Przeoczone/Zapomniane Perły [#12]: Estragon & Palmer Eldritch – Golem (2015)

Album Golem, przez część z was może zostać uznany za najgorszy z całej serii. Po pierwsze – nie posiadam właściwie żadnych informacji o twórcy Golema, oprócz tego, że ma imię na Grzegorz (oraz oczywiście oprócz rzeczy opowiadanych w utworach, które podlegają już pod drugą część tekstu). A po drugie – jest to spoken-word, a nie rap, co teoretycznie można podpiąć jako niszę rapu (dość grząski grunt) i uargumentować, że Gil Scott-Heron właśnie tym się zajmował na swoich płytach, a w końcu jest to ojciec strony lirycznej hip-hopu, jego zawartości skrytej pod flow i techniką.

Pierwsi raperzy wychowywali się na jego opowieściach, by potem samemu przenosić na perkusyjne loopy zagadnienia poruszane w Small Talk At 125th And Lenox (1970) i Pieces Of A Man (1971). Jednak historia w Stanach (a szczególnie u nas) przyniosła tak mało poetów mówiących wersami bez ani jednego rymu, że jakieś 90% słuchaczy i 3/4 raperów nawet by nie wpadło na pomysł nawijania wierszem białym pod bity bez perkusji (z zachowaniem charyzmy/ekspresji).

ZOBACZ TAKŻE: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#10]: RAS KASS – SOUL ON ICE (1995)

Zerowe wyświetlenia omawianego dziś projektu, w kombinacji z niepowtarzalnym klimatem i dobrze napisanymi tekstami – skłoniły mnie, by wepchnąć to niechciane dziecko poezji i ambientu w kilkadziesiąt pozostałych pereł. Nie będzie w tym gronie jedyne, ponieważ na tekst #27 przytoczę wam drugi polski materiał tego typu (z zupełnie inną dynamiką i vibe’m). Jak już przy klimacie jesteśmy, to zarys wygląda następująco: prawie wszystko, co tu usłyszycie, jest introspekcją, lub używa jej jako punktu startowego. Fundament stanowią historie z życia autora, a widoczną treścią są metafory pchające narrację w zaplanowany morał/wydźwięk/puentę. Całość płynie powoli i więcej ma w sobie smutku niż radości, porównałbym do padającego deszczu puszczonego w slow-mo.

Powierzchowna tematyka track po tracku (nadająca całości ram, w ramach których dostarczane są wspomniane historie z życia): malarz Lucian Freud, rutyna (praca), dzieciństwo, emigracja (szukanie siebie w nowym miejscu), rutyna (czas wolny i alkohol), upływający czas (starzy znajomi i stara rodzina), śmierć, relacja typu związek (zakończona), ciężko powiedzieć w sumie (podświadomość/świadomość, wymyślanie sobie rzeczy, żeby się poczuć lepiej?), jazz. To wszystko zamknięte jest w ambientowej powłoce dziwnych urządzeń do robienia dziwnej muzyki, w których posiadaniu jest (chyba już rozwiązany, albo w statusie „hiatus” do odwołania) duet Palmer Eldritch, w którego skład wchodzą/wchodzili Raph oraz Digan.

Golem został objęty patronatem Skweru, czyli mojej top 1 polskiej podziemnej ekipy/mini-labelu, którego główną twarzą jest Kidd (wspominałem o nim przy okazji tekstu #6 o Pansofii i pojawi się ze swoim spoken-wordem w wspomnianym zapowiedzianym #27). Dziś to niestety miejsce, gdzie nie dzieje się zbyt wiele poza pojedynczymi podrygami Kidda i przyjętego względnie niedawno (patrząc na całą historię wydawniczą) DJa Pstyka. Trzymam kciuki, że jeszcze coś ruszą i może wyłapią ze dwa/trzy talenty z nowego pokolenia (tak jak jednorazowo zrobili to w 2019, obejmując patronatem duet Alex & Wredny), które nie będą odstawały klimatycznie/tematycznie od tego, co się im udało wykreować przez ostatnie 20 lat. Chociaż jednocześnie wątpię w taki scenariusz, raczej cmentarz.

Wracając. Polecam Estragona wszystkim, których nie razi poezja i są w stanie podejść z otwartym umysłem do niszy-niszy zupełnie obok wszystkiego innego, co jest do znalezienia na serwisach streamingowych. Dobrze sprawdza się podczas samotnej jazdy nocą po mieście (ja to roboczo nazywam „nightcruizin”).

Estragon & Palmer Eldritch – Golem

Ulubiona gościnna zwrotka: Cruz ze swoim anonimowym występem (którego bym nie nazywał zwrotką) na utworze Charlie Brown. Poza tym jest jeszcze tylko wokalistka Justyna Sylwia na przedostatnim Nareszcie Jesteś. Jeśli wam się spodoba, to możecie jako #12,5 potraktować polecenie wam przeze mnie wcześniejszej (pierwszej) płyty Estragona we współpracy z Palmerami, czyli Olbrzym (2013).

Ulubione utwory: Pin i Zielony, Rzeczy Które Robię Będąc Martwym, Nareszcie Jesteś

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. okładka albumu

Album Golem, przez część z was może zostać uznany za najgorszy z całej serii. Po pierwsze – nie posiadam właściwie żadnych informacji o twórcy Golema, oprócz tego, że ma imię na Grzegorz (oraz oczywiście oprócz rzeczy opowiadanych w utworach, które podlegają już pod drugą część tekstu). A po drugie – jest to spoken-word, a nie rap, co teoretycznie można podpiąć jako niszę rapu (dość grząski grunt) i uargumentować, że Gil Scott-Heron właśnie tym się zajmował na swoich płytach, a w końcu jest to ojciec strony lirycznej hip-hopu, jego zawartości skrytej pod flow i techniką.

Pierwsi raperzy wychowywali się na jego opowieściach, by potem samemu przenosić na perkusyjne loopy zagadnienia poruszane w Small Talk At 125th And Lenox (1970) i Pieces Of A Man (1971). Jednak historia w Stanach (a szczególnie u nas) przyniosła tak mało poetów mówiących wersami bez ani jednego rymu, że jakieś 90% słuchaczy i 3/4 raperów nawet by nie wpadło na pomysł nawijania wierszem białym pod bity bez perkusji (z zachowaniem charyzmy/ekspresji).

ZOBACZ TAKŻE: PRZEOCZONE/ZAPOMNIANE PERŁY [#10]: RAS KASS – SOUL ON ICE (1995)

Zerowe wyświetlenia omawianego dziś projektu, w kombinacji z niepowtarzalnym klimatem i dobrze napisanymi tekstami – skłoniły mnie, by wepchnąć to niechciane dziecko poezji i ambientu w kilkadziesiąt pozostałych pereł. Nie będzie w tym gronie jedyne, ponieważ na tekst #27 przytoczę wam drugi polski materiał tego typu (z zupełnie inną dynamiką i vibe’m). Jak już przy klimacie jesteśmy, to zarys wygląda następująco: prawie wszystko, co tu usłyszycie, jest introspekcją, lub używa jej jako punktu startowego. Fundament stanowią historie z życia autora, a widoczną treścią są metafory pchające narrację w zaplanowany morał/wydźwięk/puentę. Całość płynie powoli i więcej ma w sobie smutku niż radości, porównałbym do padającego deszczu puszczonego w slow-mo.

Powierzchowna tematyka track po tracku (nadająca całości ram, w ramach których dostarczane są wspomniane historie z życia): malarz Lucian Freud, rutyna (praca), dzieciństwo, emigracja (szukanie siebie w nowym miejscu), rutyna (czas wolny i alkohol), upływający czas (starzy znajomi i stara rodzina), śmierć, relacja typu związek (zakończona), ciężko powiedzieć w sumie (podświadomość/świadomość, wymyślanie sobie rzeczy, żeby się poczuć lepiej?), jazz. To wszystko zamknięte jest w ambientowej powłoce dziwnych urządzeń do robienia dziwnej muzyki, w których posiadaniu jest (chyba już rozwiązany, albo w statusie „hiatus” do odwołania) duet Palmer Eldritch, w którego skład wchodzą/wchodzili Raph oraz Digan.

Golem został objęty patronatem Skweru, czyli mojej top 1 polskiej podziemnej ekipy/mini-labelu, którego główną twarzą jest Kidd (wspominałem o nim przy okazji tekstu #6 o Pansofii i pojawi się ze swoim spoken-wordem w wspomnianym zapowiedzianym #27). Dziś to niestety miejsce, gdzie nie dzieje się zbyt wiele poza pojedynczymi podrygami Kidda i przyjętego względnie niedawno (patrząc na całą historię wydawniczą) DJa Pstyka. Trzymam kciuki, że jeszcze coś ruszą i może wyłapią ze dwa/trzy talenty z nowego pokolenia (tak jak jednorazowo zrobili to w 2019, obejmując patronatem duet Alex & Wredny), które nie będą odstawały klimatycznie/tematycznie od tego, co się im udało wykreować przez ostatnie 20 lat. Chociaż jednocześnie wątpię w taki scenariusz, raczej cmentarz.

Wracając. Polecam Estragona wszystkim, których nie razi poezja i są w stanie podejść z otwartym umysłem do niszy-niszy zupełnie obok wszystkiego innego, co jest do znalezienia na serwisach streamingowych. Dobrze sprawdza się podczas samotnej jazdy nocą po mieście (ja to roboczo nazywam „nightcruizin”).

Estragon & Palmer Eldritch – Golem

Ulubiona gościnna zwrotka: Cruz ze swoim anonimowym występem (którego bym nie nazywał zwrotką) na utworze Charlie Brown. Poza tym jest jeszcze tylko wokalistka Justyna Sylwia na przedostatnim Nareszcie Jesteś. Jeśli wam się spodoba, to możecie jako #12,5 potraktować polecenie wam przeze mnie wcześniejszej (pierwszej) płyty Estragona we współpracy z Palmerami, czyli Olbrzym (2013).

Ulubione utwory: Pin i Zielony, Rzeczy Które Robię Będąc Martwym, Nareszcie Jesteś

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. okładka albumu

Ciekawe tematy

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy