„Sama faktura CUKRU jest czymś chropowatym, mimo słodkiego smaku, więc ma w sobie pewne sprzeczności” – wywiad z duetem CUKIER

Amadeusz Krebs i Bartek Caboń to dwójka artystów z dużym doświadczeniem, którzy współtworzą CUKIER. Ich nieszablonowe podejście do muzyki może zawrócić w głowie niejednemu słuchaczowi, a szczególnie temu, który z otwartą głową szuka nowości. Jak sami o sobie piszą; „Muzyka Amka Krebsa i teksty Bartka Cabonia to oddzielna elektroniczno-rapowa planeta. Trudno znaleźć jakiekolwiek odniesienie ich twórczości zarówno w sferze muzycznej, jak i tekstowej, a brzmienie, które reprezentują, jest zaskakujące, nieoczywiste i nie daje się zaszufladkować”. Udało nam się porozmawiać z Amadeuszem oraz Bartoszem, by przybliżyć wam czym tak naprawdę jest CUKIER.

ZOBACZ TAKŻE WYWIAD: SZCZYL: „WEJŚCIE W TĘ BRANŻĘ JEST BRUTALNE I UCZY ŻYCIA”

Wojciech Szelc: Wielu z naszych czytelników jeszcze nie miało okazji Was poznać. Jakbyście się przedstawili takiemu czytelnikowi, czyli Waszemu potencjalnemu słuchaczowi. Kim tak naprawdę jest Amadeusz Krebs, Bartek Caboń, czym jest Cukier? Pytam, bo ciężko zamknąć Was w pewnych ramach gatunkowych.


Amadeusz Krebs: Myślę, że najprościej zamknąć CUKIER w ramach: „Amek to muzyka, Bartek to tekst”. Amek i Bartek to CUKIER, a CUKIER jest dla wszystkich, którzy mają otwartą głowę.


W: Fajnie, że wspominasz o tej otwartej głowie, bo ciężko podejść do Waszej muzyki z zamkniętą głową, bo z takim podejściem niełatwo cokolwiek z Waszej twórczości zrozumieć, bo Wasz „gatunkowy miszmasz” może rzeczywiście wprowadzić słuchacza w konsternacje. Jak podchodzicie do tego, co gracie, jak odnajdujecie się w tym stylu? Jest to dalej poszukiwanie swojego brzmienia czy to właśnie Wy definiujecie zupełnie inną ścieżkę i czujecie się pewnie w tym gatunkowym mixie?


Bartek Caboń: Zacząłeś to pytanie od czegoś bardzo ciekawego. Powiedziałeś, że ktoś z zamkniętą głową będzie miał problem, żeby cokolwiek z naszej muzyki zrozumieć. Powiedz mi, gdzie najbardziej Ty czułeś problem ze zrozumieniem czegoś?


W: (śmiech) Wiesz co, wydaję mi się, że nie chodzi tutaj o takie rozumowanie zero-jedynkowe, a bardziej odnalezienie się słuchacza w całokształcie Waszej twórczości.


B: Masz na myśli, że słuchacz musi wiedzieć czy to jest rap, czy to jest rock, czy to jest reggae, a to jeszcze coś innego…?


W: Możemy przyjąć taki punkt widzenia. Jak się w tym odnajdujecie?


A: Nie mamy takiej potrzeby odnajdywać się w tym. Łączenie różnych gatunków nie jest robione przez nas z taką „super premedytacją”, że każda piosenka jest inna. Nie jest to nasz cel, to samo z nas wyłazi. Słuchamy różnych gatunków muzycznych i inspirujemy się nimi. Ja sam jestem z wykształcenia jazzowym perkusistą, lubię imprezy techno, a od dzieciństwa słucham metalu. To samo z nas wychodzi, więc to nie jest tak, że dalej szukamy swojej drogi. Robimy różne rzeczy, robimy coś co jest fajne – po prostu. Nie musi to być przypisane do konkretnego gatunku.


B: Przekaz i sama historia, która może być zawarta w tekście jest dobrem nadrzędnym, to w co Ty chcesz to ubrać. W dzisiejszych czasach sztuka jest czymś eklektycznym, ludzie zakładają trampki do garnituru, ubraniem codziennym staje się dres, w którym możesz przyjść do pracy i nie jest to nic złego. Muzyka nie może odstawać od reszty podobnych sztuk, one się muszą mieszać ze sobą. Zwróć uwagę na wszechogarniający rap, który jest spoiwem innych gatunków. Ciężko jest w tym momencie sztukę klasyfikować na konkretne rzeczy, skoro to wszystko przenika się przez siebie. Mamy zespół Maneskin, który jest zespołem rockowym, cała ich otoczka jest rockowa, a coverują numer „Beggin’”, który jest zupełnie z innej parafii. To wszystko się ze sobą miesza. CUKIER pod tym kątem wcale nie jest czymś aż tak bardzo odstającym, tylko jest zrobiony na naszym polskim poletku, gdzie ludzie bardzo chcą mieć przed oczami tę półkę w Empiku, w którym wszystko jest posegregowane i wiesz, gdzie co stoi.


W: Okej, to opowiedzcie mi trochę o tym skąd wzięła się nazwa CUKIER, i pokładam wszelkie nadzieje, że nie jest trafne skojarzenie z dosyć popularną, białą substancją, uwielbianą i romantyzowaną przez wielu artystów. Jak to jest z Waszą nazwą?


A: *śmiech* Wiesz co… Nazwa jest dosyć cyniczna i sarkastyczna, ponieważ nasza muzyka wcale nie jest słodka. Gdyby miała mieć cokolwiek wspólnego z jakąkolwiek substancją, to chyba byłby to pieprz albo sól. Chcieliśmy się nazwać trochę przewrotnie, stąd CUKIER.


B: Sama faktura CUKRU jest czymś chropowatym, mimo słodkiego smaku, więc ma w sobie pewne sprzeczności.


W: Dobrze, że wspomniałeś o tych sprzecznościach, ponieważ tworząc muzykę jako duet, spoglądając na ten mix gatunkowy… Czy czujecie się dobrze w tym co robicie, czy macie takie poczucie, że Wy się zgrywacie? Czy CUKIER jest taką formacją, że czujecie to brzmienie, idealnie się dogadujecie, czy jednak występują pewne zgrzyty na linii porozumienia i tego, jak Wy widzicie CUKIER jako zespół?


A: Tak jak w małżeństwie, zawsze występują różnice zdań, ale im dłużej współpracujemy ze sobą, tym bardziej siebie znamy i wiemy czego każdy z nas oczekuje. Wydaję mi się, że na początku więcej się kłóciliśmy. Różne są sytuacje, różne można też mieć poglądy na temat piosenek, ale finalnie i tak wygrywa muzyka, a o to nam chodzi.


B: Dokładnie tak jak Amek wspomniał. Każda różnica zdań ma sens, jeżeli dobrem nadrzędnym jest fajna piosenka. Różnice zdań są super, bo one tworzą dodatkowe kolory, nauczyliśmy się tego.


W: Wasz najnowszy singiel „Pałac”, jak sami piszecie; jest to piosenka o pewnej podróży, w znaczeniu dosłownym dla Bartka. Zainteresował mnie motyw podróży i Warszawy, bo o samej stolicy wspominaliście bezpośrednio już na pierwszym longplayu, jako o miejscu, które potrafi złamać człowieka. Macie takie wrażenie, że ten szczurzy pęd wyniszcza to, co ludzkie?


B: Do Warszawy trafiłem w związku z pracą jak pewnie większość ludzi. Siłą rzeczy musiałem trafić tutaj i bardzo mi tutaj brakuje włóczenia się. Mieszkam tutaj 12 lat, a nie znam właściwie żadnego klubu, bo nigdzie nie wychodzę. Rzeczywiście, jest to dosyć specyficzne miejsce, w którym można spędzić wiele czasu i nadal mało o nim wiedzieć.


A: Dla mnie Warszawa jest jedną wielką zbieraniną ludzi, którzy tutaj przyjechali, mieszkają, pracują. Mam wrażenie, że w Polsce jest wszystko skupione w Warszawie. Tutaj jest centrum polskiego wszechświata, chociaż osobiście nie zgadzam się by było to super… I niekoniecznie jestem fanem szczurzego pędu, dlatego, gdy wyjeżdżamy do mniejszych miast to mam poczucie ulgi. Tam ludzie są milsi, nikt nie zapier***a, nie ma paniki w korkach, nikt na siebie nie trąbi – jest normalniej i bardzo mi tego brakuje.

W: No właśnie, bo Wy nie ukrywacie wcale tego, że Warszawa nie jest celem podróży zawartej w samym singlu… Więc co właściwie jest celem? Czy Wasza muzyka jako podróż pcha Was do przodu, ku nieznanemu celowi, czy Wy wyobrażacie sobie to, czym ten cel może być?


B: To jest fajne pytanie, bo my cały czas odnajdujemy się w sytuacjach, które nas zaskakują i wymagają od nas innego zachowania. Cały czas musimy się odnajdować w nowych warunkach, dlatego traktujemy wszystko jako przystanki, a nie cele. Oczywiście swoje cele mamy, często o tym rozmawiamy, ale to tylko plany.


A: Ja zawsze wizualizuję sobie granie na stadionach… Bez znaczenia, gdzie będziemy mieszkać, to na stadionie będę szczęśliwy.


W: Jasne. Przechodząc do następnego pytania. Wiem, że męczę Was tym miszmaszem gatunkowym, ale jest to rzecz, która najbardziej mnie intryguje w Waszej twórczości, ale też nie da się uciec od tego, że łatka hiphopowa została Wam przyklejona, a być może sami ją wykreowaliście. Wspomnieliście o dużych stadionach, a hip-hop jest muzyką, która została wyniesiona na stadiony. Jak to wygląda z Waszej perspektywy, macie wrażenie, że ten bum na hip-hop zabił samą kulturę i muzykę? Czy daję pole do popisu tym, którzy nigdy nie myśleli, że zwiążą się z hip-hopem, a ta popularyzacja dobrze zrobiła samemu gatunkowi? Czujecie się hiphopowi?


A: Tacy z nas hiphopowcy, jak metalowcy czy jazzmani. Gdybym miał nas zaszufladkować, to zrobiłbym to w kontekście poglądów społeczno-politycznych, bo jest to rzecz, w której możesz opowiedzieć się za pewną stroną. A muzycznie? Nie wiem… Ja się czuję melomanem, bez znaczenia, o jaki gatunek chodzi. Jeśli chodzi o hip-hop, to myślę, że super jest to co się dzieje, bo ten gatunek ewoluuje. Dla mnie to jest ekstra. Dużo kawałków hiphopowych nie jest tworzonych już na bitach w podobnym tempie, tylko zaczyna się kombinować z innymi bitami – to jest super! Mnie to się bardzo podoba.


B: Taka tradycja i oldschoolowość też nie występuje już w takim wymiarze jak kiedyś. Zdecydowanie niektórzy trueschoolowcy narzekają na to. Wydaję mi się, że hip-hop przestał być gatunkiem, a stał się środkiem wyrazu. Producenci ze Szwecji czy ze Stanów, którzy nie są związani bezpośrednio z tą kulturą, siadają do kawałka i chcą wrzucić zwrotkę rapową do swojego utworu, więc zdecydowanie jest środkiem wyrazu. Jeśli chodzi o nasze osobiste spostrzeżenia… Bo Ty jesteś z Mikołowa, a wychowałem się na muzyce chłopaków z Mikołowa i okolic, między innymi na Paktofonice, więc znam te historie i wiem jak ta kultura się u nas tworzyła, jaka była hermetyczna i ciężko było jej wyjść poza swój mały świat. Teraz ten świat jest przeogromny. Wydaje mi się, że jest to związane z pewnym cyklem, jak na przykład w modzie. To już tak się dzieje, że muzyka rockowa wraca do łask, a hip-hop też powoli się już cofa, przez trapowe twory, które zjadły własny ogon.


W: Wracając jeszcze do singla „Pałac”, już we wcześniejszym pytaniu trochę chciałem nawiązać do buntu zawartego w tej piosence. Idziecie pod prąd, co słychać w Waszej muzyce, tekście. Brzmienia, w których się poruszacie odstają od aktualnych trendów. W którym momencie swojego życia doszliście do tego, że chcecie zaskoczyć scenę czymś zupełnie świeżym, skąd pomysł na tak szeroki wachlarz dźwięków? Przejaw buntu czy…?


B: Tu cię zaskoczę. Tekst do Pałacu powstał bez związku z muzyką, słowa napisałem 6 lat temu i tak po prostu leżały. Dopiero kiedy Amek wysłał mi instrumental to zrozumiałem, że idealnie ten tekst pasuje do tej melodii. Znowu to powiem, nie jest to cel sam w sobie, my z tym płyniemy, a ludzie tacy jak ty ubierają to w pewien gatunek i to, że widzimy się z tobą, gościem, który jest związany z hiphopową kulturą, świadczy o tym, że materiał skręcił w tę stronę… i służy tej grupie ludzi, a jak będzie służył też innym to super.


A: Z mojej strony to wygląda tak, że mocno wpływa na mnie to, czego aktualnie słucham. Ostatnio katuje mocno Massive Atack, przez co pewnie nadchodzące numery będą w podobnym sznycie. Dużo słucham elektronicznych, ale spokojnych rzeczy, a to zdecydowanie robi swoje…


B: Co od razu działa na mnie, bo w momencie, w którym dostaję od Amka taki bodziec, to wiadomo, że mój mózg też leci w tę stronę.


W: Na Waszych obu płytach ciężko nie zwrócić uwagi na brak featów. Jakiś konkretny powód, jak podchodzicie do tematu featów?


A: Jeśli chodzi o featy, to jest ciekawe… Często ludzie pytają się o to. Nie chcemy robić nic na siłę. Nie jestem zwolennikiem tego, by dzwonić do obcych mi ludzi i umawiać się na feat. Gdybyśmy byli razem na imprezie, wpadli na pomysł na piosenkę, zanim ona zaczęła powstawać to okej, ale na razie nie nadarzyła się taka okazja. Nie chcemy robić tego na siłę, żeby feat podbił nam lajki czy coś… Nigdy nie było nam to po drodze.


B: Bardzo fajnie odpowiedział Amek. Nie czujemy się w obowiązku robienia tych featów, wcale nas to nie kręci… Mamy swoją drogę, swój plan. Zobaczymy co przyniesie życie, bo być może za rok to się zmieni. Ale na teraz? Nie odnajduję się w tym i widzę dużą ściemą w niektórych kolaboracjach.


W: Ekstra, bardzo przemyślana odpowiedź. Dziękują Wam bardzo za tę rozmowę i życzę wszystkiego najlepszego w dalszej karierze.


A i B: Dzięki wielkie!

fot. materiały prasowe

Amadeusz Krebs i Bartek Caboń to dwójka artystów z dużym doświadczeniem, którzy współtworzą CUKIER. Ich nieszablonowe podejście do muzyki może zawrócić w głowie niejednemu słuchaczowi, a szczególnie temu, który z otwartą głową szuka nowości. Jak sami o sobie piszą; „Muzyka Amka Krebsa i teksty Bartka Cabonia to oddzielna elektroniczno-rapowa planeta. Trudno znaleźć jakiekolwiek odniesienie ich twórczości zarówno w sferze muzycznej, jak i tekstowej, a brzmienie, które reprezentują, jest zaskakujące, nieoczywiste i nie daje się zaszufladkować”. Udało nam się porozmawiać z Amadeuszem oraz Bartoszem, by przybliżyć wam czym tak naprawdę jest CUKIER.

ZOBACZ TAKŻE WYWIAD: SZCZYL: „WEJŚCIE W TĘ BRANŻĘ JEST BRUTALNE I UCZY ŻYCIA”

Wojciech Szelc: Wielu z naszych czytelników jeszcze nie miało okazji Was poznać. Jakbyście się przedstawili takiemu czytelnikowi, czyli Waszemu potencjalnemu słuchaczowi. Kim tak naprawdę jest Amadeusz Krebs, Bartek Caboń, czym jest Cukier? Pytam, bo ciężko zamknąć Was w pewnych ramach gatunkowych.


Amadeusz Krebs: Myślę, że najprościej zamknąć CUKIER w ramach: „Amek to muzyka, Bartek to tekst”. Amek i Bartek to CUKIER, a CUKIER jest dla wszystkich, którzy mają otwartą głowę.


W: Fajnie, że wspominasz o tej otwartej głowie, bo ciężko podejść do Waszej muzyki z zamkniętą głową, bo z takim podejściem niełatwo cokolwiek z Waszej twórczości zrozumieć, bo Wasz „gatunkowy miszmasz” może rzeczywiście wprowadzić słuchacza w konsternacje. Jak podchodzicie do tego, co gracie, jak odnajdujecie się w tym stylu? Jest to dalej poszukiwanie swojego brzmienia czy to właśnie Wy definiujecie zupełnie inną ścieżkę i czujecie się pewnie w tym gatunkowym mixie?


Bartek Caboń: Zacząłeś to pytanie od czegoś bardzo ciekawego. Powiedziałeś, że ktoś z zamkniętą głową będzie miał problem, żeby cokolwiek z naszej muzyki zrozumieć. Powiedz mi, gdzie najbardziej Ty czułeś problem ze zrozumieniem czegoś?


W: (śmiech) Wiesz co, wydaję mi się, że nie chodzi tutaj o takie rozumowanie zero-jedynkowe, a bardziej odnalezienie się słuchacza w całokształcie Waszej twórczości.


B: Masz na myśli, że słuchacz musi wiedzieć czy to jest rap, czy to jest rock, czy to jest reggae, a to jeszcze coś innego…?


W: Możemy przyjąć taki punkt widzenia. Jak się w tym odnajdujecie?


A: Nie mamy takiej potrzeby odnajdywać się w tym. Łączenie różnych gatunków nie jest robione przez nas z taką „super premedytacją”, że każda piosenka jest inna. Nie jest to nasz cel, to samo z nas wyłazi. Słuchamy różnych gatunków muzycznych i inspirujemy się nimi. Ja sam jestem z wykształcenia jazzowym perkusistą, lubię imprezy techno, a od dzieciństwa słucham metalu. To samo z nas wychodzi, więc to nie jest tak, że dalej szukamy swojej drogi. Robimy różne rzeczy, robimy coś co jest fajne – po prostu. Nie musi to być przypisane do konkretnego gatunku.


B: Przekaz i sama historia, która może być zawarta w tekście jest dobrem nadrzędnym, to w co Ty chcesz to ubrać. W dzisiejszych czasach sztuka jest czymś eklektycznym, ludzie zakładają trampki do garnituru, ubraniem codziennym staje się dres, w którym możesz przyjść do pracy i nie jest to nic złego. Muzyka nie może odstawać od reszty podobnych sztuk, one się muszą mieszać ze sobą. Zwróć uwagę na wszechogarniający rap, który jest spoiwem innych gatunków. Ciężko jest w tym momencie sztukę klasyfikować na konkretne rzeczy, skoro to wszystko przenika się przez siebie. Mamy zespół Maneskin, który jest zespołem rockowym, cała ich otoczka jest rockowa, a coverują numer „Beggin’”, który jest zupełnie z innej parafii. To wszystko się ze sobą miesza. CUKIER pod tym kątem wcale nie jest czymś aż tak bardzo odstającym, tylko jest zrobiony na naszym polskim poletku, gdzie ludzie bardzo chcą mieć przed oczami tę półkę w Empiku, w którym wszystko jest posegregowane i wiesz, gdzie co stoi.


W: Okej, to opowiedzcie mi trochę o tym skąd wzięła się nazwa CUKIER, i pokładam wszelkie nadzieje, że nie jest trafne skojarzenie z dosyć popularną, białą substancją, uwielbianą i romantyzowaną przez wielu artystów. Jak to jest z Waszą nazwą?


A: *śmiech* Wiesz co… Nazwa jest dosyć cyniczna i sarkastyczna, ponieważ nasza muzyka wcale nie jest słodka. Gdyby miała mieć cokolwiek wspólnego z jakąkolwiek substancją, to chyba byłby to pieprz albo sól. Chcieliśmy się nazwać trochę przewrotnie, stąd CUKIER.


B: Sama faktura CUKRU jest czymś chropowatym, mimo słodkiego smaku, więc ma w sobie pewne sprzeczności.


W: Dobrze, że wspomniałeś o tych sprzecznościach, ponieważ tworząc muzykę jako duet, spoglądając na ten mix gatunkowy… Czy czujecie się dobrze w tym co robicie, czy macie takie poczucie, że Wy się zgrywacie? Czy CUKIER jest taką formacją, że czujecie to brzmienie, idealnie się dogadujecie, czy jednak występują pewne zgrzyty na linii porozumienia i tego, jak Wy widzicie CUKIER jako zespół?


A: Tak jak w małżeństwie, zawsze występują różnice zdań, ale im dłużej współpracujemy ze sobą, tym bardziej siebie znamy i wiemy czego każdy z nas oczekuje. Wydaję mi się, że na początku więcej się kłóciliśmy. Różne są sytuacje, różne można też mieć poglądy na temat piosenek, ale finalnie i tak wygrywa muzyka, a o to nam chodzi.


B: Dokładnie tak jak Amek wspomniał. Każda różnica zdań ma sens, jeżeli dobrem nadrzędnym jest fajna piosenka. Różnice zdań są super, bo one tworzą dodatkowe kolory, nauczyliśmy się tego.


W: Wasz najnowszy singiel „Pałac”, jak sami piszecie; jest to piosenka o pewnej podróży, w znaczeniu dosłownym dla Bartka. Zainteresował mnie motyw podróży i Warszawy, bo o samej stolicy wspominaliście bezpośrednio już na pierwszym longplayu, jako o miejscu, które potrafi złamać człowieka. Macie takie wrażenie, że ten szczurzy pęd wyniszcza to, co ludzkie?


B: Do Warszawy trafiłem w związku z pracą jak pewnie większość ludzi. Siłą rzeczy musiałem trafić tutaj i bardzo mi tutaj brakuje włóczenia się. Mieszkam tutaj 12 lat, a nie znam właściwie żadnego klubu, bo nigdzie nie wychodzę. Rzeczywiście, jest to dosyć specyficzne miejsce, w którym można spędzić wiele czasu i nadal mało o nim wiedzieć.


A: Dla mnie Warszawa jest jedną wielką zbieraniną ludzi, którzy tutaj przyjechali, mieszkają, pracują. Mam wrażenie, że w Polsce jest wszystko skupione w Warszawie. Tutaj jest centrum polskiego wszechświata, chociaż osobiście nie zgadzam się by było to super… I niekoniecznie jestem fanem szczurzego pędu, dlatego, gdy wyjeżdżamy do mniejszych miast to mam poczucie ulgi. Tam ludzie są milsi, nikt nie zapier***a, nie ma paniki w korkach, nikt na siebie nie trąbi – jest normalniej i bardzo mi tego brakuje.

W: No właśnie, bo Wy nie ukrywacie wcale tego, że Warszawa nie jest celem podróży zawartej w samym singlu… Więc co właściwie jest celem? Czy Wasza muzyka jako podróż pcha Was do przodu, ku nieznanemu celowi, czy Wy wyobrażacie sobie to, czym ten cel może być?


B: To jest fajne pytanie, bo my cały czas odnajdujemy się w sytuacjach, które nas zaskakują i wymagają od nas innego zachowania. Cały czas musimy się odnajdować w nowych warunkach, dlatego traktujemy wszystko jako przystanki, a nie cele. Oczywiście swoje cele mamy, często o tym rozmawiamy, ale to tylko plany.


A: Ja zawsze wizualizuję sobie granie na stadionach… Bez znaczenia, gdzie będziemy mieszkać, to na stadionie będę szczęśliwy.


W: Jasne. Przechodząc do następnego pytania. Wiem, że męczę Was tym miszmaszem gatunkowym, ale jest to rzecz, która najbardziej mnie intryguje w Waszej twórczości, ale też nie da się uciec od tego, że łatka hiphopowa została Wam przyklejona, a być może sami ją wykreowaliście. Wspomnieliście o dużych stadionach, a hip-hop jest muzyką, która została wyniesiona na stadiony. Jak to wygląda z Waszej perspektywy, macie wrażenie, że ten bum na hip-hop zabił samą kulturę i muzykę? Czy daję pole do popisu tym, którzy nigdy nie myśleli, że zwiążą się z hip-hopem, a ta popularyzacja dobrze zrobiła samemu gatunkowi? Czujecie się hiphopowi?


A: Tacy z nas hiphopowcy, jak metalowcy czy jazzmani. Gdybym miał nas zaszufladkować, to zrobiłbym to w kontekście poglądów społeczno-politycznych, bo jest to rzecz, w której możesz opowiedzieć się za pewną stroną. A muzycznie? Nie wiem… Ja się czuję melomanem, bez znaczenia, o jaki gatunek chodzi. Jeśli chodzi o hip-hop, to myślę, że super jest to co się dzieje, bo ten gatunek ewoluuje. Dla mnie to jest ekstra. Dużo kawałków hiphopowych nie jest tworzonych już na bitach w podobnym tempie, tylko zaczyna się kombinować z innymi bitami – to jest super! Mnie to się bardzo podoba.


B: Taka tradycja i oldschoolowość też nie występuje już w takim wymiarze jak kiedyś. Zdecydowanie niektórzy trueschoolowcy narzekają na to. Wydaję mi się, że hip-hop przestał być gatunkiem, a stał się środkiem wyrazu. Producenci ze Szwecji czy ze Stanów, którzy nie są związani bezpośrednio z tą kulturą, siadają do kawałka i chcą wrzucić zwrotkę rapową do swojego utworu, więc zdecydowanie jest środkiem wyrazu. Jeśli chodzi o nasze osobiste spostrzeżenia… Bo Ty jesteś z Mikołowa, a wychowałem się na muzyce chłopaków z Mikołowa i okolic, między innymi na Paktofonice, więc znam te historie i wiem jak ta kultura się u nas tworzyła, jaka była hermetyczna i ciężko było jej wyjść poza swój mały świat. Teraz ten świat jest przeogromny. Wydaje mi się, że jest to związane z pewnym cyklem, jak na przykład w modzie. To już tak się dzieje, że muzyka rockowa wraca do łask, a hip-hop też powoli się już cofa, przez trapowe twory, które zjadły własny ogon.


W: Wracając jeszcze do singla „Pałac”, już we wcześniejszym pytaniu trochę chciałem nawiązać do buntu zawartego w tej piosence. Idziecie pod prąd, co słychać w Waszej muzyce, tekście. Brzmienia, w których się poruszacie odstają od aktualnych trendów. W którym momencie swojego życia doszliście do tego, że chcecie zaskoczyć scenę czymś zupełnie świeżym, skąd pomysł na tak szeroki wachlarz dźwięków? Przejaw buntu czy…?


B: Tu cię zaskoczę. Tekst do Pałacu powstał bez związku z muzyką, słowa napisałem 6 lat temu i tak po prostu leżały. Dopiero kiedy Amek wysłał mi instrumental to zrozumiałem, że idealnie ten tekst pasuje do tej melodii. Znowu to powiem, nie jest to cel sam w sobie, my z tym płyniemy, a ludzie tacy jak ty ubierają to w pewien gatunek i to, że widzimy się z tobą, gościem, który jest związany z hiphopową kulturą, świadczy o tym, że materiał skręcił w tę stronę… i służy tej grupie ludzi, a jak będzie służył też innym to super.


A: Z mojej strony to wygląda tak, że mocno wpływa na mnie to, czego aktualnie słucham. Ostatnio katuje mocno Massive Atack, przez co pewnie nadchodzące numery będą w podobnym sznycie. Dużo słucham elektronicznych, ale spokojnych rzeczy, a to zdecydowanie robi swoje…


B: Co od razu działa na mnie, bo w momencie, w którym dostaję od Amka taki bodziec, to wiadomo, że mój mózg też leci w tę stronę.


W: Na Waszych obu płytach ciężko nie zwrócić uwagi na brak featów. Jakiś konkretny powód, jak podchodzicie do tematu featów?


A: Jeśli chodzi o featy, to jest ciekawe… Często ludzie pytają się o to. Nie chcemy robić nic na siłę. Nie jestem zwolennikiem tego, by dzwonić do obcych mi ludzi i umawiać się na feat. Gdybyśmy byli razem na imprezie, wpadli na pomysł na piosenkę, zanim ona zaczęła powstawać to okej, ale na razie nie nadarzyła się taka okazja. Nie chcemy robić tego na siłę, żeby feat podbił nam lajki czy coś… Nigdy nie było nam to po drodze.


B: Bardzo fajnie odpowiedział Amek. Nie czujemy się w obowiązku robienia tych featów, wcale nas to nie kręci… Mamy swoją drogę, swój plan. Zobaczymy co przyniesie życie, bo być może za rok to się zmieni. Ale na teraz? Nie odnajduję się w tym i widzę dużą ściemą w niektórych kolaboracjach.


W: Ekstra, bardzo przemyślana odpowiedź. Dziękują Wam bardzo za tę rozmowę i życzę wszystkiego najlepszego w dalszej karierze.


A i B: Dzięki wielkie!

fot. materiały prasowe

Ciekawe tematy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy