utworów (w wersji preorderowej), nie było najlepszym pomysłem. Materiał nuży i ciężko jest przesłuchać ten krążek z zaangażowaniem, od początku do końca, a co dopiero dwa razy z rzędu. Nawet producenci nie zadbali tu o to, by nadać jakąś różnorodność, choć zgaduję, że to głównie „zasługa” selekcji dokonanej przez rapera.

Przy takiej ilości Pezeta, zaproszenie na „Muzykę Komercyjną” wielu gości, okazało się dobrym pomysłem. Pozwalają jakoś przetrwać ten odsłuch i wprowadzają świeżość, a na szczególne wyróżnienie zasługują Vae Vistic, Gibbs i EMAS. Nawet Sokół, który czasem cierpi na podobną przypadłość, co gospodarz albumu, potrafi to chociaż zatuszować charyzmą, przez co bardziej mu się ufa. Nie o to jednak chodzi w solowych LP, by ratować się featuringami.

Pezet – Muzyka Komercyjna – odsłuch

„Muzyka Komercyjna” z perspektywy słuchacza, to płyta przede wszystkim zupełnie niepotrzebna. O ile na „Muzykę Współczesną” się czekało, bo Paweł wydał krążek po wielu latach, który notabane też nie zachwycił i nie zbliżył się poziomem do starych albumów. Tak teraz, chyba mało kto zdążył zatęsknić, mimo że minęły te 3 lata. Patrząc na ilość utworów na obu ostatnich albumach, szczególnie w tych wymyślnych wersjach „Super Mega Deluxe Extended Edition”, czuję ogromny przesyt jego postacią. Sympatia słuchaczy z każdym kolejnym, podobnie brzmiącym smutem o niespełnionej miłości i markowych ciuchach maleje. Jak tak dalej pójdzie, Pezet rozmieni się na drobne.

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. Lola Benet (Pezet „Muzyka Komercyjna” – recenzja)

Ciekawe tematy

36 KOMENTARZE

  1. Pezet nigdy nie napisał dobrego kawałka. Ma świetny rapowy vibe, czuje scenę i rozumie ten hiphopowy świat. Natomiast tekściarzem jest żadnym.

  2. Ewidentnie tą recenzje pisał ktoś, kto nie przepada za Pezetem i ścierał gile spod nosa językiem, kiedy już dawno Paweł nawijał. I nie chodzi o to, że jest krytyczna. Chodzi o to, że ślepy o kolorach opowiada…

  3. pezeta lubię od zawsze, uważam go za jednego z najlepszych raperów, ale jednak jest prawda w tym, że w pewnym wieku nie wypada rapować jak by się było rozkapryszonym gnojkiem. i tak jest z tą płytą, za dużo tego samego

  4. Pezet 20 lat temu miał coś do powiedzenia, trafiało w serducho, ale nie oszukujmy się – wtedy też nie był 'pieprzonym poetą’ jak Eldo. Teraz to po prostu czysta komercha, jechanie na wizerunku sprzed lat, dostosowanie się do wymogu 'prymitywnego odsłuchu’. Słuchacze nie są zbytnio wybredni, niestety. Ale to je*ane autotune to jest porażka, masakra, straszne gówno, brak szacunku do odbiorcy i samego siebie. popelina, przecież nie śpiewa, poch*ujto

  5. bo w hip hopie szczególnie nie ma miejsca dla pedałów niech sobie robia co chca ale w domu a nie sie z tym obnosza ,kur…lgbt to nie jest normalne zeby facet z facetem i nigdy nikt mi nie wmówi że jest bo nie jest ale jak lesby chcą mieć dziecko to lecą po sperme

    • homoseksualizm nie jest niczym nienormalnym, a jeżeli ci tak mówią w kościele albo w TV wnioskując po bredniach które powtarzasz to łatwo ci nakłaść gnoju do głowy

  6. No tak Jank Leosia zjada Pezeta swoimi wysublinowanymi tekstami… Przecież ona i jej podobni mogą uprawiać to swoje chamskie disco polo okraszone jęczeniem i bełkotem bo są młodzi. Im wolno chlać ,ćpać pisać nic nie warte teksty i podrywać niunie pod sceną… bo są młodzi… Panie autorze tych wypocin: nie masz Pan pojęcia o rapie.

  7. recenzanta boli to, o czym Pezet powiedział w jednym z wywiadów. Po każdej płycie slychal, że ludzie chcą starego Pezeta, oprócz po pierwszej. W zalewie syfu jest to płyta roku do tej pory.

    można dodać słowa Sokoła „oni chcą bym nawijał jak w zip sklad, choć minęło już ku…. 20.lat”

  8. Płyta jest po prostu inna . Pezet zawsze bedzie dobry . Ludzie sie nie zmieniają . I nie zmieni tego recenzja jakiegoś typa co nikt o nim nie słyszał

  9. Płyta jest po prostu inna . Pezet zawsze bedzie dobry . Ludzie sie nie zmieniają . I nie zmieni tego recenzja jakiegoś typa co nikt o nim nie słyszał

  10. Recenzja jak najbardziej dobra. Jeszcze nie zgred, już nie małolat ale słucha się go z politowaniem. 42 lata na karku a flow jak u Verby, rusiiny, young igiego. Jeszcze te jego wtrącenia między wersami Ę, Ą oraz i rymy wytrącające porównania i znane marki itp. z popkultury. Rapu słucham od ponad 20 lat i zgadzam się z autorem recenzji. Inni ze starej szkoły (np. Sokół Ero Donguralesko Peja) potrafią po dziś dzień nagrać dobre płyty. Niestety płyta Pezeta jest cieniutka jak sik węża. Jedynie goście na płycie ratują jako tako niektóre numery. Dla mnie są to żale gościa który przechodzi kryzys wieku średniego… Tyle w temacie ode mnie.

  11. Nie kumam tych recenzji. W wyborczej czy tok fm tez w kazdym temacie musi byc szpila na nieprzychylnych. Tak samo z wiekiem. Jedni psiocza na drugich, a to graffiti hg zle, a to ostr powiedzial cipeczka mowiac o leosi stary zbereznik. Jak 42 latek moze wyrywac malolaty? A co jakby taki sean price byl polakiem? O czym on rymowal kolo 50tki? Np o tym jak zmixowal grzyby z extasy. Moim zdaniem jak pezetowi wyjdzie jeden numer to robi takich 10, ale gdyby byle jaka plyta byla pierwsza to odnioslaby sukces. Ma swoj, warsztat, flow i idzie tym sumptem od 20 lat poki mu sie chce spoko faza,jakis poziom trzyma

  12. Jestem tylko parę lat młodszy od Pezeta, a jego muzyka przewija się w moim życiu od pierwszego albumu. Uważam, że na niektóre utwory Polska była po prostu za młoda i dopiero z czasem doceniła ich wartość. Niemniej czuje, że ta odsłona Pawła nie jest już kierowana do mnie. Zdecydowanie bardziej trafiają do mnie utwory z Kayah, Szredinger czy Zalewskim – opowiadające historię glosem doświadczonego artysty.

    Trzeba jednak zrozumieć Pezeta, że muzyki nie robi tylko z pasji, ale przede wszystkim dla pieniędzy – to naturalne, tak zarabia na zycie. Kierowanie twórczości do młodszych odbiorcow nabije mu wyswietlen, a o to chyba teraz właśnie chodzi?

  13. Pezet mistrz.
    dzieciaki jestescie. zły tekściarz a co on Jacek Cygan.
    młodzi nie wiedzą co dobre.
    płyta wymiata.
    a wy przed kompami możecie se zjechać ręką na jego teledyskach. albo iść klucix się że swoimi żonami. sorry nie klucix tylko wejść pod pantofla.
    Pezet sokół Eldo ostry i wielu innych starych wymiata. ci nowi jadą o narkotyzacji jak się których nie mają smolny mata i inni tj „takeshi 69” wyimaginowane alterego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy