Przeoczone/Zapomniane Perły [#20]: The Roots – Phrenology (2002)

Nie przegap

Zapraszam na jazz. Część czytelników starszej daty może się zdziwić, że na łamach serii, w której zajmuję się nierzadko płytami oscylującymi wokół maksymalnie 5000 wyświetleń – pojawia się The Roots. A wynika to z praktycznie tego samego powodu, co GZA w #1. Ostatni album tej „korzennej” grupy pojawił się w 2014 roku i przeszedł z zauważalnie mniejszym echem niż poprzednie dwa z 2011 i 2010. Więc można powiedzieć, że od blisko dekady są stopniowo spychani coraz niżej w zbiorowej świadomości słuchaczy (jak nie wydajesz płyty przynajmniej raz na dwa lata, to ludzie lubią szybko zapominać).

ZOBACZ TAKŻE: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#19]: LIVING LEGENDS -CLASSIC (2005)

Black Thought zajął się solowym nawijaniem, już bez całej orkiestry za plecami (trylogia Streams Of Thought jest jednym z najjaśniejszych momentów w całej karierze pod kątem lirycznym moim zdaniem) i całkiem dobrze mu to wychodzi, Questlove częściej robi jako DJ na imprezach niż jako perkusista (gdy piszę te słowa, on próbuje znaleźć kogoś, kto mu pożyczy gramofon na melanż w Montrealu), Malik B. zmarł w 2020 roku (polecam album Unpredictable z 2015), a reszta w zdecydowanej większości zajęła się graniem w innych jazzowych zespołach jako klawiszowcy (chyba można tak to odmienić), gitarzyści czy perkusiści.

Trochę od drugiej strony uderzyłem w bio ekipy, zatem obecni (zakładając, że jeszcze cokolwiek kiedykolwiek stworzą) członkowie: Black Thought, Questlove, Kamal Gray, Kirk „Captain” Douglas, Damon „Tuba Gooding Jr.” Bryson, Ray Angry, James Poyser, Mark Kelley, Stro Elliot (dołączył po 2014 – czyli w sumie tylko na koncerty), Jeremy Ellis (dołączył po 2014), Ian Hendrickson-Smith (dołączył po 2014), Dave Guy (dołączył po 2014). Byli członkowie: Josh „Rubberband” Abrams, Malik B. (z powodu śmierci), Owen Biddle, Kid Crumbs, Dice Raw, F. Knuckles, Hub (z powodu śmierci), Ben Kenney, Martin Luther, Rahzel, Scratch, Scott Storch (dla niewtajemniczonych – to on zagrał legendarne pianino na utworze Still D.R.E.), Nikki Yeoh. W latach 1993-2014 wydali 14 albumów studyjnych, z czego trzy w kolaboracjach z takimi postaciami jak John Legend (2010), Betty Wright (2011) i Elvis Costello (2013). Do tego dwie kompilacje, dwa albumy live i dwie EPki. Dodatkowo undergroundowe Dilla Joints (2010), które ze względu na prawa autorskie zrobili własnym sumptem, a jedyne wydanie fizyczne to winyl z 2017 dostępny do kupienia z drugiej ręki za 1000$ na Discogsie.

Dla fanów J Dilli odsłuch obowiązkowy. Co bardzo interesujące, numerowanie ich tracków się nie zeruje co każdy album – tylko jest jednym ciągiem od Organix (1993) aż do …And Then You Shoot Your Cousin (2014), co sprawia, że na tej ostatniej mamy utwory ponumerowane od 171 do 181. Lista wytwórni, w których wydali więcej niż jeden album: DGC, MCA Records, Def Jam, Blue Note, Geffen Records. Ich najpopularniejszymi LPs są Do You Want More?!!!??! (1994) oraz Things Fall Apart (1999), ale postanowiłem wybrać Phrenology (2002), bo mam do niej największy sentyment.

Frenologia (w sensie ta płyta, a znaczenie tytułu to teoria z XVIII wieku, wedle której kora mózgu była podzielona na odrębne ośrodki, z których każdy zapewniał fizykalne podstawy zjawisk psychicznych. Dzisiaj uznawana za pseudonaukę) była momentem, kiedy Rootsi surfowali po całkiem wysokiej fali i dostarczali jedne ze swoich najlepszych numerów w dyskografii. Tak swoją drogą, byli jednymi z pierwszych w historii, którzy grali rap pod żywe instrumenty z całym zespołem. Jeśli mnie pamięć nie myli (także nie bierzcie tego za pewnik) to wcześniej był tylko Myka 9 (poprzednia seria, przedostatni tekst o numerze #49) w jakimś 1989-91. Warto zaznaczyć, że każdy z albumów Black Thoughta i kolegów jest nagrany w odrobinę innej stylistyce (najłatwiej je podzielić na neo-soul i jazz, ale to idzie głębiej w różne odmiany jazzu i soulu).

Instrumentalnie jest to jeden z ich najbardziej poszarpanych/chropowatych projektów, a do tego najbardziej chaotyczny, ze stylistyką zmieniającą się praktycznie co każdy utwór. Całość „miotania się” w konceptach dopełniają mocno zróżnicowane czasy trwania utworów. Względnie niedaleko siebie możemy znaleźć trwające minutę Thought @ Work oraz 10-minutowe Water. 24-sekundowe !!!!!!! (tutaj trochę punku, ała) i 7-minutowe Break You Off. Możemy zaobserwować tu spójność z okładką płyty, jak i samym pseudonaukowym konceptem, o który w niej (tej okładce) chodzi. Mam na myśli wydzielone fragmenty mózgu odpowiadające za zupełnie inne rzeczy. Coś jakby każdy track był inną częścią głowy. Jeżeli nie kupujecie tej teorii to mi przykro, bo właśnie na nią wpadłem i pasuje jak ulał. Lirycznie jest całkiem nieźle, chociaż zdarzało się mieć głównemu frontmanowi kilka bardziej wymagających od słuchacza momentów podczas kariery. Przebijają się nieco wątki społeczne i polityczne, ale w sumie ciężko, żeby nie. Nie uświadczymy tutaj za bardzo Malika B., ponieważ w tym czasie odszedł od muzyki ze względu na prywatne problemy (głównie związane z narkotykami).

Podsumowując: jak chcecie czegoś do słuchania w tle i bardziej zrównoważonego psychicznie, to jakakolwiek inna ich płyta niż ta. Jeżeli natomiast jesteście gotowi na rollercoaster dla mózgu i sprawdzenie kilku adnotacji na Geniusie – to jak najbardziej polecam. Mocny materiał z niewieloma wadami. Chociaż otwarcie miał dość słabe i ludzie byli zawiedzeni, gdyby nie The Seed 2.0 z potężnymi wyświetleniami, to by była jedna z ich najbardziej niedocenionych rzeczy.

The Roots – Phrenology (2002)

Ulubiona gościnna zwrotka: Talib Kweli na Rolling with Heat. Tak to znów mamy zdecydowaną przewagę featów śpiewanych (Cody Chesnutt, Nelly Furtado, Musiq Soulchild, Jill Scott) i jest jak ta przysłowiowa „truskawka na torcie” spoken-wordowy Amiri Baraka.

Ulubione utwory: Rock You, The Seed 2.0, Water

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ NASZ WYWIAD: MUZYCZNY CZŁOWIEK ORKIESTRA WYDAJE PERFEKCYJNIE DOPRACOWANY KRĄŻEK. WYWIAD Z MARO, KTÓRY WSZYSTKO ROBI SAM

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. okładka płyty The Roots – Phrenology (2002)

Zapraszam na jazz. Część czytelników starszej daty może się zdziwić, że na łamach serii, w której zajmuję się nierzadko płytami oscylującymi wokół maksymalnie 5000 wyświetleń – pojawia się The Roots. A wynika to z praktycznie tego samego powodu, co GZA w #1. Ostatni album tej „korzennej” grupy pojawił się w 2014 roku i przeszedł z zauważalnie mniejszym echem niż poprzednie dwa z 2011 i 2010. Więc można powiedzieć, że od blisko dekady są stopniowo spychani coraz niżej w zbiorowej świadomości słuchaczy (jak nie wydajesz płyty przynajmniej raz na dwa lata, to ludzie lubią szybko zapominać).

ZOBACZ TAKŻE: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#19]: LIVING LEGENDS -CLASSIC (2005)

Black Thought zajął się solowym nawijaniem, już bez całej orkiestry za plecami (trylogia Streams Of Thought jest jednym z najjaśniejszych momentów w całej karierze pod kątem lirycznym moim zdaniem) i całkiem dobrze mu to wychodzi, Questlove częściej robi jako DJ na imprezach niż jako perkusista (gdy piszę te słowa, on próbuje znaleźć kogoś, kto mu pożyczy gramofon na melanż w Montrealu), Malik B. zmarł w 2020 roku (polecam album Unpredictable z 2015), a reszta w zdecydowanej większości zajęła się graniem w innych jazzowych zespołach jako klawiszowcy (chyba można tak to odmienić), gitarzyści czy perkusiści.

Trochę od drugiej strony uderzyłem w bio ekipy, zatem obecni (zakładając, że jeszcze cokolwiek kiedykolwiek stworzą) członkowie: Black Thought, Questlove, Kamal Gray, Kirk „Captain” Douglas, Damon „Tuba Gooding Jr.” Bryson, Ray Angry, James Poyser, Mark Kelley, Stro Elliot (dołączył po 2014 – czyli w sumie tylko na koncerty), Jeremy Ellis (dołączył po 2014), Ian Hendrickson-Smith (dołączył po 2014), Dave Guy (dołączył po 2014). Byli członkowie: Josh „Rubberband” Abrams, Malik B. (z powodu śmierci), Owen Biddle, Kid Crumbs, Dice Raw, F. Knuckles, Hub (z powodu śmierci), Ben Kenney, Martin Luther, Rahzel, Scratch, Scott Storch (dla niewtajemniczonych – to on zagrał legendarne pianino na utworze Still D.R.E.), Nikki Yeoh. W latach 1993-2014 wydali 14 albumów studyjnych, z czego trzy w kolaboracjach z takimi postaciami jak John Legend (2010), Betty Wright (2011) i Elvis Costello (2013). Do tego dwie kompilacje, dwa albumy live i dwie EPki. Dodatkowo undergroundowe Dilla Joints (2010), które ze względu na prawa autorskie zrobili własnym sumptem, a jedyne wydanie fizyczne to winyl z 2017 dostępny do kupienia z drugiej ręki za 1000$ na Discogsie.

Dla fanów J Dilli odsłuch obowiązkowy. Co bardzo interesujące, numerowanie ich tracków się nie zeruje co każdy album – tylko jest jednym ciągiem od Organix (1993) aż do …And Then You Shoot Your Cousin (2014), co sprawia, że na tej ostatniej mamy utwory ponumerowane od 171 do 181. Lista wytwórni, w których wydali więcej niż jeden album: DGC, MCA Records, Def Jam, Blue Note, Geffen Records. Ich najpopularniejszymi LPs są Do You Want More?!!!??! (1994) oraz Things Fall Apart (1999), ale postanowiłem wybrać Phrenology (2002), bo mam do niej największy sentyment.

Frenologia (w sensie ta płyta, a znaczenie tytułu to teoria z XVIII wieku, wedle której kora mózgu była podzielona na odrębne ośrodki, z których każdy zapewniał fizykalne podstawy zjawisk psychicznych. Dzisiaj uznawana za pseudonaukę) była momentem, kiedy Rootsi surfowali po całkiem wysokiej fali i dostarczali jedne ze swoich najlepszych numerów w dyskografii. Tak swoją drogą, byli jednymi z pierwszych w historii, którzy grali rap pod żywe instrumenty z całym zespołem. Jeśli mnie pamięć nie myli (także nie bierzcie tego za pewnik) to wcześniej był tylko Myka 9 (poprzednia seria, przedostatni tekst o numerze #49) w jakimś 1989-91. Warto zaznaczyć, że każdy z albumów Black Thoughta i kolegów jest nagrany w odrobinę innej stylistyce (najłatwiej je podzielić na neo-soul i jazz, ale to idzie głębiej w różne odmiany jazzu i soulu).

Instrumentalnie jest to jeden z ich najbardziej poszarpanych/chropowatych projektów, a do tego najbardziej chaotyczny, ze stylistyką zmieniającą się praktycznie co każdy utwór. Całość „miotania się” w konceptach dopełniają mocno zróżnicowane czasy trwania utworów. Względnie niedaleko siebie możemy znaleźć trwające minutę Thought @ Work oraz 10-minutowe Water. 24-sekundowe !!!!!!! (tutaj trochę punku, ała) i 7-minutowe Break You Off. Możemy zaobserwować tu spójność z okładką płyty, jak i samym pseudonaukowym konceptem, o który w niej (tej okładce) chodzi. Mam na myśli wydzielone fragmenty mózgu odpowiadające za zupełnie inne rzeczy. Coś jakby każdy track był inną częścią głowy. Jeżeli nie kupujecie tej teorii to mi przykro, bo właśnie na nią wpadłem i pasuje jak ulał. Lirycznie jest całkiem nieźle, chociaż zdarzało się mieć głównemu frontmanowi kilka bardziej wymagających od słuchacza momentów podczas kariery. Przebijają się nieco wątki społeczne i polityczne, ale w sumie ciężko, żeby nie. Nie uświadczymy tutaj za bardzo Malika B., ponieważ w tym czasie odszedł od muzyki ze względu na prywatne problemy (głównie związane z narkotykami).

Podsumowując: jak chcecie czegoś do słuchania w tle i bardziej zrównoważonego psychicznie, to jakakolwiek inna ich płyta niż ta. Jeżeli natomiast jesteście gotowi na rollercoaster dla mózgu i sprawdzenie kilku adnotacji na Geniusie – to jak najbardziej polecam. Mocny materiał z niewieloma wadami. Chociaż otwarcie miał dość słabe i ludzie byli zawiedzeni, gdyby nie The Seed 2.0 z potężnymi wyświetleniami, to by była jedna z ich najbardziej niedocenionych rzeczy.

The Roots – Phrenology (2002)

Ulubiona gościnna zwrotka: Talib Kweli na Rolling with Heat. Tak to znów mamy zdecydowaną przewagę featów śpiewanych (Cody Chesnutt, Nelly Furtado, Musiq Soulchild, Jill Scott) i jest jak ta przysłowiowa „truskawka na torcie” spoken-wordowy Amiri Baraka.

Ulubione utwory: Rock You, The Seed 2.0, Water

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ NASZ WYWIAD: MUZYCZNY CZŁOWIEK ORKIESTRA WYDAJE PERFEKCYJNIE DOPRACOWANY KRĄŻEK. WYWIAD Z MARO, KTÓRY WSZYSTKO ROBI SAM

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. okładka płyty The Roots – Phrenology (2002)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy