Przeoczone/Zapomniane Perły [#7]: The Skull Eclipses – The Skull Eclipses (2018)

Witam. Dziś kilka słów o projekcie, który brzmieniowo jest tak oryginalny i niepowtarzalny – że nie da się go pomylić z czymś innym.

Jest to duet raper/producent, czyli Lushlife/Botany. Ten pierwszy pojawił się na scenie w 2006 roku, a peak jakości w płytach solowych osiągnął gdzieś między Plateau Vision z 2012 a Ritualize z 2016. Względnie charakterystyczny wokal, ciekawe szybkie flow, kilka cennych obserwacji zawartych w wersach. Jego najnowszą rzeczą jest Redamancy EP z ubiegłego roku, które było całkiem niezłe (numer z Willem Brooksem znanym jako MC Dälek to oczywiście hit, jak możecie się domyślać po moich gustach). Na bitach za to Botany znany także jako Spencer Stephenson i Abacus.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#6]: KIDD & FACZYŃSKI – PANSOFIA (2004)

Pojawił się na scenie w 2010 roku, a jego dwoma najlepszymi albumami według gawiedzi są Deepak Verbera z 2016 i End the Summertime F(or)ever z 2020. Obaj twórcy self-titled Skull Eclipses znajdują się na głębokim drugim/trzecim planie pejzażu zwanego „amerykańskie podziemie”, a niesłusznie. Chociaż po części ze swojej winy – w sensie z winy zerowej promocji, wychodząc z założenia że dobra muzyka sama się obroni. Szanuję podejście, sam tak czasem uważam, lecz na dłuższą metę przypomina to strzelanie sobie w stopę podczas prób zbudowania przysłowiowego spiżowego pomnika (nawet jeśli symbolicznego, na miarę undergroundu).

Przechodząc do samej płyty: znajomy kiedyś mi powiedział, że kojarzy mu się to trochę z Earlem Sweatshirtem z I Don’t Like Shit I Don’t Go Outside – tylko z wyższym BPM podkładów i z żywszym flow. Jest to materiał abstrakcyjny (jak już mogliście się domyślić), wystarczy spojrzeć na nazwy niektórych utworów, np. Yearn Infinite albo Spacecrafts in Rajasthan. Ilość zapiętych wtyczek tworzących atmosferę nie do powtórzenia sprawia, iż dużo więcej się dzieje i zauważalnie ciężej okiełznać tak specyficzne podkłady. Już na pierwszy rzut ucha wymagają bardziej utalentowanego MC, na szczęście Lushlife ani razu w nich nie tonie i zawsze udaje mu się pozostać na metaforycznej powierzchni.

Mamy tu do czynienia z poetycką głębią kilka razy, lecz jest dostarczana w tak luźny/elastyczny sposób, że w ogóle nie męczy i jak ktoś nie jest fanatykiem analizowania tekstów na Geniusie – może bez problemu czeprać przyjemność ze słuchania Zaćmień Czaszki w tle. Jednym z moich ulubionych wersów jest prztyczek w nos wymierzony przez Open Mike Eagle’a, brzmiący „wonder which republicans know what a republic is”. Na tym zakończę, nie chcę wam psuć całej zabawy z odkrywania zawartości tego jednorazowego doświadczenia jakim jest Skull Eclipses.

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ NASZ WYWIAD: MUZYCZNY CZŁOWIEK ORKIESTRA WYDAJE PERFEKCYJNIE DOPRACOWANY KRĄŻEK. WYWIAD Z MARO, KTÓRY WSZYSTKO ROBI SAM

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. materiały prasowe

Witam. Dziś kilka słów o projekcie, który brzmieniowo jest tak oryginalny i niepowtarzalny – że nie da się go pomylić z czymś innym.

Jest to duet raper/producent, czyli Lushlife/Botany. Ten pierwszy pojawił się na scenie w 2006 roku, a peak jakości w płytach solowych osiągnął gdzieś między Plateau Vision z 2012 a Ritualize z 2016. Względnie charakterystyczny wokal, ciekawe szybkie flow, kilka cennych obserwacji zawartych w wersach. Jego najnowszą rzeczą jest Redamancy EP z ubiegłego roku, które było całkiem niezłe (numer z Willem Brooksem znanym jako MC Dälek to oczywiście hit, jak możecie się domyślać po moich gustach). Na bitach za to Botany znany także jako Spencer Stephenson i Abacus.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#6]: KIDD & FACZYŃSKI – PANSOFIA (2004)

Pojawił się na scenie w 2010 roku, a jego dwoma najlepszymi albumami według gawiedzi są Deepak Verbera z 2016 i End the Summertime F(or)ever z 2020. Obaj twórcy self-titled Skull Eclipses znajdują się na głębokim drugim/trzecim planie pejzażu zwanego „amerykańskie podziemie”, a niesłusznie. Chociaż po części ze swojej winy – w sensie z winy zerowej promocji, wychodząc z założenia że dobra muzyka sama się obroni. Szanuję podejście, sam tak czasem uważam, lecz na dłuższą metę przypomina to strzelanie sobie w stopę podczas prób zbudowania przysłowiowego spiżowego pomnika (nawet jeśli symbolicznego, na miarę undergroundu).

Przechodząc do samej płyty: znajomy kiedyś mi powiedział, że kojarzy mu się to trochę z Earlem Sweatshirtem z I Don’t Like Shit I Don’t Go Outside – tylko z wyższym BPM podkładów i z żywszym flow. Jest to materiał abstrakcyjny (jak już mogliście się domyślić), wystarczy spojrzeć na nazwy niektórych utworów, np. Yearn Infinite albo Spacecrafts in Rajasthan. Ilość zapiętych wtyczek tworzących atmosferę nie do powtórzenia sprawia, iż dużo więcej się dzieje i zauważalnie ciężej okiełznać tak specyficzne podkłady. Już na pierwszy rzut ucha wymagają bardziej utalentowanego MC, na szczęście Lushlife ani razu w nich nie tonie i zawsze udaje mu się pozostać na metaforycznej powierzchni.

Mamy tu do czynienia z poetycką głębią kilka razy, lecz jest dostarczana w tak luźny/elastyczny sposób, że w ogóle nie męczy i jak ktoś nie jest fanatykiem analizowania tekstów na Geniusie – może bez problemu czeprać przyjemność ze słuchania Zaćmień Czaszki w tle. Jednym z moich ulubionych wersów jest prztyczek w nos wymierzony przez Open Mike Eagle’a, brzmiący „wonder which republicans know what a republic is”. Na tym zakończę, nie chcę wam psuć całej zabawy z odkrywania zawartości tego jednorazowego doświadczenia jakim jest Skull Eclipses.

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ NASZ WYWIAD: MUZYCZNY CZŁOWIEK ORKIESTRA WYDAJE PERFEKCYJNIE DOPRACOWANY KRĄŻEK. WYWIAD Z MARO, KTÓRY WSZYSTKO ROBI SAM

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. materiały prasowe

Ciekawe tematy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy