Szczyl: „Wejście w tę branżę jest brutalne i uczy życia”

fot. Karol Małecki (Szczyl)

To była końcówka maja 2020, zaproponowałem wtedy Szczylowi udział w akcji SBM Starter, nie bacząc na to, że w Internecie dostępne były wtedy tylko dwa numery: „Druga dekada” i „Hot16challenge2”. Po prostu ta stylówka i tajemniczość kupiły mnie na tyle, że bardzo chciałem dać Tymkowi szansę, na co dostałem aprobatę chłopaków z SBM Label. Dziś każdy, łącznie z największymi sceptykami musi przyznać, że był to strzał w dziesiątkę. Szczyl wydał płytę w Sony, sprzedał nakład w preorderze, współpracuje z takimi legendami jak: Magiera, Pezet czy Piotr Rogucki, a dziennikarze i słuchacze tytułują go debiutantem roku.

ZOBACZ TAKŻE: CZY SZCZYL TROSZKĘ NAS NIE ZANUDZIŁ? — RECENZUJEMY ”POLSKĄ FLORYDĘ”

Ja jestem zadowolony z takiego obrotu spraw, bo oprócz umiejętności muzycznych – Szczyl jest jedną z najsympatyczniejszych osób z tego środowiska. Ostatnio mieliśmy okazję poznać się na żywo i trochę porozmawiać o tym, jak to wszystko się zaczęło i jak urosło, a efekty tego spotkania znajdziecie poniżej.

CEJOT JOT: Rok temu podbiłem bezpośrednio na Instagram w sprawie Startera, a dziś tak się pozmieniało, że z menadżerkami musiałem się umawiać na ten wywiad. Czujesz się komfortowo z tym jak to wszystko szybko się rozwinęło?

Szczyl: Jest pewien dyskomfort, mam takie wrażenie, że trochę za szybko się rozwinęło. Chciałbym pograć na małych scenach, stopniowo wszystko zdobywać, chociaż… mam wrażenie, że u mnie i tak to stopniowo idzie, bo założyliśmy nowy kanał. Wszystko idzie od zera, buduję tę platformę, więc nie jest to od razu wielki boom. Gdybym poszedł do SBM, to wtedy byłby od razu boom, miałbym giga wyświetlenia itd. Czuję się z tym lepiej, że to idzie powoli i buduję własną platformę, a z menadżerkami, to tylko dlatego stary, że one mają taki kalendarzyk i mi tam wrzucają wszystko (śmiech). To po to, żebym ja się w tym nie pogubił, tak mi łatwiej.

No wiadomo, sporo się dzieje wokół Ciebie teraz. A co do koncertów, to nie grałeś wcześniej jakichś, jak byłeś w podziemiu?

Nie… znaczy, zagrałem jeden w Kościerzynie dawno, dawno temu i naprawdę był fatalny, było może z 20 osób, nie pamiętałem tekstów swoich piosenek i to byli głównie metalowcy (śmiech).

A ten z FukaJem w Szczecinie?

A w Szczecinie też grałem, ale tam było już ponad tysiąc osób.

I to było jeszcze podczas trwania akcji SBM Starter?

Tak, tak.

Chciałbym teraz poruszyć początek Twojej działalności muzycznej, tej przed Starterem. Ja odkryłem Cię dzięki „Drugiej Dekadzie”, gdzieś tam mi się przewinęło, że to był dla Ciebie taki nowy start, pod nową ksywką.

Znaczy ta ksywka już była dużo wcześniej, ale na chwilę z niej zrezygnowałem.

No właśnie, przed „Drugą Dekadą” działałeś pod inną ksywką…

No działałem, ale to jest tajna nazwa! Nie chcę żeby ludzie diggowali za bardzo (śmiech). Na początku zacząłem od Szczyla, potem mi się znudził hip-hop, nie chciało mi się rapować i robiłem to czysto dla beki. Zacząłem też robić muzykę alternatywną, trochę takiego rocka i zatęskniłem za rapowaniem. Byłem przejedzony pracowaniem w zwykłych firmach, stwierdziłem że: „Okej, moi kumple studiują, są w szkołach, mają matury itd. Ja nie mam tego luksusu, ale z drugiej strony nie ma szkoły rapowania, więc po prostu rzucę robotę tak jakbym miał iść do szkoły rapowania”. Powiedziałem to sobie w styczniu ubiegłego roku, w marcu nagrałem „Drugą Dekadę”, a w czerwcu byłem w Starterze!  Uwierzyłem raz w życiu w siebie i wyszło.

Dobra, a jak w ogóle twoje wrażenia jeśli chodzi o wejście w tę branżę i zapoznanie się z nią od środka?

Hmm, no nie wiem tak szczerze. To jest bardzo zaskakujące i dziwne miejsce. Tak jak już wcześniej sobie rozmawialiśmy – nie jesteś gotowy na to, że nagle zostaniesz zasypany w wieku 20 lat papierami, takimi których się boisz, bo są zrobione tak, że nie ma na nich miłych rzeczy, tylko są same niemiłe, które musisz wyłapywać, żeby nie było jeszcze bardziej niemiło. Wszystko jest tak dziwnie zrobione, że jest na korzyść czyjąś i rzadko masz w umowie coś, na korzyść swoją. Wejście w tę branżę jest takie brutalne i uczy życia. Jeśli się nie ogarniesz, to przej*biesz to ostro.

Pewien mój kolega ze środowiska powiedział, że wytwórnie dają w pierwszym momencie, maksymalnie niekorzystne umowy i trzeba je po prostu negocjować. 

Tak, a niektóre dają tak niekorzystne, że już nawet się nie chce negocjować (śmiech).

A jeśli chodzi o współpracę z Sony to chyba jesteś zadowolony?

No, bardzo! Jestem, aż w szoku, że jestem tak zadowolony, bo przez to ile ludzie pier*olili, że to będzie niefajne, to nastawiłem się, że to faktycznie będzie niefajne. Okazało się, że jest świetnie. Dogadujemy się, mamy wspólny przelot , to nie są „dziadki”, tylko ludzie z otwartymi głowami, mamy jakieś wspólne pomysły i cele i zajebiście jest.

Jeden z elementów, które przyciągają uwagę w twojej twórczości to klipy…

No, mam nadzieję!

To są twoje pomysły czy pozostawiasz to w rękach innych?

To jest bardzo różnie, wiesz? Bo generalnie, to lubię gdy przekazuję komuś swoją treść i on to interpretuje na swój sposób. Lubię tak współpracować z reżyserami, którym bardzo ufam, a są takie klipy jak np. ten ostatni z Piotrem Roguckim, gdzie po prostu z reżyserem faktycznie rozmawiałem godzinami i przez ten czas mu opowiadałem jakieś historie ze swojego życia i emocje, które są we mnie. Zrobiliśmy taki obraz naszych wspólnych emocji i pokazaliśmy, dzięki niemu to co czuję. Jest bardzo różnie. Mam np. swojego ziomala Olafa Papar z FOMO, no to tam bardziej razem kminimy jak robimy coś wspólnie. Z innymi reżyserami to chcę, żeby oni się spełniali w jakiś sposób, bo często są z branży reklamowej i im brakuje takiego spełnienia się wizualnie. W reklamie tego za bardzo zrobić nie możesz i jaram się tym, że oni mogą to poczuć, gdy pracują nad jakimś moim klipem.

Pamiętam gdy wrzucaliśmy „Bandę” na SBM Starter. Zostało kilka dni do premiery i singiel miał pójść bez wideo, ale nagle stwierdziliśmy, że fajnie by było zrobić do tego klip. To była bardzo spontaniczna akcja, a efekt końcowy wyszedł zajebiście.

Tak! Klip za 5 dyszek (śmiech). Wziąłem 50 złotych na wachę i tyle. To było takie, że prawie się zesraliśmy, biorąc pod uwagę czas jaki został do premiery. To wyglądało tak, że „Okej – mamy zajebisty utwór i teraz trzeba go jakoś osadzić”. Pogoda była fatalna, do kręcenia klipu pod letniaka, mimo że to był początek lata. Od razu zacząłem gadać z ludźmi, bo mam masę znajomych, którzy kojarzyli ziomali z fajnymi furami. Ja stwierdziłem, że to muszą być jakieś fajne auta. Nie typu Lamborghini czy Ferarri, tylko właśnie takie oldschoolowe, OG, żeby był taki crusin po mieście. Tam musiał być jakiś cadillaczek, nieważne jaki…ważne żeby był i udało się to ogarnąć. Zabuliliśmy za wachę no i to był tak naprawdę taki mega freestyle. Tam nie było za bardzo scenariusza, fabuły też nie, tylko po prostu taka oldschoolowa nawijeczka, wzięliśmy jakiegoś fisheye’a. Napisaliśmy wtedy posta na grupie, że potrzebujemy statystów, tylko to był taki czas, gdzie nikt mnie nie słuchał, bo sam wiesz ile miałem wtedy wyświetleń. W ch*j ludzie nie chcieli przyjść statystować przy tym klipie.

A teraz mogą żałować!

No, a teraz mogą żałować (śmiech)! Na grupie było 100 ludzi, przyszło może 20 i to byli tacy znajomi znajomych. Tak że śmiesznie to powstało.  

I jak dobrze kojarzę, to wszystko, razem z montażem, zajęło 2 dni?

Tak było. Najpierw było parę dni takich przygotowań, ustalić terminy i ludzi, a potem już tylko dwa dni – nagranie i montaż.

A  efekt końcowy wyszedł super, a „Banda” została chyba letniakiem roku 2020.

No ja się jaram, a „Banda” chyba była letniakiem roku – taką mam nadzieję. Według mnie, nie wiem czy nie zabrzmi to nieskromnie, ale to był pierwszy znak, że można wrócić oldschoolem na scenę. To był pierwszy oldschoolowy numer, który się wbił do mainstreamu w tamtym czasie.

Oj tak, mieliśmy wtedy obawy jak to się przyjmie. W sensie, ja wiedziałem, że ludzie to polubią, albo że po prostu znajdzie to swoją niszę. Jakąś małą grupę ludzi, którzy tęsknią za oldschoolem, a okazało się, że jest pełno osób, które tęsknią za takimi brzmieniami.

Tak, mnie to w ogóle szokuje do dzisiaj.

Rozmawialiśmy wtedy, kilkanaście minut przed publikacją i nie wierzyłeś w sukces. Mówiłeś, że w życiu masz tylko pecha i stąd też ten tatuaż FATUM na szyi (śmiech). Nagle się wszystko odwróciło.

Tak, dokładnie tak (śmiech)!  Nagle wszystko się odwróciło – 20 lat nieszczęścia, to teraz czas na 20 lat szczęścia, a potem jeszcze 20 lat spokoju i będzie idealna śmierć.

Tuż przed premierą „Polskiej Florydy” pogadaliśmy sobie chwilę prywatnie i powiedziałeś, że obawiasz się trochę przyjęcia tej płyty przez ludzi. Tego żeby nie zamknęli Cię w ramach trueschoolu, bo większość, a w zasadzie można powiedzieć wszyscy, poznali Cię po „Bandzie”.  Niektórzy sprawdzili potem „Drugą Dekadę” i na tej podstawie mogli sobie wyrobić taki Twój wizerunek . Natomiast mi się wydawało, że już tymi ostatnimi numerami z FukaJem, pokazałeś im, że potrafisz też robić inne rzeczy.

No wiesz, jestem zadowolony jak ludzie ostatecznie podeszli do tego. „Cień” z Roguckim ma tak pozytywny odbiór, którego się totalnie nie spodziewałem. Jednak ludzie pragną jakiejś świeżości, czegoś nowego w tym hip-hopie, żeby zaimplementować coś więcej. To czuć, że jest potrzeba nowej muzyki. Nie tylko coś co jest sprawdzone, że się przyjmie i się przyjmuje, tylko są tacy ludzie, którzy chcą czegoś więcej i generalnie są zadowoleni z tego jak dajesz im coś więcej. Teraz już jestem spokojny, nie mam takich obaw. W ogóle jestem w szoku, że płyta zbiera takie pozytywne opinie. Myślałem, że ten krążek będzie dla ludzi po prostu przeciętny.

Czytałem właśnie przed wywiadem recenzje i nie trafiłem na negatywną. Często też się słyszy, że słuchacze i recenzenci nazywają Cię debiutantem roku.

Ja też jeszcze nie trafiłem na negatywną recenzję. To jest bardzo miłe, jestem w ch*j wdzięczny, dziękuję światu za to, że to się wydarzyło. Dziękuję sobie i ludziom, którzy mnie wsparli.

Nakład poszedł w preorderze, a to też się rzadko zdarza.

Tak, poszedł preorder, na debiucie to się rzadko zdarza. To był taki największy challenge, że zakładasz swoje od zera i to było marzeniem – sprzedanie tego preorderu, żeby sobie udowodnić, że sam to zrobiłeś. Nie było dużo hajsu wkładanego w promocję, nie mieliśmy sponsorowanych stories, nie mieliśmy sponsorowanych facebookowych postów. Preorder po prostu schodził, bo ludzie chcieli go kupić.

Tak samo nie każdy może sobie pozwolić na debiucie, na gościnkę Pezeta.

Tak! Ja sam byłem w szoku.

Właśnie chciałem podpytać o te współprace: Tymek, Pezet i Piotr Rogucki, jak do nich doszło?

Bardzo różnie. Z Tymkiem się przeciąłem, bo on zaprosił mnie na swój projekt i ja jeszcze wtedy się bałem i rzuciłem takie „Może ty byś chciał coś tam u mnie ten, coś nagrać? Bo ja mam taką fajną piosenkę” a on mówi: „Dawaj ziomek, robimy to!”.  Ja mówię „Super!” i nagraliśmy to jeszcze tego samego dnia. Z Rogucem no to uderzyłem do Karasia. To był taki jeden z moich idoli dziecięcych, kochałem Comę. Agatka to po prostu się przyjaźnimy…

Z Agatką już wcześniej robiliście wspólne rzeczy – kawałek  „Toast Toast”.

No, tak było, więc po prostu wróciliśmy do tej współpracy. Z Pezetem miałem super przelot. On mnie zaskoczył strasznie tym, że jest fajnym gościem. To nie był ktoś na zasadzie, że: „ku*wa jestem legendą rapu, co Ty do mnie mówisz szczeniaku?”, tylko masz człowieka, który chętnie z tobą porozmawia o branży, nawet da Ci jakieś rady i wsparcie. Takie słowa, które też mi bardzo pomogły. Same fajne osoby się pojawiły na tej płycie.

Pezet zawsze sprawiał wrażenie, takiego otwartego na nowe pokolenie. Współpracował z Otsochodzi, Zdechłym Osą, Jankiem-rapowanie, Okim…

 Tak, ja bardzo dobrze to wspominam i szanuję go jako gościa, którego poznałem.

Z kim najlepiej Ci się współpracowało do tej pory?

Najlepiej mi się współpracowało z Magierą. Mamy zajebisty przelot z Tomkiem, robi doj*bane rzeczy i jakoś tak potrafimy je przeplatać ze sobą na tyle komfortowo, że naprawdę fajnie wychodzi. Jest też takie zaufanie np. Tomek miał wątpliwości co do bitu do „Hiphopkryty”, ja mówię „stary, ku*wa, każdy pokocha ten bit, to jest zajebiste”, a on chciał to zmienić na coś kompletnie innego.

Mi też się podoba, a w recenzjach też wyróżniają ten bit Magiery!

No właśnie, nie? I ja mówię „Zaufaj mi, to będzie to gówno!”. No naprawdę, z Magierą mi się świetnie współpracowało i będzie się nam jeszcze świetnie współpracowało. To był też dla mnie taki ogromny szok, że taka wręcz legenda polskich produkcji, odezwała się do mnie. Spytał czy chcę być na jego płycie producenckiej, wysłał bity, no i okazuje się, że 20-latek, puszcza singiel na pierwszą płytę producencką, producenta, który jest 20 lat w branży. Czuję się jakbym się do tego urodził stary!

Ostatnio sporo czasu spędzasz w Warszawie.  Mówiłeś często o swoim przywiązaniu do Trójmiasta i że nie chciałbyś z powodu kariery zmieniać miejsca zamieszkania?

Tak, jestem przywiązany, ale nie wiem czy nie będzie mi łatwiej w końcu się przeprowadzić, wiesz? Plus moi znajomi i tak powyjeżdżali na studia, więc zostałem tam sam. Jestem takim ostatnim szeryfem tego miasta.

W Warszawie dużo spraw muzycznych ogarniasz?

Tak, mam tu już jakichś swoich znajomych, także wychodzę sobie z ludźmi. Mam tutaj STUDIONAGRYWARKĘ, w której nagrywam, gdzie jest mi mega komfortowo. No i wszyscy z branży tu są, łatwiej się przeciąć nawet w takiej okoliczności wywiadowej, że wygodniej w cztery oczy, a nie przez telefon. Fajnie, że możemy to zrobić teraz tak, a nie inaczej. Warszawa jest pod kątem branżowym bardzo wygodna.

Ostatnio też dostałeś pracę w Newonce.

Tak, będę prowadził audycję, „Polska Floryda” od 26 października.

Masz już jakieś pomysły na to?

Wiesz, że nie? Freestyle. Będą po prostu dobre wiadomości, znad polskiej Florydy. Myślę, że będziemy robili pogodę i prowadzili poetyckie wieczory z tekstami wybranych piosenek – jak najmniej poetyckich.

Na koniec luźne pytanie o twój gust muzyczny, na czym się wychowałeś?

O kurde, tam było dużo perturbacji. Takie lata młodości, wspominam z Beatelsami, potem muzykę filmową – mój tata słuchał Hansa Zimmera, ja np. bardzo lubię soundtrack ze „Slumdoga – Milionera z ulicy”, czy „Aurelia” – piękny soundtrack.

Też lubię muzykę filmową, fajny był też soundtrack z Naruto jak wcześniej rozmawialiśmy sobie trochę o tym kultowym anime.

No tak, Naruto ma przepiękną muzykę i to jest już takie kanoniczne, wpisane w klimat Azji.

Nawet Bonson swego czasu nawijał na bitach Matka, samplowanych z Naruto.

No to jest kawał pięknej muzy. Dopiero potem pojawił się u mnie hip-hop, jakiś metal, hard metal, potem dużo takich brzmień spokojnych, alternatywno-rockowych. Mnóstwo tego było.

Okej, dzięki w takim razie za kawę i wywiad, fajnie było się w końcu spotkać.

Dzięki, trzymaj się, powodzenia w życiu i dużo uśmiechu!

Tobie też powodzenia!

Ciekawe tematy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy