Przeoczone/Zapomniane Perły [#16]: The Doppelgangaz – HARK! (2013)

Tym razem całkiem solidna truskuloza, która utonęła w oceanie podobnych materiałów, a moim zdaniem niesłusznie. Doppelgangaz to duet pochodzący z Orange County (stan Nowy Jork), w którego skład wchodzą Matter Ov Fact i EP (świetna ksywa, taka niezbyt dobra, chociaż znany jest także jako Harrisun21).

ZOBACZ TAKŻE: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#15]: JUNES/MŁODZIK/DJ DANEK – ACRUX (2014)

Zaczęli działać w 2008 i po dziś wypuszczają bardzo dużo rzeczy, lecz zauważalna część z nich (cała seria Beats For Brothels) jest instrumentalna. Nigdy się nawet nie otarli o mainstream w rozumieniu trueschoolowej jazdy typu Evidence czy Das EFX, może co najwyżej utworem Barbiturates i albumem Lone Sharks.

Wracając: robienie rapu wymyślili sobie w 1998 roku (są przyjaciółmi od pierwszej klasy podstawówki), ale zbieranie wystarczającej ilości sprzętu, doświadczeń życiowych i umiejętności zabrało im okrągłą dekadę. Wcześniej tworzyli większą grupę z innymi kumplami, ale na przestrzeni lat i ukończonej edukacji wszystko się oczywiście wykruszyło, poza tymi dwoma tryhardami. Otoczka całej ich twórczości jest dość specyficzna – jako charakter sceniczny często mówią o koczowniczym stylu życia, nurkowaniu w śmietnikach czy kupowaniu najtańszych używanych ubrań. Do tego występują w długich płaszczach/pelerynach. Posiadają własny mini-label Groggy Pack Entertainment w którym nikt inny nigdy nie wydał.

Jeśli chodzi o aspekty techniczne, to są trochę takimi „lyrical miracle” których schematy rymów są złożone (coś jak u Gurala czy VNMa), także wszystkim fanom dobrej techniki i wielokrotnych (których na chwilę obecną zostało jakieś 15 osób) będzie się zdecydowanie podobało. Ich wokabularz jest również całkiem szeroki, co można odnotować, gdy rzucają takie słowa jak „semiotica”, „phalloplasty” czy „haggard”. Za to +1 do oceny ode mnie. Sami sobie oczywiście wszystko produkują jako duet, bity stoją na najwyższym poziomie. Potrafią władać słowem i flow się kapitalnie klei.

Bardzo mocno czuć tu zatrzymanie się w czasie gdzieś w 1994 i mówię to jako zaletę. Natomiast to, co pisałem na samym początku, wynika dokładnie z tworzenia pod linijkę (z pominięciem image’u scenicznego) i że nie znajdziecie na HARK kompletnie niczego odkrywczego czy bardziej błyskotliwego niż nowe określenia i nowe rymy na wszystkim dobrze znane stare sytuacje, które były już wałkowane milion razy i pewnie jeszcze z kolejny milion będą. Z reguły opisuję teraz pojedyncze tracki, ale nie ma tu za bardzo cokolwiek do opisywania.

Podsumowując, do słuchania w tle/w samochodzie? Idealna rzecz. Jeśli zaczniecie się przysłuchiwać, to znajdziecie zaledwie kilka ciekawych technicznych schematów, kilka pięknie pociętych sampli i kilka słów ze słownika idealnie dobranych pod wspomnianą technikę. Nic więcej. Bity i flow robią tak z 85% roboty. Dlatego jest to perła kierowana do zwyczajnych słuchaczy, a nie takich dogłębnych krytyków, napinaczy i znawców jak większość poprzednich (oraz kolejnych) płyt z serii. Odpal całą dyskografię ciągiem i chilluj. Nawet nie zauważysz, kiedy jeden album przechodzi w kolejny.

The Doppelgangaz – HARK!

Ulubiona gościnna zwrotka: Album nie posiada gościnnych zwrotek. Czuć w nim nastrój spontanicznej akcji i efekt zaledwie kilku wizyt w studio na przestrzeni krótkiego czasu (pamiętajcie – nie ma do ciężkiej cholery w polskim czegoś takiego jak „okres czasu”, to pleonazm i makaronizm ściągnięty z „period of time”), więc typuję w ciemno, że nikt by im się nie zdążył dograć. W tym wypadku brak gości nie postrzegam jako wadę, jeszcze by zburzyli impresjonistyczny mood.

Ulubione utwory: Oh Well, Barbiturates, Smang Life.

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ NASZ WYWIAD: MUZYCZNY CZŁOWIEK ORKIESTRA WYDAJE PERFEKCYJNIE DOPRACOWANY KRĄŻEK. WYWIAD Z MARO, KTÓRY WSZYSTKO ROBI SAM

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. okładka płyty The Doppelgangaz – HARK!

Tym razem całkiem solidna truskuloza, która utonęła w oceanie podobnych materiałów, a moim zdaniem niesłusznie. Doppelgangaz to duet pochodzący z Orange County (stan Nowy Jork), w którego skład wchodzą Matter Ov Fact i EP (świetna ksywa, taka niezbyt dobra, chociaż znany jest także jako Harrisun21).

ZOBACZ TAKŻE: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#15]: JUNES/MŁODZIK/DJ DANEK – ACRUX (2014)

Zaczęli działać w 2008 i po dziś wypuszczają bardzo dużo rzeczy, lecz zauważalna część z nich (cała seria Beats For Brothels) jest instrumentalna. Nigdy się nawet nie otarli o mainstream w rozumieniu trueschoolowej jazdy typu Evidence czy Das EFX, może co najwyżej utworem Barbiturates i albumem Lone Sharks.

Wracając: robienie rapu wymyślili sobie w 1998 roku (są przyjaciółmi od pierwszej klasy podstawówki), ale zbieranie wystarczającej ilości sprzętu, doświadczeń życiowych i umiejętności zabrało im okrągłą dekadę. Wcześniej tworzyli większą grupę z innymi kumplami, ale na przestrzeni lat i ukończonej edukacji wszystko się oczywiście wykruszyło, poza tymi dwoma tryhardami. Otoczka całej ich twórczości jest dość specyficzna – jako charakter sceniczny często mówią o koczowniczym stylu życia, nurkowaniu w śmietnikach czy kupowaniu najtańszych używanych ubrań. Do tego występują w długich płaszczach/pelerynach. Posiadają własny mini-label Groggy Pack Entertainment w którym nikt inny nigdy nie wydał.

Jeśli chodzi o aspekty techniczne, to są trochę takimi „lyrical miracle” których schematy rymów są złożone (coś jak u Gurala czy VNMa), także wszystkim fanom dobrej techniki i wielokrotnych (których na chwilę obecną zostało jakieś 15 osób) będzie się zdecydowanie podobało. Ich wokabularz jest również całkiem szeroki, co można odnotować, gdy rzucają takie słowa jak „semiotica”, „phalloplasty” czy „haggard”. Za to +1 do oceny ode mnie. Sami sobie oczywiście wszystko produkują jako duet, bity stoją na najwyższym poziomie. Potrafią władać słowem i flow się kapitalnie klei.

Bardzo mocno czuć tu zatrzymanie się w czasie gdzieś w 1994 i mówię to jako zaletę. Natomiast to, co pisałem na samym początku, wynika dokładnie z tworzenia pod linijkę (z pominięciem image’u scenicznego) i że nie znajdziecie na HARK kompletnie niczego odkrywczego czy bardziej błyskotliwego niż nowe określenia i nowe rymy na wszystkim dobrze znane stare sytuacje, które były już wałkowane milion razy i pewnie jeszcze z kolejny milion będą. Z reguły opisuję teraz pojedyncze tracki, ale nie ma tu za bardzo cokolwiek do opisywania.

Podsumowując, do słuchania w tle/w samochodzie? Idealna rzecz. Jeśli zaczniecie się przysłuchiwać, to znajdziecie zaledwie kilka ciekawych technicznych schematów, kilka pięknie pociętych sampli i kilka słów ze słownika idealnie dobranych pod wspomnianą technikę. Nic więcej. Bity i flow robią tak z 85% roboty. Dlatego jest to perła kierowana do zwyczajnych słuchaczy, a nie takich dogłębnych krytyków, napinaczy i znawców jak większość poprzednich (oraz kolejnych) płyt z serii. Odpal całą dyskografię ciągiem i chilluj. Nawet nie zauważysz, kiedy jeden album przechodzi w kolejny.

The Doppelgangaz – HARK!

Ulubiona gościnna zwrotka: Album nie posiada gościnnych zwrotek. Czuć w nim nastrój spontanicznej akcji i efekt zaledwie kilku wizyt w studio na przestrzeni krótkiego czasu (pamiętajcie – nie ma do ciężkiej cholery w polskim czegoś takiego jak „okres czasu”, to pleonazm i makaronizm ściągnięty z „period of time”), więc typuję w ciemno, że nikt by im się nie zdążył dograć. W tym wypadku brak gości nie postrzegam jako wadę, jeszcze by zburzyli impresjonistyczny mood.

Ulubione utwory: Oh Well, Barbiturates, Smang Life.

SPRAWDŹ RÓWNIEŻ NASZ WYWIAD: MUZYCZNY CZŁOWIEK ORKIESTRA WYDAJE PERFEKCYJNIE DOPRACOWANY KRĄŻEK. WYWIAD Z MARO, KTÓRY WSZYSTKO ROBI SAM

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. okładka płyty The Doppelgangaz – HARK!

Ciekawe tematy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy