Przeoczone/Zapomniane Perły [#19]: Living Legends – Classic (2005)

Nie przegap

Living Legends – Classic to album, który wypadł za słabo, aby wejść do tego, co twórcy myśleli życzeniowo w jego nazwie (oraz nazwie grupy), ale wypadł za dobrze, żeby nadal był ukryty w skrajnych czeluściach zapomnienia. Jedynym z Living Legends, któremu się udało wznieść na wyższy poziom, aby przebić się do świadomości fanów amerykańskiego podziemia, był Murs. O którym z resztą już opowiadałem w poprzedniej serii na łamach Rapowo, jakieś niecałe dwa lata temu.

ZOBACZ TAKŻE: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#18]: CRUZZZZASPAŁ – DADA (2012)

Dlatego dziś skupimy się na całej reszcie składu, której można przykleić łatkę „najlepszych raperów z dosłownie zerowymi wyświetleniami”, jako poszczególnym osobom, ponieważ ich szczyt działalności (w postaci tej płyty i poprzednich) wypadł w czasach, kiedy poszukiwanie nieznanych amerykańskich artystów w Internecie, było w zupełnie innym miejscu, niż dziś, a oni swój peak zaliczyli właśnie w ramach Living Legends i solowo to nigdy za bardzo nie ruszyło, a do tego w tamtych czasach jedynymi polskimi słuchaczami takich wytwórni, jak Def Jux czy Rhymesayers (siłą rzeczy przez Mursa nieco podobny vibe) byli Faczyński i Kidd, o których opowiadałem kilkanaście tekstów wstecz.

Byłem lekko zaskoczony gdy zobaczyłem, że każdy track z Classic ma powyżej 100 tysięcy odsłuchów na Spotify, a Never Fallin’ ma blisko 8 milionów. Może to sugerować całkiem znane persony, jak na standardy amerykańskiego podziemia, ale nic bardziej mylnego. Aesop (taki inny, bez Rock na końcu. Chyba dlatego potem zmienił na Asop), Bicasso, Eligh, Luckyiam (znany także jako Lucky.PSC), Scarub, Sunspot Jonz, The Grouch, Arata, Murs. Jeśli którakolwiek z tych ksyw wam coś mówi poza Mursem i ewentualnie Eligh to gratuluję bardzo głębokiej wiedzy, z samego dna przysłowiowego icebergu. Jako aktywny zespół wydający oficjalne albumy studyjne (a nie sklejki solowych tracków/mixtape’y) funkcjonowali w latach 2000 2005, chociaż poznali się jakoś w 1995, jako początkujące w rapie dzieciaki i tak z drugiej strony osi czasu, w 2016 połączyli ponownie swoje siły, aby zagrać całą trasę koncertową, a kontakty utrzymują do dzisiaj (strzelam, że mają konwersację grupową na Messangerze założoną od dekady). Był taki moment, że udało im się sprzedać całkiem sporo płyt (jak na podziemie to w sumie bardzo dużo), ale zaprzestanie tworzenia wspólnych materiałów po 2008, dość mocno wymazało ich z grupowej świadomości słuchaczy.

Ekipa powstała z połączenia Mystik Journeymen (Sunspot Jonz i Luckyiam, później dołączył The Grouch) i 3 Melancholy Gypsys (Eligh, Scarub, Murs). Kolejni członkowie pojawili się w ciągu następnych lat, tak że debiutując w 2000 z Angelz Wit Dirty Faces, byli już wszyscy. Każdy z nich odpowiadał za rap, a dodatkowo bity robili Bicasso, Eligh, Scarub, Jonz i Grouch. Na początku posiadali label Outhouse z siedzibą w Oakland, lecz po debiucie założyli Legendary Music już w LA. Wydali 4 albumy studyjne w latach 2000-2005, dwie EPki Foxhole EP (1999) i The Gathering (2008), oraz 10 luźnych kompilacji/mixtape’ów w latach 1996-2008, którymi w sumie stała ich twórczość. Do najbardziej ikonicznej w dyskografii należy seria o nazwie UHB, która ciągnęła się przez 5 projektów i dziś
można znaleźć ją chyba tylko na YouTube wrzuconą z 10 lat temu przez losowych słuchaczy.

Poza częścią III, która o dziwo doczekała się odsłuchu na Spotify. Myślałem o wrzuceniu tutaj jeszcze biografii każdego z członków poza Mursem, ale to by zakrawało o przynudzanie przeciętneg o odbiorcy (jak tak patrzę na dotychczasową długość tekstu i jego zawartość).

Największą wadą Classic (i w sumie trochę całej ich twórczości) – jest brak momentów wbijających się w pamięć. Dobre bity, flow, technika, liryka, barwy wokali – wszystko się zgadza, ale poza dwoma czy trzema najpopularniejszymi trackami, odsłuch przypomina podróż łodzią po oceanie podczas flauty, gdzie na horyzoncie z żadnej strony nie ma dosłownie nic. Dlatego nie za bardzo jestem w stanie wam to jakoś scharakteryzować, bo jak jesteście stałymi czytelnikami tych moich wypocin, to słyszeliście identyczne
rzeczy wielokrotnie, z tym że zrobione lepiej przez np. Mr. Lifa, Cage’a, Sluga z Atmoshpere czy Eyedea’ę (bardzo niepraktyczna ksywa do odmiany przez przypadki, w każdym razie wymowa „Ajdiję”) w okolicach płyty First Born. Odnoszę wrażenie, że chcieli jako grupa wywołać na gruncie alternatywnego rapu „Efekt Wu Tangu”, którego owocem byłaby solidna solowa kariera każdego z członków, ale no… nie wyszło. Pomimo włożonych starań i sporej ilości sprzedanych płyt. Moim zdaniem, na coś takiego, zauważalnie większą szansę miałoby Deep Puddle Dynamics (szczególnie gdyby wydali kolejny projekt w swoich szczytach artystycznych jakoś w 2002/5 Alias z The Other Side of the Looking Glass, Sole z Selling Live Water, Doseone z Ha i Slug z Headshots: Se7en? Sobie można wyobrazić ten kosmiczny poziom), ale poprzestali na jednym CD. A był potencjał.

Living Legends – Classic

Ulubiona gościnna zwrotka: Album nie posiada gościnnych zwrotek, ze względu na liczebność składu (którzy to członkowie się nawzajem wymieniają i raz na numerze mamy np. Lucky.PSC, Sunspot Jonza iMursa, a innym razem samego Eligha i Scaruba).

Ulubione utwory: Never Fallin’, Wise Is the Way, Down for Nothin’

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ NASZ WYWIAD: MUZYCZNY CZŁOWIEK ORKIESTRA WYDAJE PERFEKCYJNIE DOPRACOWANY KRĄŻEK. WYWIAD Z MARO, KTÓRY WSZYSTKO ROBI SAM

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. okładka płyty Living Legends Classic (2005)

Living Legends – Classic to album, który wypadł za słabo, aby wejść do tego, co twórcy myśleli życzeniowo w jego nazwie (oraz nazwie grupy), ale wypadł za dobrze, żeby nadal był ukryty w skrajnych czeluściach zapomnienia. Jedynym z Living Legends, któremu się udało wznieść na wyższy poziom, aby przebić się do świadomości fanów amerykańskiego podziemia, był Murs. O którym z resztą już opowiadałem w poprzedniej serii na łamach Rapowo, jakieś niecałe dwa lata temu.

ZOBACZ TAKŻE: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#18]: CRUZZZZASPAŁ – DADA (2012)

Dlatego dziś skupimy się na całej reszcie składu, której można przykleić łatkę „najlepszych raperów z dosłownie zerowymi wyświetleniami”, jako poszczególnym osobom, ponieważ ich szczyt działalności (w postaci tej płyty i poprzednich) wypadł w czasach, kiedy poszukiwanie nieznanych amerykańskich artystów w Internecie, było w zupełnie innym miejscu, niż dziś, a oni swój peak zaliczyli właśnie w ramach Living Legends i solowo to nigdy za bardzo nie ruszyło, a do tego w tamtych czasach jedynymi polskimi słuchaczami takich wytwórni, jak Def Jux czy Rhymesayers (siłą rzeczy przez Mursa nieco podobny vibe) byli Faczyński i Kidd, o których opowiadałem kilkanaście tekstów wstecz.

Byłem lekko zaskoczony gdy zobaczyłem, że każdy track z Classic ma powyżej 100 tysięcy odsłuchów na Spotify, a Never Fallin’ ma blisko 8 milionów. Może to sugerować całkiem znane persony, jak na standardy amerykańskiego podziemia, ale nic bardziej mylnego. Aesop (taki inny, bez Rock na końcu. Chyba dlatego potem zmienił na Asop), Bicasso, Eligh, Luckyiam (znany także jako Lucky.PSC), Scarub, Sunspot Jonz, The Grouch, Arata, Murs. Jeśli którakolwiek z tych ksyw wam coś mówi poza Mursem i ewentualnie Eligh to gratuluję bardzo głębokiej wiedzy, z samego dna przysłowiowego icebergu. Jako aktywny zespół wydający oficjalne albumy studyjne (a nie sklejki solowych tracków/mixtape’y) funkcjonowali w latach 2000 2005, chociaż poznali się jakoś w 1995, jako początkujące w rapie dzieciaki i tak z drugiej strony osi czasu, w 2016 połączyli ponownie swoje siły, aby zagrać całą trasę koncertową, a kontakty utrzymują do dzisiaj (strzelam, że mają konwersację grupową na Messangerze założoną od dekady). Był taki moment, że udało im się sprzedać całkiem sporo płyt (jak na podziemie to w sumie bardzo dużo), ale zaprzestanie tworzenia wspólnych materiałów po 2008, dość mocno wymazało ich z grupowej świadomości słuchaczy.

Ekipa powstała z połączenia Mystik Journeymen (Sunspot Jonz i Luckyiam, później dołączył The Grouch) i 3 Melancholy Gypsys (Eligh, Scarub, Murs). Kolejni członkowie pojawili się w ciągu następnych lat, tak że debiutując w 2000 z Angelz Wit Dirty Faces, byli już wszyscy. Każdy z nich odpowiadał za rap, a dodatkowo bity robili Bicasso, Eligh, Scarub, Jonz i Grouch. Na początku posiadali label Outhouse z siedzibą w Oakland, lecz po debiucie założyli Legendary Music już w LA. Wydali 4 albumy studyjne w latach 2000-2005, dwie EPki Foxhole EP (1999) i The Gathering (2008), oraz 10 luźnych kompilacji/mixtape’ów w latach 1996-2008, którymi w sumie stała ich twórczość. Do najbardziej ikonicznej w dyskografii należy seria o nazwie UHB, która ciągnęła się przez 5 projektów i dziś
można znaleźć ją chyba tylko na YouTube wrzuconą z 10 lat temu przez losowych słuchaczy.

Poza częścią III, która o dziwo doczekała się odsłuchu na Spotify. Myślałem o wrzuceniu tutaj jeszcze biografii każdego z członków poza Mursem, ale to by zakrawało o przynudzanie przeciętneg o odbiorcy (jak tak patrzę na dotychczasową długość tekstu i jego zawartość).

Największą wadą Classic (i w sumie trochę całej ich twórczości) – jest brak momentów wbijających się w pamięć. Dobre bity, flow, technika, liryka, barwy wokali – wszystko się zgadza, ale poza dwoma czy trzema najpopularniejszymi trackami, odsłuch przypomina podróż łodzią po oceanie podczas flauty, gdzie na horyzoncie z żadnej strony nie ma dosłownie nic. Dlatego nie za bardzo jestem w stanie wam to jakoś scharakteryzować, bo jak jesteście stałymi czytelnikami tych moich wypocin, to słyszeliście identyczne
rzeczy wielokrotnie, z tym że zrobione lepiej przez np. Mr. Lifa, Cage’a, Sluga z Atmoshpere czy Eyedea’ę (bardzo niepraktyczna ksywa do odmiany przez przypadki, w każdym razie wymowa „Ajdiję”) w okolicach płyty First Born. Odnoszę wrażenie, że chcieli jako grupa wywołać na gruncie alternatywnego rapu „Efekt Wu Tangu”, którego owocem byłaby solidna solowa kariera każdego z członków, ale no… nie wyszło. Pomimo włożonych starań i sporej ilości sprzedanych płyt. Moim zdaniem, na coś takiego, zauważalnie większą szansę miałoby Deep Puddle Dynamics (szczególnie gdyby wydali kolejny projekt w swoich szczytach artystycznych jakoś w 2002/5 Alias z The Other Side of the Looking Glass, Sole z Selling Live Water, Doseone z Ha i Slug z Headshots: Se7en? Sobie można wyobrazić ten kosmiczny poziom), ale poprzestali na jednym CD. A był potencjał.

Living Legends – Classic

Ulubiona gościnna zwrotka: Album nie posiada gościnnych zwrotek, ze względu na liczebność składu (którzy to członkowie się nawzajem wymieniają i raz na numerze mamy np. Lucky.PSC, Sunspot Jonza iMursa, a innym razem samego Eligha i Scaruba).

Ulubione utwory: Never Fallin’, Wise Is the Way, Down for Nothin’

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ NASZ WYWIAD: MUZYCZNY CZŁOWIEK ORKIESTRA WYDAJE PERFEKCYJNIE DOPRACOWANY KRĄŻEK. WYWIAD Z MARO, KTÓRY WSZYSTKO ROBI SAM

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. okładka płyty Living Legends Classic (2005)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy