Przeoczone/Zapomniane Perły [#2]: Coin Locker Kid – Traumnovelle (2012)

Pierwotnie miał tu być album Evidence’a z 2007 (czyli The Weatherman LP), ale to w sumie jeden z gorszych w jego dorobku, a chciałbym mówić o perłach. Dlatego, jeśli chodzi o nieoczywistego „sztosa” z jego dyskografii (przysłoniętego kurzem), to najprędzej polecam The Layover EP (2008) lub I Don’t Need Love (2010). Tymczasem pora zanurkować na główkę w odmęty eksperymentalnego podziemia. Przed państwem Traumnovelle (oraz gościnny udział kolegi z poprzedniej redakcji, fachowca w kwestiach bitów).

Nie wiem za bardzo jak to ująć w słowach, żeby oddać sens i klimat. Ale to chyba też jest istotny sygnał w próbie scharakteryzowania danego artysty. O dzisiejszym nie wiadomo praktycznie nic, dlatego pominiemy bio. Devyn Smith znany także pod pseudonimem C’est la key, podróżuje na przestrzeni każdej płyty między wieloma różnymi gatunkami i ich niszami. Na dziś omawianej są to: eksperymentalny i abstrakcyjny hip-hop, plądrofonia (coś, czym sam się zajmuję po godzinach, samplowanie większych fragmentów niż zakłada to normalne samplowanie, bez przeprowadzania procesu clearingu (czyszczenia) – łączenie ich w kolaż), spoken-word, neo psychodelia, Tape Music (prosto z analogowej taśmy) oraz Usypiający Pop (Hypnagogic).

ZOBACZ TAKŻE: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#1]: GZA/GENIUS – LIQUID SWORDS (1995)

Marcin Półtorak:

Chwila, moment, pozwolisz, że się wtrącę? Ja na sekundę tylko. Bo ta wyliczanka, choć słuszna i dość precyzyjna, nie wyczerpuje tematu. Pociągnąłbym zwłaszcza temat psychodelii – to ona jest wspólnym budulcem większości z dziesięciu kawałków składających się na „Traumnovelle”. Przy czym w wydaniu Coin Locker Kida, ta psychodelia jest miejscami chaotyczna i pewnie średnio przyjemna dla normalnego ucha. Regularnie zdarza się, że podkłady najpierw rozwijają się dość leniwie, stopniowo uwalniają melodie, po czym w krótkim czasie następuje obrót o 180 stopni – robią się niepokojące, a jeszcze chwilę później odlatują w jakieś magmy typu free jazz czy inne noise’y. Przeważnie jest to sposób na zamknięcie numeru, ale czasem takie mutacje wyrastają w połowie kawałka i wtedy już nic nie wiadomo. W czasie, w którym akurat nie jesteśmy zasypywani gradem losowych dźwięków, do naszych uszu docierają sample splądrowane z bardzo rozmaitych gatunków. Psychodeliczny rock z ’60 („Here comes everybody.”), trochę skocznego funku („Rollergrrrl.”), jazzu („The future, pt. 1.”), miejscami jungle’owe perkusje, dalekowschodnie instrumenty – właściwie każdy kawałek łapie się innych rejonów.

Chyba nawet dobrze, że wspomniana psychodelia wszystko spaja, bo bity otwierają wiele furtek jednocześnie i zapewne każdy usłyszy w nich coś innego. Niektóre kompozycje są na tyle przystępne, że gdyby pozbawić je tej chaotycznej magmy, mogłyby nawet trafić na jakiś względnie normalny album (jak orientalno-psychodeliczne „Standing in the sun.” albo wspomniane już, bujające „Rollergrrrl.”). Oczywiście musiałby wtedy na nich rapować ktoś mniej opętany niż Coin locker kid. Ten przeważnie korzysta ze spoken wordu albo wydaje z siebie histeryczne podśpiewywanie – wtedy barwę głosu ma bliską Mykki Blanco. Dobrze, porozmawialiśmy o warstwie muzycznej, a jak tu rozkminiać Coin Locker Kida jako tekściarza?

Ilość możliwych interpretacji jest ogromna, jak to na surrealistyczne teksty przystało. Mglista wulgarność w sensie stosunków oraz mizantropii miesza się z nihilizmem, a metaforyczna ciemność z dosłownym chaosem. Awangarda nastawiona na samodestrukcję. Musique concrète i klaustrofobia. Echo cichnącego krzyku o pomoc wrzucone w loop i puszczone kilkadziesiąt razy. Intro jest moim zdaniem najistotniejszym momentem albumu, o czym przekonałem się wielokrotnie – gdy po skończonym odsłuchu wybierałem za jeden z ulubionych utworów właśnie otwarcie. Nie inaczej jest w tym wypadku, gdzie pierwsze 4 minuty zawierają w sobie praktycznie całą esencję reszty materiału. Nie będę się tu zagłębiał w bardziej szczegółową analizę numer po numerze, ze który względu jest zawarty w ostatnim zdaniu przed linkiem. Nie jest to materiał dla normalnego słuchacza, próg wejścia porównałbym do polskiego duetu Tonfa. To „bycie innym od reszty” trzeba lubić, napawać się nim – aby znaleźć w rzeczach Coin Locker Kida/C’est la keya coś więcej. Ewentualnie być na mentalnym dnie, wtedy Traumnovelle będzie posłusznym kompanem w podróży przez (nomen omen) traumy.

Wszystkim pozostałym polecam traktować to jako ciekawostkę i okno pozwalające spojrzeć w umysł osoby walczącej już za linią zdrowia psychicznego, aby nie spaść w pustkę z której nie ma powrotu. Coś jedynego w swoim rodzaju. Jeżeli miałbym do czegokolwiek porównywać (pomijając inne rzeczy Devyna), to jest to skrzyżowanie, na którym spotykają się Lil Ugly Mane – Volcanic Bird Enemy and the Voiced Concern, cLOUDDEAD – cLOUDDEAD, Spiritualized – Ladies and Gentlemen We Are Floating in Space oraz Kate Tempest – The Book Of Traps And Lessons. Jeżeli ktoś po tym opisie odczuł chęć sprawdzenia omawianego materiału, to ma mój respekt. Jak się spodoba i znacie angielski przynajmniej na poziomie B1, to obowiązkowo należy sprawdzić również C’est la key – Superflat (2017). Każde kolejne zdanie będzie zbędne, to po prostu trzeba poczuć i zinterpretować samemu – bardzo spójna całość została tu wyrzeźbiona i rozbijanie jej na części mija się z celem, sam w ostatniej linijce zrobiłem to jedynie ze względów stylistycznych wynikających z założeń serii.

Ulubiona gościnna zwrotka: Projekt nie posiada żadnej gościnnej zwrotki. Jest to raczej typ muzyki, w którym czuć maksymalne wyalienowanie i brak rozmowy z drugim człowiekiem od wielu miesięcy.

Ulubione utwory: Here comes everybody., Whilst the red king sleeps., The future pt. 1

ZOBACZ TAKŻE NASZ WYWIAD: MEEK, OH WHY?: „WCHŁANIANIE SIĘ W LOKALNE KÓŁKA ADORACJI MNIE NIGDY NIE KRĘCIŁO” – WYWIAD

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. cover albumu

Pierwotnie miał tu być album Evidence’a z 2007 (czyli The Weatherman LP), ale to w sumie jeden z gorszych w jego dorobku, a chciałbym mówić o perłach. Dlatego, jeśli chodzi o nieoczywistego „sztosa” z jego dyskografii (przysłoniętego kurzem), to najprędzej polecam The Layover EP (2008) lub I Don’t Need Love (2010). Tymczasem pora zanurkować na główkę w odmęty eksperymentalnego podziemia. Przed państwem Traumnovelle (oraz gościnny udział kolegi z poprzedniej redakcji, fachowca w kwestiach bitów).

Nie wiem za bardzo jak to ująć w słowach, żeby oddać sens i klimat. Ale to chyba też jest istotny sygnał w próbie scharakteryzowania danego artysty. O dzisiejszym nie wiadomo praktycznie nic, dlatego pominiemy bio. Devyn Smith znany także pod pseudonimem C’est la key, podróżuje na przestrzeni każdej płyty między wieloma różnymi gatunkami i ich niszami. Na dziś omawianej są to: eksperymentalny i abstrakcyjny hip-hop, plądrofonia (coś, czym sam się zajmuję po godzinach, samplowanie większych fragmentów niż zakłada to normalne samplowanie, bez przeprowadzania procesu clearingu (czyszczenia) – łączenie ich w kolaż), spoken-word, neo psychodelia, Tape Music (prosto z analogowej taśmy) oraz Usypiający Pop (Hypnagogic).

ZOBACZ TAKŻE: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#1]: GZA/GENIUS – LIQUID SWORDS (1995)

Marcin Półtorak:

Chwila, moment, pozwolisz, że się wtrącę? Ja na sekundę tylko. Bo ta wyliczanka, choć słuszna i dość precyzyjna, nie wyczerpuje tematu. Pociągnąłbym zwłaszcza temat psychodelii – to ona jest wspólnym budulcem większości z dziesięciu kawałków składających się na „Traumnovelle”. Przy czym w wydaniu Coin Locker Kida, ta psychodelia jest miejscami chaotyczna i pewnie średnio przyjemna dla normalnego ucha. Regularnie zdarza się, że podkłady najpierw rozwijają się dość leniwie, stopniowo uwalniają melodie, po czym w krótkim czasie następuje obrót o 180 stopni – robią się niepokojące, a jeszcze chwilę później odlatują w jakieś magmy typu free jazz czy inne noise’y. Przeważnie jest to sposób na zamknięcie numeru, ale czasem takie mutacje wyrastają w połowie kawałka i wtedy już nic nie wiadomo. W czasie, w którym akurat nie jesteśmy zasypywani gradem losowych dźwięków, do naszych uszu docierają sample splądrowane z bardzo rozmaitych gatunków. Psychodeliczny rock z ’60 („Here comes everybody.”), trochę skocznego funku („Rollergrrrl.”), jazzu („The future, pt. 1.”), miejscami jungle’owe perkusje, dalekowschodnie instrumenty – właściwie każdy kawałek łapie się innych rejonów.

Chyba nawet dobrze, że wspomniana psychodelia wszystko spaja, bo bity otwierają wiele furtek jednocześnie i zapewne każdy usłyszy w nich coś innego. Niektóre kompozycje są na tyle przystępne, że gdyby pozbawić je tej chaotycznej magmy, mogłyby nawet trafić na jakiś względnie normalny album (jak orientalno-psychodeliczne „Standing in the sun.” albo wspomniane już, bujające „Rollergrrrl.”). Oczywiście musiałby wtedy na nich rapować ktoś mniej opętany niż Coin locker kid. Ten przeważnie korzysta ze spoken wordu albo wydaje z siebie histeryczne podśpiewywanie – wtedy barwę głosu ma bliską Mykki Blanco. Dobrze, porozmawialiśmy o warstwie muzycznej, a jak tu rozkminiać Coin Locker Kida jako tekściarza?

Ilość możliwych interpretacji jest ogromna, jak to na surrealistyczne teksty przystało. Mglista wulgarność w sensie stosunków oraz mizantropii miesza się z nihilizmem, a metaforyczna ciemność z dosłownym chaosem. Awangarda nastawiona na samodestrukcję. Musique concrète i klaustrofobia. Echo cichnącego krzyku o pomoc wrzucone w loop i puszczone kilkadziesiąt razy. Intro jest moim zdaniem najistotniejszym momentem albumu, o czym przekonałem się wielokrotnie – gdy po skończonym odsłuchu wybierałem za jeden z ulubionych utworów właśnie otwarcie. Nie inaczej jest w tym wypadku, gdzie pierwsze 4 minuty zawierają w sobie praktycznie całą esencję reszty materiału. Nie będę się tu zagłębiał w bardziej szczegółową analizę numer po numerze, ze który względu jest zawarty w ostatnim zdaniu przed linkiem. Nie jest to materiał dla normalnego słuchacza, próg wejścia porównałbym do polskiego duetu Tonfa. To „bycie innym od reszty” trzeba lubić, napawać się nim – aby znaleźć w rzeczach Coin Locker Kida/C’est la keya coś więcej. Ewentualnie być na mentalnym dnie, wtedy Traumnovelle będzie posłusznym kompanem w podróży przez (nomen omen) traumy.

Wszystkim pozostałym polecam traktować to jako ciekawostkę i okno pozwalające spojrzeć w umysł osoby walczącej już za linią zdrowia psychicznego, aby nie spaść w pustkę z której nie ma powrotu. Coś jedynego w swoim rodzaju. Jeżeli miałbym do czegokolwiek porównywać (pomijając inne rzeczy Devyna), to jest to skrzyżowanie, na którym spotykają się Lil Ugly Mane – Volcanic Bird Enemy and the Voiced Concern, cLOUDDEAD – cLOUDDEAD, Spiritualized – Ladies and Gentlemen We Are Floating in Space oraz Kate Tempest – The Book Of Traps And Lessons. Jeżeli ktoś po tym opisie odczuł chęć sprawdzenia omawianego materiału, to ma mój respekt. Jak się spodoba i znacie angielski przynajmniej na poziomie B1, to obowiązkowo należy sprawdzić również C’est la key – Superflat (2017). Każde kolejne zdanie będzie zbędne, to po prostu trzeba poczuć i zinterpretować samemu – bardzo spójna całość została tu wyrzeźbiona i rozbijanie jej na części mija się z celem, sam w ostatniej linijce zrobiłem to jedynie ze względów stylistycznych wynikających z założeń serii.

Ulubiona gościnna zwrotka: Projekt nie posiada żadnej gościnnej zwrotki. Jest to raczej typ muzyki, w którym czuć maksymalne wyalienowanie i brak rozmowy z drugim człowiekiem od wielu miesięcy.

Ulubione utwory: Here comes everybody., Whilst the red king sleeps., The future pt. 1

ZOBACZ TAKŻE NASZ WYWIAD: MEEK, OH WHY?: „WCHŁANIANIE SIĘ W LOKALNE KÓŁKA ADORACJI MNIE NIGDY NIE KRĘCIŁO” – WYWIAD

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. cover albumu

Ciekawe tematy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy