Rap Powyżej Klasycznych Schematów [#36]: Lil Ugly Mane

Witam. Pierwotnie miał tu być ultra dobrze znany Tyler, the Creator – ale przypomniałem sobie o dość ważnej dla mnie postaci której jakimś cudem nie uwzględniłem w serii. Czas zatem zanurkować w odmętach smutku, złości, ironii (okazjonalnej), szaleństwa i eksperymentów. Nie będzie to najłatwiejszy felieton do zrealizowania, ponieważ jego bohater chyba nawet bardziej niż Billy Woods ma manię ukrywania się i bycia wycofanym ze sceny. Chociaż ostatnio jest kompletnie nieaktywny, to istnieje spore prawdopodobieństwo że cały czas tworzy i wrzuca rzeczy w internet pod losowymi ksywkami zbierając całe 0 wyświetleń, to jest totalnie w jego stylu. W każdym razie wycisnę ile się będzie dało. Nie będę się w tym tekście za bardzo skupiał na rzeczach które robi poza rapem, ale tak tylko o tym wspomnę – jest to muzyka momentami ultra ciężka, normalni ludzie nawet by nie nazywali niektórych jego „kolaży dźwiękowych” muzyką. Szczególnie tych w okolicach harsh noisu. Ale to już pozostawiam wam do zgłębienia.

Travis Miller urodził się w 1984 w Richmond i jest związany z tym miastem po dziś dzień, co przewija się w różnych tekstach. Zaczął robić muzykę w okolicach 15 roku życia i od samego początku przewijały się tam różne motywy które wyniósł z wychowywania się na raperach z Memphis, czyli mieszanka gangsterki z satanizmem. Na polu hip-hopowym funkcjonował pod pseudonimami: Yung Gus, Spook Lo, Shawn Kemp, Bedwetter, oraz Lil Ugly Mane. O jego życiu prywatnym nie wiadomo właściwie nic, szczególnie gdy w tekstach fikcja miesza się z rzeczywistością non-stop i we wszystkie strony. To najstarsze co można od niego znaleźć w internecie – pierwsze próby rapowania przy okazji grupy The Legacy z 2007.

Potem za wiele nie wydawał, doskonaląc umiejętności producenckie oraz wokalne. W 2010 dołączył podobno do grupy która nazywała się Chocolate Milk Collective, ale powodzenia żeby znaleźć o nich cokolwiek. W 2011 wydał pierwsze oficjalne podziemne solo o wdzięcznej nazwie Playaz Circle: Pre Meditation (The First Prophecy) Preview Mixtape (Real Murder Posse Underground Version), aby rok później uderzyć z prawdziwą bombą która jest do dziś jego najbardziej znanym dziełem i myślę że tylko dzięki sukcesowi tego w ogóle ludzie wiedzą o istnieniu Travisa, czyli Mista Thug Isolation:

W 2013 po osiągnięciu dużo więcej jako raper niż się kiedykolwiek spodziewał – postanowił powtórzyć sukces jako producent, wydając pierwsze dwie z trzech części serii o nazwie Three Sided Tape (trzecia wyszła w 2015). Z odrzutami, bitami, wersjami beta niektórych numerów i tak dalej, z ultra-obszernego przedziału czasowego 1999-2012. Myślałem o wyborze jakiegoś konkretnego bitu/tracku, ale chyba żaden nie oddaje tego bardzo zróżnicowanego klimatu. To po prostu trzeba odsłuchać w całości część po części (łącznie trwają 4h10m i są przelotem przez piękne oraz straszne rzeczy)

W 2015 pojawiło się jak na ten moment jego ostatnie LP wydane pod ksywą LUM – Oblivion Access. Dużo bardziej eksperymentalne niż legendarne Mista Thug Isolation, na co mogły wskazywać dwie EPki/dwa single z 2013 o nazwach On Doing An Evil Deed Blues oraz Uneven Compromise. Moim faworytem z tej płyty jest numer który wrzucam poniżej. Poza dość śmiesznym pierwszym wersem pierwszej zwrotki – cudo pod każdym kątem. To jest prawie definicja brzmienia które uwielbiam w rapie.

Na ten moment jego ostatnim pełnym wydanym projektem jest Bedwetter – Volume 1: Flick Your Tongue Against Your Teeth And Describe The Present. Niesamowita rzecz. Bardzo bolesna, ciężka do słuchania szczególnie po analizie tekstów, ale odpalenie tego na nocnym spacerze w deszczu jest tak satysfakcjonujące że aż ciężko to opisać. Jeśli przechodzicie kryzys i emocjonalnie jesteście na dnie – to powinno być na waszej pętli. Chyba nigdy nie spotkałem się z tak konkretnym rozliczaniem swojej przeszłości jak tu. Pod koniec 2020 zapowiedział na swoim Instagramie że nadchodzi coś nowego (przy okazji wydając winyl Bedwettera), więc pozostaje tylko trzymać kciuki.

Podsumowanie: Lil Ugly Mane jest jak graffiti dotyczące życia gangsterskiego z jakimś wplecionym 666 w rogu – pozostawione bez żadnego podpisu ani taga, na murze który stopniowo niszczy całą pracę. Na murze który codziennie mijają narkomani, matki z dziećmi, mordercy, policjanci, etc. Myślę że prawdziwe docenienie jego twórczości nastąpi dopiero po śmierci. Są lata gdy nie wydaje nic, a są lata gdy wychodzi od niego ponad 2 godziny materiału. Myślę że gdyby nie liczyć koncertów i wywiadów to ilość jego zdjęć w internecie można policzyć do 20 max.

Felietony

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Felietony