Przeoczone/Zapomniane Perły [#5]: Quasimoto – The Unseen (2000)

Zapraszam na krótkie przybliżenie sylwetki Madliba, oraz jednego z dwóch rapowanych albumów które zrobił w swojej karierze.

ZOBACZ TAKŻE: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#4]: NON PHIXION – THE FUTURE IS NOW (2002)

Otis Jackson Jr. jest jednym z najważniejszych amerykańskich beatmakerów – chociaż moda na jego brzmienie skończyła się jakoś w momencie narodzin mainstreamowego trapu. Do najważniejszych wyprodukowanych przez niego rzeczy trzeba zaliczyć Madvillainy (duet z MF DOOMem, jedna z tych obowiązkowych płyt wśród przesłuchanych), przepiękne solowe instrumentalne Shades of Blue które jest świętym graalem jazz-hopu i cieszy się szacunkiem także wśród fanów jazzu będących anty-rap, album Champion Sound jako Jaylib (duet z J Dillą, rest in peace), oraz ogólną twórczość od 2014 do dziś z Freddie Gibbsem.

Do tego w latach 2005-2010 wydał masę ciekawych bitów na całej serii płyt pod pseudonimem Beat Konducta. Osobiście najbardziej polecam Vol. 3-4: Beat Konducta In India. Również z Talibem Kwalim trochę jointów usmażyli, ale to już bardziej dla fanatyków klimatu Stones Throw Records. Ciekawostka: jego młodszym bratem jest raper i producent OhNo, solidny podziemny zawodnik, polecam się zapoznać z dyskografią.

Pewnego dnia w roku 2000 Madlib postanowił zażyć grzyby (te inne niż normalne) i utrzymując stan „lotu” przez około 7 dni – stworzył The Unseen. Jest to drugi album jaki w życiu oficjalnie wydał, pierwszym jest przyjemne Soundpieces: Da Antidote (1999) stworzone we współpracy z Wildchildem i DJ Romesem jako Lootpack (chociaż pierwsze bity rzucał grupie Tha Alkaholiks już w 1993 roku, jeśli lubicie breakdance tzw. b-boying, to mogło się wam obić o uszy kilka razy razem z grupą The Beatnuts w podobnych rytmach track po tracku).

Na starcie od razu powiem, że nie jestem aż takim fanem tej surrealistycznej, humorystycznej i lo-fi przygody – aby wracać do niej regularnie, lecz na półce posiadam fizyczną kopię. Po pierwszym odsłuchu rzuciłem w kąt i wróciłem dopiero jakieś 2/3 lata później, a wszystko to za sprawą wokalu na który nałożony jest lekki pitch w górę (ewentualnie był zażywany hel z balonów?). Wielu przekreśliło zbiór zwariowanych historii pod piękne bity tylko za sprawą wokalu.

Charakterystycznym elementem jest niewielka długość numerów. Jednocześnie mamy zwyczajny czas trwania LP, ponieważ tracklista wskazuje liczbę 24. Patent ten wprowadziło pierwszy raz w życie Slum Village w 1996/97, ale to Madlib doprowadził do perfekcji utwory o długości poniżej 2:30. Peak techniki nadającej dynamizmu (dynamiczności?) danemu albumowi, miał miejsce oczywiście na Madvillainy, ale już tutaj jest to spora zaleta. Nie jest to tak proste do dobrego wdrożenia na jakie wygląda, uwierzcie.

Tematyka w liryce jest w swoich założeniach do bólu standardowa (policja, kobiety, imprezy, trawa/dragi, rap o rapie, etc.), ale za sprawą grzybów nie ma to zupełnie nic wspólnego ze standardowymi tekstami. Jeśli nie władacie odpowiednio mocnym angielskim, to polecam wrzucić do translatora i próbować rozszyfrować. Sprawdzanie adnotacji na Geniusie w kilkunastu/kilkudziesięciu miejscach obowiązkowe.

Jeżeli chcecie większego wykładu i większych szczegółów o The Unseen, to odsyłam do BartoCuta12 znanego teraz jako Barto Katt. Chłop kocha ten projekt i się na nim wychował, bez dwóch zdań (często odbija się w jego twórczości), tak że jak go poprosicie w wiadomości prywatnej o wykład, to bez problemu coś wam opowie – czego ja nie jestem w stanie dostrzec z powierzchni. W 2005 powstał sequel przygód Quasa o nazwie The Further Adventures of Lord Quas który był trochę gorszy od tej tu perły, ale jeśli pokochaliście The Unseen to warto sprawdzić i dorzucić ze dwa/trzy najlepsze numery do swoich playlist.

Ulubiona gościnna zwrotka: Zastanawiałem się nad Wildchildem w Discipline 99 Pt. 1, ale po odświeżeniu płyty jednak M.E.D. na 24-7. Poza tym jest jeszcze niejaki Mr. Herb w Discipline 99 Pt. 0, ale to nic specjalnego. Raczej całość krąży tylko wokół Madliba i jego alter-ego napędzanego licznymi substancjami odurzającymi. Pozytywny narkotyczny odjazd, tak bym podsumował.

Ulubione utwory: Microphone Mathematics, Low Class Conspiracy, Astro Travellin’

ZOBACZ TAKŻE NASZ WYWIAD: MEEK, OH WHY?: „WCHŁANIANIE SIĘ W LOKALNE KÓŁKA ADORACJI MNIE NIGDY NIE KRĘCIŁO” – WYWIAD

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. cover albumu

Zapraszam na krótkie przybliżenie sylwetki Madliba, oraz jednego z dwóch rapowanych albumów które zrobił w swojej karierze.

ZOBACZ TAKŻE: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#4]: NON PHIXION – THE FUTURE IS NOW (2002)

Otis Jackson Jr. jest jednym z najważniejszych amerykańskich beatmakerów – chociaż moda na jego brzmienie skończyła się jakoś w momencie narodzin mainstreamowego trapu. Do najważniejszych wyprodukowanych przez niego rzeczy trzeba zaliczyć Madvillainy (duet z MF DOOMem, jedna z tych obowiązkowych płyt wśród przesłuchanych), przepiękne solowe instrumentalne Shades of Blue które jest świętym graalem jazz-hopu i cieszy się szacunkiem także wśród fanów jazzu będących anty-rap, album Champion Sound jako Jaylib (duet z J Dillą, rest in peace), oraz ogólną twórczość od 2014 do dziś z Freddie Gibbsem.

Do tego w latach 2005-2010 wydał masę ciekawych bitów na całej serii płyt pod pseudonimem Beat Konducta. Osobiście najbardziej polecam Vol. 3-4: Beat Konducta In India. Również z Talibem Kwalim trochę jointów usmażyli, ale to już bardziej dla fanatyków klimatu Stones Throw Records. Ciekawostka: jego młodszym bratem jest raper i producent OhNo, solidny podziemny zawodnik, polecam się zapoznać z dyskografią.

Pewnego dnia w roku 2000 Madlib postanowił zażyć grzyby (te inne niż normalne) i utrzymując stan „lotu” przez około 7 dni – stworzył The Unseen. Jest to drugi album jaki w życiu oficjalnie wydał, pierwszym jest przyjemne Soundpieces: Da Antidote (1999) stworzone we współpracy z Wildchildem i DJ Romesem jako Lootpack (chociaż pierwsze bity rzucał grupie Tha Alkaholiks już w 1993 roku, jeśli lubicie breakdance tzw. b-boying, to mogło się wam obić o uszy kilka razy razem z grupą The Beatnuts w podobnych rytmach track po tracku).

Na starcie od razu powiem, że nie jestem aż takim fanem tej surrealistycznej, humorystycznej i lo-fi przygody – aby wracać do niej regularnie, lecz na półce posiadam fizyczną kopię. Po pierwszym odsłuchu rzuciłem w kąt i wróciłem dopiero jakieś 2/3 lata później, a wszystko to za sprawą wokalu na który nałożony jest lekki pitch w górę (ewentualnie był zażywany hel z balonów?). Wielu przekreśliło zbiór zwariowanych historii pod piękne bity tylko za sprawą wokalu.

Charakterystycznym elementem jest niewielka długość numerów. Jednocześnie mamy zwyczajny czas trwania LP, ponieważ tracklista wskazuje liczbę 24. Patent ten wprowadziło pierwszy raz w życie Slum Village w 1996/97, ale to Madlib doprowadził do perfekcji utwory o długości poniżej 2:30. Peak techniki nadającej dynamizmu (dynamiczności?) danemu albumowi, miał miejsce oczywiście na Madvillainy, ale już tutaj jest to spora zaleta. Nie jest to tak proste do dobrego wdrożenia na jakie wygląda, uwierzcie.

Tematyka w liryce jest w swoich założeniach do bólu standardowa (policja, kobiety, imprezy, trawa/dragi, rap o rapie, etc.), ale za sprawą grzybów nie ma to zupełnie nic wspólnego ze standardowymi tekstami. Jeśli nie władacie odpowiednio mocnym angielskim, to polecam wrzucić do translatora i próbować rozszyfrować. Sprawdzanie adnotacji na Geniusie w kilkunastu/kilkudziesięciu miejscach obowiązkowe.

Jeżeli chcecie większego wykładu i większych szczegółów o The Unseen, to odsyłam do BartoCuta12 znanego teraz jako Barto Katt. Chłop kocha ten projekt i się na nim wychował, bez dwóch zdań (często odbija się w jego twórczości), tak że jak go poprosicie w wiadomości prywatnej o wykład, to bez problemu coś wam opowie – czego ja nie jestem w stanie dostrzec z powierzchni. W 2005 powstał sequel przygód Quasa o nazwie The Further Adventures of Lord Quas który był trochę gorszy od tej tu perły, ale jeśli pokochaliście The Unseen to warto sprawdzić i dorzucić ze dwa/trzy najlepsze numery do swoich playlist.

Ulubiona gościnna zwrotka: Zastanawiałem się nad Wildchildem w Discipline 99 Pt. 1, ale po odświeżeniu płyty jednak M.E.D. na 24-7. Poza tym jest jeszcze niejaki Mr. Herb w Discipline 99 Pt. 0, ale to nic specjalnego. Raczej całość krąży tylko wokół Madliba i jego alter-ego napędzanego licznymi substancjami odurzającymi. Pozytywny narkotyczny odjazd, tak bym podsumował.

Ulubione utwory: Microphone Mathematics, Low Class Conspiracy, Astro Travellin’

ZOBACZ TAKŻE NASZ WYWIAD: MEEK, OH WHY?: „WCHŁANIANIE SIĘ W LOKALNE KÓŁKA ADORACJI MNIE NIGDY NIE KRĘCIŁO” – WYWIAD

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. cover albumu

Ciekawe tematy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy