TOP 10 MOICH ULUBIONYCH PŁYT Z 2022 [CEJOT JOT]

Freak Fight

To był tak słaby rok dla polskiego rapu, że pierwszy raz od dawna miałem poważny problem, żeby w ogóle wyróżnić 10 płyt do tego zestawienia. Nadmienię tylko, że podczas pisania tego zestawienia płyta Bisza jeszcze nie wyszła, a jest/był to dla mnie kandydat na czołówkę 2023.

ZOBACZ TAKŻE: POWRÓT KUBANA STAŁ SIĘ FAKTEM. PRZYBLIŻAMY SYLWETKĘ RAPERA

10. 2115 „Rodzinny Biznes”

Tak, ja też nie sądziłem, że ten album otworzy moją topkę 2022. Fakty są jednak takie, że z przyjemnością wracałem do wybranych numerów. Dostałem tu to, czego oczekiwałem, a nawet trochę więcej. Jest Blacha udający Rafa Camorę i nawijający, że zdradził każdą ze swoich dziewczyn, ale nigdy braci – White, który zaciął się w 2018 i dalej remixuje Californię fristajlując, Bedoes, który wybuduje wszystkim dom, Kuqe, którego w sumie ciężko odróżnić od Bedoesa, no i jeszcze Flexxy, który poziomem nie odstawał i jest chyba największym wygranym tego krążka. Wiecie, to coś jak z „Avatarem”, oczekuję że będzie ładnie wizualnie i wymyślą fajne zwierzątka i klany Pandory, a nie że dostanę niesamowitą fabułę ze zwrotami akcji i będę potem jeszcze kilka dni myślał nad tym jak wspaniała to była historia. Takie płyty są potrzebne, żeby sobie leciały w tle i ładnie brzmiały.

Jak już wyżej wspominałem, ten rok dobrymi premierami nas nie rozpieszczał, więc Rodzinny Biznes, który zapoczątkował Label 2115 umieszczam tu bez większego wstydu.

P.S Ale ta afera bitowa pozostawia niestety spory niesmak.

9. Dwa Sławy „Z Archiwum X2”

Ostatni raz czerpałem przyjemność ze słuchania Dwóch Sławów będąc nastolatkiem w liceum. Nie wiem, nie orientuję się i Ludzie Sztosy działają na sentyment do dziś. Później moje drogi z łódzkim duetem się rozeszły. Odbijałem się od ich kolejnych wydawnictw, szukałem uzasadnienia w tym, że chyba po prostu wyrosłem z tej całej otoczki i ich poczucia humoru.

Po dobrych opiniach, dałem szansę Z Archiwum X2, które na nowo rozbudziło moją sympatię do chłopaków i nadal – nie jest to album wybitny, ale na tyle dobry, że warto pamiętać, że ukazał się w lutym tego roku i pozostał jednym z najlepszych krążków 2022. Szczególnie, że pewien portal, od lat kuriozalnie siłujący się na miano jedynego poważnego, którego nazwa zaczyna się na „D” i kończy na „Grind” – umieścił Dwa Sławy wśród artystów, którzy „najbardziej przespali ten rok”.

Cóż, coś w tym jest, że dla niektórych rok zaczyna się w marcu, a kończy w listopadzie, a pozostałe miesiące to okresy przejściowe wypierane z pamięci. Robiąc jednak jakieś zestawienia, warto na szybko zobaczyć, co tam w zimę się działo.

8. Kukon „ROUGH N’ GENTLE”

Kukon dzięki konsekwencji i ciężkiej pracy, zapracował sobie na pozycję, na której obecnie jest. W przeciwieństwie do wielu – nie osiadł na laurach, tylko dalej chce się rozwijać, o czym zresztą wspominał po swoim występie na LPHHA w Płocku. W mijającym roku wydał 3 płyty i może żaden z nich nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak DRAMAT., Kraków, Marzec 2020 czy pierwsze Ogrody, ale Rough n’ Gentle to kolejny krok do przodu dla biłgorajskiego rapera.

Główną zaletą tej płyty są przede wszystkimi pokłady i robią one robotę, więc duży szacunek za ich dobór. No i oczywiście dla samych producentów, bo przecież lata mijają, branża się rozwija, a ci wciąż są mocno pomijani.

7. Zero „JOURNAL DES SAVANTS”

Z Zero zawsze miałem ten sam problem, że ciężko było mi podchodzić do odsłuchu bez wsparcia rapgeniusa. Teraz jest podobnie, album zdecydowanie dla fanów lirycznego rapu oraz taki, którego powinno się słuchać od początku do końca, razem ze skitami, które uzupełniają całą historię.

Najlepszy od dawna projekt, który wyszedł spod stajni Hashashins. Zaryzykuję również stwierdzenie, że to najlepsza muzycznie płyta Zero w jego dyskografii, sporo numerów (takich jak Odłączony, Nie martw się Janku… czy 28.X.2014) ma repeat value.

Ze względu na złożoną lirykę, nie dziwi mnie niszowy odbiór Dziennika Uczonych, choć przykro się patrzy jak na Spotify tylko nieliczne utwory przekroczyły 10k wyświetleń. Dlatego, jeśli ktoś z jakiegoś powodu ominął ten krążek, a jest pierwszy do narzekania na teksty w obecnym rapie, to bardzo polecam nie oczekiwać tego od Rusiny, a pamiętać o takich właśnie twórcach i nadrobić zaległości.

6. Otsochodzi „Tarcho Terror”

Z Młodym Janem miałem adekwatną historię jak ze Sławami. Śledziłem Otsochodzi już od czasów Fejk Wersu i luźnych numerów na Soundclaudzie, aż do Nowego Koloru. Kolejne płyty wydawane w Asfalcie nie trafiły zupełnie w mój gust. Nie kupiły mnie ani brzmieniem, ani treścią. Kompletna nuda, a album 2011 powstał już chyba tylko po to, żeby wywiązać się z kontraktu z labelem.

Zresztą jego ówczesne wyświetlenia mówiły same za siebie. Wydawało się, że zasięgowo jest już bliski powrotu do podziemia i wtedy przyszło OIO, które dało mu drugie życie. Natomiast w tym roku solowo udowodnił, że nadal potrafi rapować i robić charyzmatyczne rzeczy. „Tarcho Terror” to płyta, dzięki której się odkuł i o sobie przypomniał. Zarówno klasyczne numery jak i te mające trafiać do współczesnego odbiorcy trzymały tu poziom. Fajnie było też posłuchać powrotu do współpracy z Mielzkym.

Jakby było pięknie gdyby raperzy wydawali płytę, tylko wtedy kiedy mają na to pomysł i nie ulegali presji rynku, ale to utopijna wizja.

5. Szczyl/Magiera „8171”

Szczyla czekało w tym roku ciężkie zadanie. Po bardzo udanym debiucie i zgarnieniu wielu wyróżnień, oczekiwania do nowego albumu były jeszcze większe niż po Starterze. Będąc szczerym, do 8171 nie wracałem już tak często jak do Polskiej Florydy i po czasie, to raczej ubiegłoroczny krążek będzie działał nam najbardziej na sentyment, ale Tymek nadal trzyma poziom i myślę, że nikogo nie miał prawa zawieść.

Podoba mi się jego ciągła ewolucja jako artysty, szukanie nowych rozwiązań i podążanie własną drogą. Nie uświadczymy tu chociażby najgłośniejszych ksywek na featach, wrzuconych tylko po to, aby wyświetlenia się zgadzały. Lubię słuchać współprac, gdy czuć, że wynikały one ze szczerej chęci, a u Szczyla tak właśnie jest od samego początku.

Jestem pewny, że projekt z Magierą nawet przy mocniej obsadzonym roku, znalazłby się w różnorakich podsumowaniach i zestawieniach.

4. ĆPAJL STAJL „Złoty Strzał”

Podziemie słabe jak nigdy, wbrew temu co piszą fani reprezentantów nowej fali trapu. Na szczęście gdzieś tam jest ten krakowski zespół z trzecią już płytą w swojej dyskografii, który nadal ma pomysł na siebie. Do tego „Złoty Strzał” to krążek równie mocny jak poprzednie pozycje, więc jak ktoś nie zainteresował się jeszcze ĆPAJ STAJLEM – polecam to zrobić.

3. HVNCWOTY (Barto Katt & Soulpete) 

Barto Katt poszedł za ciosem po świetnej płycie Yuppie, wydanej w ubiegłym roku. Tym razem dostaliśmy duet z Soulpetem. Typowy rapowy projekt, jakich na scenie dziś niewiele.

Są letniaki jak i bardziej osobiste i emocjonalne numery jak Junak. Do tego gościnki takich legend podziemia jak Junes, Laikike1 czy Dizkret. Sama ich obecność powinna ucieszyć każde truskulowe serce. Fani podziemia z lat 2005-2014 nie powinny przejść obojętnie obok tego projektu.

Jeśli ktoś skreślał Barto Katta, bo ten nie wykorzystał „okresu po Młodych Wilkach”, to się pomylił. On dopiero zaczyna wchodzić swój prime.

2. Oki – Produkt47

Całe OIO postanowiło solowo rozj**** ten rok. Ta sztuka najlepiej udała się Okiemu i tu raczej bez większych zaskoczeń. Oskar jest dla mnie obecnie jednym z najlepszych raperów na scenie.

Nic mu nie brakuje. Ma brzmienie, technikę, dykcję, wokal, luz, a przy tym potrafi rzucić dobrym wersem. Bardzo się zdziwię jak za ten rok nie zbierze kilku statuetek na wszelkich galach.

1. Tymek „Odrodzenie”

Tak wyszło, że najmniej rapowa płyta, była w tym roku moją ulubioną. Pamiętam jak Tymek przebijał się do mainstreamu i został Młodym Wilkiem Popkillera. Nie podzielałem wtedy zachwytów jego osobą, ot zwykły trap jakich już było sporo na scenie. Pierwszy raz przekonałem się do niego przy Piacevole, gdzie w końcu zaczął wykorzystywać swój wokal, umiejętności śpiewu i zaczął pisać bardziej ambitne teksty.

Obecnie jest artystą niemal kompletnym, a przy Odrodzeniu spędziłem długie godziny. Czy dziwi mnie, że wraz ze skokiem jakości spadły mu wyświetlenia? Nie, ale akurat on już ma chyba ten komfort, że aż tak bardzo mu to nie przeszkadza. Dodajmy do tego, że ciągle jest bardzo płodny i nie był to jego jedyny projekt w tym roku.

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ NASZ WYWIAD: „MOGĘ POWIEDZIEĆ Z DUŻĄ ŚWIADOMOŚCIĄ, ŻE NA TEN MOMENT JESTEM SPEŁNIONY I BĘDĘ PRACOWAŁ NA TO UCZUCIE DALEJ… SORRY, JESTEM ZASPOKOJONY.” — WYWIAD Z PRZYŁU

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. kadry z klipów

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

To był tak słaby rok dla polskiego rapu, że pierwszy raz od dawna miałem poważny problem, żeby w ogóle wyróżnić 10 płyt do tego zestawienia. Nadmienię tylko, że podczas pisania tego zestawienia płyta Bisza jeszcze nie wyszła, a jest/był to dla mnie kandydat na czołówkę 2023.

ZOBACZ TAKŻE: POWRÓT KUBANA STAŁ SIĘ FAKTEM. PRZYBLIŻAMY SYLWETKĘ RAPERA

10. 2115 „Rodzinny Biznes”

Tak, ja też nie sądziłem, że ten album otworzy moją topkę 2022. Fakty są jednak takie, że z przyjemnością wracałem do wybranych numerów. Dostałem tu to, czego oczekiwałem, a nawet trochę więcej. Jest Blacha udający Rafa Camorę i nawijający, że zdradził każdą ze swoich dziewczyn, ale nigdy braci – White, który zaciął się w 2018 i dalej remixuje Californię fristajlując, Bedoes, który wybuduje wszystkim dom, Kuqe, którego w sumie ciężko odróżnić od Bedoesa, no i jeszcze Flexxy, który poziomem nie odstawał i jest chyba największym wygranym tego krążka. Wiecie, to coś jak z „Avatarem”, oczekuję że będzie ładnie wizualnie i wymyślą fajne zwierzątka i klany Pandory, a nie że dostanę niesamowitą fabułę ze zwrotami akcji i będę potem jeszcze kilka dni myślał nad tym jak wspaniała to była historia. Takie płyty są potrzebne, żeby sobie leciały w tle i ładnie brzmiały.

Jak już wyżej wspominałem, ten rok dobrymi premierami nas nie rozpieszczał, więc Rodzinny Biznes, który zapoczątkował Label 2115 umieszczam tu bez większego wstydu.

P.S Ale ta afera bitowa pozostawia niestety spory niesmak.

9. Dwa Sławy „Z Archiwum X2”

Ostatni raz czerpałem przyjemność ze słuchania Dwóch Sławów będąc nastolatkiem w liceum. Nie wiem, nie orientuję się i Ludzie Sztosy działają na sentyment do dziś. Później moje drogi z łódzkim duetem się rozeszły. Odbijałem się od ich kolejnych wydawnictw, szukałem uzasadnienia w tym, że chyba po prostu wyrosłem z tej całej otoczki i ich poczucia humoru.

Po dobrych opiniach, dałem szansę Z Archiwum X2, które na nowo rozbudziło moją sympatię do chłopaków i nadal – nie jest to album wybitny, ale na tyle dobry, że warto pamiętać, że ukazał się w lutym tego roku i pozostał jednym z najlepszych krążków 2022. Szczególnie, że pewien portal, od lat kuriozalnie siłujący się na miano jedynego poważnego, którego nazwa zaczyna się na „D” i kończy na „Grind” – umieścił Dwa Sławy wśród artystów, którzy „najbardziej przespali ten rok”.

Cóż, coś w tym jest, że dla niektórych rok zaczyna się w marcu, a kończy w listopadzie, a pozostałe miesiące to okresy przejściowe wypierane z pamięci. Robiąc jednak jakieś zestawienia, warto na szybko zobaczyć, co tam w zimę się działo.

8. Kukon „ROUGH N’ GENTLE”

Kukon dzięki konsekwencji i ciężkiej pracy, zapracował sobie na pozycję, na której obecnie jest. W przeciwieństwie do wielu – nie osiadł na laurach, tylko dalej chce się rozwijać, o czym zresztą wspominał po swoim występie na LPHHA w Płocku. W mijającym roku wydał 3 płyty i może żaden z nich nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak DRAMAT., Kraków, Marzec 2020 czy pierwsze Ogrody, ale Rough n’ Gentle to kolejny krok do przodu dla biłgorajskiego rapera.

Główną zaletą tej płyty są przede wszystkimi pokłady i robią one robotę, więc duży szacunek za ich dobór. No i oczywiście dla samych producentów, bo przecież lata mijają, branża się rozwija, a ci wciąż są mocno pomijani.

7. Zero „JOURNAL DES SAVANTS”

Z Zero zawsze miałem ten sam problem, że ciężko było mi podchodzić do odsłuchu bez wsparcia rapgeniusa. Teraz jest podobnie, album zdecydowanie dla fanów lirycznego rapu oraz taki, którego powinno się słuchać od początku do końca, razem ze skitami, które uzupełniają całą historię.

Najlepszy od dawna projekt, który wyszedł spod stajni Hashashins. Zaryzykuję również stwierdzenie, że to najlepsza muzycznie płyta Zero w jego dyskografii, sporo numerów (takich jak Odłączony, Nie martw się Janku… czy 28.X.2014) ma repeat value.

Ze względu na złożoną lirykę, nie dziwi mnie niszowy odbiór Dziennika Uczonych, choć przykro się patrzy jak na Spotify tylko nieliczne utwory przekroczyły 10k wyświetleń. Dlatego, jeśli ktoś z jakiegoś powodu ominął ten krążek, a jest pierwszy do narzekania na teksty w obecnym rapie, to bardzo polecam nie oczekiwać tego od Rusiny, a pamiętać o takich właśnie twórcach i nadrobić zaległości.

6. Otsochodzi „Tarcho Terror”

Z Młodym Janem miałem adekwatną historię jak ze Sławami. Śledziłem Otsochodzi już od czasów Fejk Wersu i luźnych numerów na Soundclaudzie, aż do Nowego Koloru. Kolejne płyty wydawane w Asfalcie nie trafiły zupełnie w mój gust. Nie kupiły mnie ani brzmieniem, ani treścią. Kompletna nuda, a album 2011 powstał już chyba tylko po to, żeby wywiązać się z kontraktu z labelem.

Zresztą jego ówczesne wyświetlenia mówiły same za siebie. Wydawało się, że zasięgowo jest już bliski powrotu do podziemia i wtedy przyszło OIO, które dało mu drugie życie. Natomiast w tym roku solowo udowodnił, że nadal potrafi rapować i robić charyzmatyczne rzeczy. „Tarcho Terror” to płyta, dzięki której się odkuł i o sobie przypomniał. Zarówno klasyczne numery jak i te mające trafiać do współczesnego odbiorcy trzymały tu poziom. Fajnie było też posłuchać powrotu do współpracy z Mielzkym.

Jakby było pięknie gdyby raperzy wydawali płytę, tylko wtedy kiedy mają na to pomysł i nie ulegali presji rynku, ale to utopijna wizja.

5. Szczyl/Magiera „8171”

Szczyla czekało w tym roku ciężkie zadanie. Po bardzo udanym debiucie i zgarnieniu wielu wyróżnień, oczekiwania do nowego albumu były jeszcze większe niż po Starterze. Będąc szczerym, do 8171 nie wracałem już tak często jak do Polskiej Florydy i po czasie, to raczej ubiegłoroczny krążek będzie działał nam najbardziej na sentyment, ale Tymek nadal trzyma poziom i myślę, że nikogo nie miał prawa zawieść.

Podoba mi się jego ciągła ewolucja jako artysty, szukanie nowych rozwiązań i podążanie własną drogą. Nie uświadczymy tu chociażby najgłośniejszych ksywek na featach, wrzuconych tylko po to, aby wyświetlenia się zgadzały. Lubię słuchać współprac, gdy czuć, że wynikały one ze szczerej chęci, a u Szczyla tak właśnie jest od samego początku.

Jestem pewny, że projekt z Magierą nawet przy mocniej obsadzonym roku, znalazłby się w różnorakich podsumowaniach i zestawieniach.

4. ĆPAJL STAJL „Złoty Strzał”

Podziemie słabe jak nigdy, wbrew temu co piszą fani reprezentantów nowej fali trapu. Na szczęście gdzieś tam jest ten krakowski zespół z trzecią już płytą w swojej dyskografii, który nadal ma pomysł na siebie. Do tego „Złoty Strzał” to krążek równie mocny jak poprzednie pozycje, więc jak ktoś nie zainteresował się jeszcze ĆPAJ STAJLEM – polecam to zrobić.

3. HVNCWOTY (Barto Katt & Soulpete) 

Barto Katt poszedł za ciosem po świetnej płycie Yuppie, wydanej w ubiegłym roku. Tym razem dostaliśmy duet z Soulpetem. Typowy rapowy projekt, jakich na scenie dziś niewiele.

Są letniaki jak i bardziej osobiste i emocjonalne numery jak Junak. Do tego gościnki takich legend podziemia jak Junes, Laikike1 czy Dizkret. Sama ich obecność powinna ucieszyć każde truskulowe serce. Fani podziemia z lat 2005-2014 nie powinny przejść obojętnie obok tego projektu.

Jeśli ktoś skreślał Barto Katta, bo ten nie wykorzystał „okresu po Młodych Wilkach”, to się pomylił. On dopiero zaczyna wchodzić swój prime.

2. Oki – Produkt47

Całe OIO postanowiło solowo rozj**** ten rok. Ta sztuka najlepiej udała się Okiemu i tu raczej bez większych zaskoczeń. Oskar jest dla mnie obecnie jednym z najlepszych raperów na scenie.

Nic mu nie brakuje. Ma brzmienie, technikę, dykcję, wokal, luz, a przy tym potrafi rzucić dobrym wersem. Bardzo się zdziwię jak za ten rok nie zbierze kilku statuetek na wszelkich galach.

1. Tymek „Odrodzenie”

Tak wyszło, że najmniej rapowa płyta, była w tym roku moją ulubioną. Pamiętam jak Tymek przebijał się do mainstreamu i został Młodym Wilkiem Popkillera. Nie podzielałem wtedy zachwytów jego osobą, ot zwykły trap jakich już było sporo na scenie. Pierwszy raz przekonałem się do niego przy Piacevole, gdzie w końcu zaczął wykorzystywać swój wokal, umiejętności śpiewu i zaczął pisać bardziej ambitne teksty.

Obecnie jest artystą niemal kompletnym, a przy Odrodzeniu spędziłem długie godziny. Czy dziwi mnie, że wraz ze skokiem jakości spadły mu wyświetlenia? Nie, ale akurat on już ma chyba ten komfort, że aż tak bardzo mu to nie przeszkadza. Dodajmy do tego, że ciągle jest bardzo płodny i nie był to jego jedyny projekt w tym roku.

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ NASZ WYWIAD: „MOGĘ POWIEDZIEĆ Z DUŻĄ ŚWIADOMOŚCIĄ, ŻE NA TEN MOMENT JESTEM SPEŁNIONY I BĘDĘ PRACOWAŁ NA TO UCZUCIE DALEJ… SORRY, JESTEM ZASPOKOJONY.” — WYWIAD Z PRZYŁU

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. kadry z klipów

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

spot_img