Muzyczny człowiek orkiestra wydaje perfekcyjnie dopracowany krążek. Wywiad z Maro, który wszystko robi sam

Nie przegap

Maro, czyli muzyczny człowiek orkiestra. Zaczynał od Dj-ki, mix i master ma w krwi, a jego producenckie umiejętności na ”REJECTS” zaskoczą niejednego słuchacza. Lista artystów, z którymi współpracował, jest naprawdę obszerna — od Polski po Stany. Miał styczność z Wu-Tangiem już w 2004 roku i kilku jego członków znalazło się na najnowszym albumie Mara.

Zapraszamy was na rozmowę z artystą, który stworzył jeden z najbardziej dopracowanych i przemyślanych albumów w Polsce. Przed wami Maro

ZOBACZ RÓWNIEŻ:„OSOBIŚCIE MAM TAKI RYTUAŁ, ŻE CHODZĘ DO TEJ CZĘSTOCHOWY NA PIECHOTĘ RAZ NA ROK” — WYWIAD Z BILONEM

Paweł: Witam cię Serdecznie Marku.

Marek: Witam, witam.

Na samym początku, luźne pytanie: Na nadchodzącym albumie znajdą się jakiekolwiek polskie gościnki?

Nie. A w zasadzie tak, nawet dwie. Ja jestem polskim akcentem na tej płycie oraz Piotrek Adamczyk, który jest producentem muzycznym z CD Project RED. Był odpowiedzialny, chociażby za Wiedźmina, czy Cyberpunka…

Przy którym notabene pracowałeś.

Tak i współpracowaliśmy wspólnie z Piotrkiem przy tym projekcie. Jeden utwór z „REJECTS” jest w takim stylu, że nie wyobrażałem sobie na nim nikogo innego niż właśnie jego. Też z CD Projectem było tak, że pozwolili mi wrócić do swoich korzeni, bo w pewnym momencie się zapędziłem i zauważyłem, że praktycznie cała robiona przeze mnie muzyka jest dla kogoś – zazwyczaj jest to muzyka komercyjna. Pracując przy Cyberpunku, zrozumiałem, że dawno nie robiłem muzyki dla siebie. Dlatego też wychodzący album jest zrobiony bez żadnych kompromisów, zrobiłem wszystko w taki sposób, jaki mi się podobał.

Przy Cyberpunku to był jeden strzał?

Wiesz co, zrobiłem łącznie 3 utwory i przy każdym z nich dostałem totalnie wolną rękę. Piotrek wie, jakie są moje korzenie i czym się interesuje, więc był mi w stanie zaufać w tej kwestii.

No właśnie się zastanawiałem czy warstwa wizualna, fabularna i przede wszystkim muzyczna była inspirowana Cyberpunkiem, czy ta zajawka trwa już od lat.

Nie, to jest inspiracja z całego mojego dzieciństwa, z całego mojego życia. Cyberpunk jest częścią tego, w czym się wychowałem. Wiesz, w momencie mojego dzieciństwa kultowe były takie filmy jak „Pamięć Absolutna”, „RoboCop”’, „Blade Runner”, „Matrix”, można wymieniać i wymieniać. To są produkcje, które są tak naprawdę esencją Cyberpunka. Tak samo nawet komiksy Marvela, który w pewnych momentach zahaczał o przerost technologii, degradację środowiska i wojnę klasową. Nawet sam Batman predestynuje do takiego dystopijnego świata. Ja się wychowałem na świetności tych wszystkich rzeczy. Moja przygoda z Cyberpunkiem to był po prostu zbieg okoliczności, dzięki któremu poznałem osoby, które również interesują się tym tematem, tą bliżej nieokreśloną dystopią. Ale też nie ukrywam, że sama współpraca mnie w pewien sposób wysymulowała do zabrania się za własny projekt. Nie zmienia to faktu, że dorastałem do tego przez lata.

Ale na ten moment projekt jest już skończony w 100% w kwestii muzycznej?

Tak, tak winyle już się tłoczą, CD-ki robię w tym tygodniu.

A, czyli winyle też będziecie puszczać?

Tak, to jest najważniejsze wydanie dla nas. Okładka winylu będzie miała ponad 50 stron. To będzie album, który będziesz mógł przeglądać w trakcie słuchania. Każda piosenka ma swoją oddzielną okładkę, zrobioną przez innego artystę. Nawet skity mają swoje sceny komiksowe. To łącznie wychodzi około 30 stron, plus ilustracje dodatkowe, plus credidsy… No łącznie wychodzi około 50 stron.

Czyli będzie około 30 pozycji na płycie, wliczając skity i utwory, tak?

Myślę, że tak. Lekko ponad godzinę trwa odsłuch całej płyty. Piosenki i skity nie są jakieś długie, bo nie chciałem też zanudzić ludzi. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy będą chcieli poznać tę historię, a niektórzy po prostu posłuchać muzyki.

A ile ci zajęło kompletowanie tego projektu?

Myślę, że z dobre 4 lata. Oczywiście to nie było tak, że cały czas nad tym pracowałem, bo mam inne projekty oprócz tego, ale od początku konceptu – do teraz, to właśnie będą 4 lata. Zebranie materiałów, napisanie scenariusza, zebranie gości, to bardzo długi proces. Praktycznie na każdym numerze jest inny artysta opowiadający inną historię. Było to trudne z tego tytułu, że zrobiłem go całkowicie sam.

Mógłbyś to nazwać swoim pierwszym, producenckim krążkiem, prawda?

Raczej tak. Pracowałem przy setkach projektów, ale to jest mój pierwszy własny. To, że to wyszło tak późno, to chyba tylko na plus. Dziś jestem na tyle dojrzały, że potrafię zamknąć ten projekt i powiedzieć, że to jest to, co chciałem osiągnąć.

Jest to też fajny pomnik dla samego siebie.

No z pewnością będzie to projekt, w którym będę się chwalił w pierwszej kolejności.

Na chwilę odbiegniemy od samego krążka. Jesteś i producentem i mix-masterem i dj-em… Co sprawia ci największą przyjemność?

Produkcja.

A czym najczęściej się zajmujesz?

W tym momencie produkcją. Zaczynałem faktycznie od DJ-ki, potem na równi pochłonął mnie mix i produkcja. Ja zawsze coś produkowałem, ale było to amatorka, a mixy i mastery były już częścią mojego zawodu. Był więc taki okres, że ludzie zgłaszali się do mnie głównie po mixy, mastery i nagrywanie, od którego już odszedłem. Cały czas jednak chciałem, żebym moim głównym zajęciem była produkcja. Też mówiłem tak ludziom, żeby zgłaszali się do mnie po produkcję, po remixy, po pracę producenta wykonawczego. To też jest ciekawy obszar mojej pracy, bo zgłaszają się do mnie inni producenci z praktycznie gotowym projektem i zajmuje się wówczas czymś na pograniczy mixu i masteru, ale też spojrzenie na ogólny pomysł utworu. Chodzi często, żeby utwór przearanżować, żeby doradzić co do struktury numeru, żeby sprawdzić, czy czegoś brakuje itd. To jest takie zaufanie wśród ludzi, że ja wiem jak taki utwór ma wyglądać.

No z twoich producenckich udziałów to widziałem, że z Tymkiem współpracowałeś ostatnio, przy numerze „Zachwyt”.

Tak, tam pracowaliśmy w czwórkę, czterech producentów.

Sporo osób jak na jeden utwór.

 Wiesz, teraz np. kończymy utwór dla Justyny Steczkowskiej i pracuje przy nim 5 osób.

Na rapowe realia to nie jest chyba częsty zabieg.

Ona sama też była zaskoczona. Przyszła do nas i się pyta: kim są ci ludzie. Dzięki temu, że było nas tak dużo, zamknęliśmy ten numer w 4-5 godzin od zera. Ona myślała, że przyszła na jakieś spotkanie, a jak wychodziła, to utwór był już skończony.

Jak pracuje się w tyle osób, to dochodzi do sytuacji, że żrecie się nawzajem co do pomysłu, czy czegokolwiek?

Oczywiście, że tak, ale to jest kwestia dojrzałości i argumentacji. Nie pracuję z producentami, którzy są mocno uparci i aroganccy. Ja sam staram się taki nie być. 10 lat temu pewnie bym stawiał na swoim i się obrażał. Teraz potrafię stanąć z boku i zrozumieć, że nie zawsze muszę mieć rację, chociaż u producentów to jest bardzo rzadka cecha. Dobrałem sobie ekipę, która potrafi działać w zespole.

Wspomniałeś o Justynie, współpracujesz z dużą ilością osób spoza środowiska rapowego?

Sporo. Tak w zasadzie to ja wracam teraz rapu. Bo zacząłem od niego, potem zwróciłem się w stronę popu, a jeszcze później ku elektronice. Potem był wielki powrót do rapu u mnie. Zrobiłem wtedy Bilona, Borixona, JWP, Małolata, Kaena… Dziarmę produkowałem pierwszą płytę, która ostatecznie nie wyszła. 3 single jednak się pojawiły i bardzo fajnie sobie śmigają po internecie.

No i teraz też chyba jesteś w tym rapie.

Tak, tak, a to Tymek wpadnie, a to Chivas, a to Malik, Popek z nową płytą, Gverilla, także tych postaci trochę się pojawia.

Rozumiem. Wróćmy do płyty. Pod ostatnim teledyskiem, plus na socialach była opisana pewna historia, w której swoją rolę odegrałeś ty jako Maro i Deadly Hunta. Chodziło w wówczas o numer „Never Give Up” i klip do niego zrealizowany. Każdy klip/utwór będzie miał swoją oddzielną historię, czy one będą połączone?

Będą połączone. Cały koncept jest fabularny i każdy numer przedstawia dalszą cześć historii, a dopinają to skity.

A pierwszy singiel, który wyszedł ze wspomnianym Deadly Hunta, jest pierwszym kawałkiem na trackliście?

To jest akurat drugi numer. To jest też utwór, który może funkcjonować bez innych wątków. Dlatego też wybrałem właśnie go, bo jest to fragment z płyty, który daje smaczek, ale może sobie sam funkcjonować.

Po ostatnim singlu stwierdziłem, że projekt jest zachowany w klimacie gry. Po premierze pierwszego singla na twoich socialach wrzuciliście post, w którym zapytaliście słuchaczy, o to czy wypełnili misję. Jeśli śledzisz to na bieżąco, to naprawdę może być to ciekawa rozrywka, że poniekąd wcielasz się w postać i wykonujesz jakieś questy.

Sporo osób miało takie skojarzenia. Na początku w ogóle był pomysł, żeby wydać ten krążek w odcinkach. Myśleliśmy, żeby  puszczać to, co dwa tygodnie i dodać tę narrację: czy zrobiłeś to i to… Jeśli zainteresowanie będzie spore, to zakończenie tej całej historii daje możliwość, by pociągnąć to dalej. Ale więcej nie zdradzam.

A mógłbyś mi zdradzić, z którym artystą najtrudniej ci się współpracowało?

Ze wszystkimi było równie trudno.

Tak? Wy to robiliście wszystko na odległość?

Częściowo. Były takie przypadki, że się spotkaliśmy, ale duża część albumu była robiona w trakcie pandemii, więc nawet nie mieliśmy za bardzo możliwości.

No i też koszty z pewnością były mniejsze

No oczywiście. Gdyby było to robione w konkretnym miejscu, twarzą w twarz to koszty byłyby dwa razy takie.

A każdy numer będzie miał swój oddzielny klip?

Na razie nie, na razie robimy 4 klipy. Moim marzeniem to było w ogóle zrobić taki mini-serial. Każdy odcinek zawierałby fabularne intro i potem utwór i jakaś dalsza minutowa historia. To by były pewnie 10-minutowe odcinki. No ale na razie to jest tylko marzenie.

Już jedno spełniasz, więc ja trzymam kciuki.

Może dobre wiatry zawieją.

A w tych pozostałych teledyskach raperzy będą czynnie uczestniczyć, tak jak to było w przypadku Deadly Hunta?

Różnie, jest teledysk, który jest animowany, jest teledysk zrobiony z kolarzy, wszystko jest inną techniką. Tak samo, jak okładki utworów — każda jest robiony w inny sposób, inną techniką. Każdy artysta pokazał swój koncept.

Brzmi świetnie. Chciałbym jeszcze zahaczyć o jedene z ciekawszych gościnek. Udało ci się „ściągnąć” chłopaków z Wu-Tangu. Jak doszło do tej współpracy? Miałeś z nimi styczność już wcześniej?

Z nimi to się zaczęła moja przygoda w 2004, czy nawet w 2003 roku. Pierwszą płytą, jaką zrobiłem to było Cilvaringz „I’’,  na której zrobiłem mix i master. Dla Dj-a Mathematicsa na „The Answer” zrobiłem kilka mixów… Ciekawostka jest taka, że jak Redmana był w Polsce chyba w 2009 roku, to ja go do tej płyty dogrywałem u siebie w studiu.

Czyli kontakt jest już od dawna.

Tak, robiłem też dużo rzeczy dla Dj-a Mathematicsa z jego albumów, które niekiedy się pojawiały, niekiedy nie. Do tej pory mam kawałki na dysku, których nikt nie widział.

A jak oceniasz kawałek z nimi na tle całej płyty? Bo jakby nie patrzeć właśnie tą współpracą najbardziej można promować twój krążek.

Na pewno to się odbije szeroko. W ogóle będzie niejeden kawałek z udziałem Wu-Tangu.

Więc jest na co czekać. Wspomniałeś, że robiłeś wszystko sam. Co się w to zalicza?

Stworzyłem całą historię, jak mają wyglądać postacie, dialogi, jakie relacje będę miał z innymi postaciami, jak mają opowiadać te historie, jakie będą efekty dźwiękowe — wszystko zrobiłem sam. Dlatego nie robię napisów końcowych, bo bym był tylko ja i goście. Oczywiście nie tyczy się to okładek, bo oprawa graficzna to jest kompletnie inna bajka. Tak samo jest ze sprawami logistycznymi, bo w tym mi pomagał bardzo dużo Kamil Jakuza, który pracuje 24h na dobę przy tym projekcie, jak i chłopaki ze Starshipa, którzy również bardzo dużo pracy w to wkładają. Ale koncept artystyczny, jak i wykonanie samego produktu, audio musicalu, to jestem ja.

Bardzo ciekawie to brzmi: Audio Musical

Często to podkreślam, bo mało takich rzeczy jest na świecie. To jest opowieść — nie nazwałbym tego audiobookiem, ale zwykłą płytą muzyczną też nie.

Nad teledyskami też trzymałeś pieczę?

Tak, zamysł również był mój, czuwałem nad tym, ale dałem również wolną rękę. Z tym pierwszym teledyskiem, ekipa bardzo dobrze sobie poradziła, on jest wręcz filmowy. Chętnie bym obejrzał taki serial, w tym klimacie.

Według mnie też wyszło naprawdę dobrze. Oby więcej takich teledysków.

No nie jest to na pewno kolejne machanie łapą.

Bardzo mnie cieszy, że ludzie idą z klipami o krok dalej i przykładają do tego wyższą wagę. Znowu wracając do Tymka, który przy projekcie „Odrodzenie” zrobił niesamowite klipy, które naprawdę nadawały się do kina, a nawet były w nim wyświetlane.

Jak właśnie spotkałem się z Tymkiem i przedstawiłem mu swój projekt, to zderzyliśmy się koncepcyjnie. Doszliśmy do tego, że w dwójkę przykładamy bardzo dużą wagę do historii albumu. Chcemy przedstawić jakąś opowieść.

Niestety często te jakościowe treści nie idą w parze z wyświetleniami, na jakie zasługują.

To są projekty artystyczne skierowane do widowni bardziej świadomej, a nie do słuchacza, który ogląda przy piwku w puszce dupę na ekranie telewizora.

Chciałbym mimo wszystko, żeby ludzie się coraz bardziej przyzwyczajali do takich projektów jak twój. Do czegoś głębszego.

To jest długa droga. Z całym szacunkiem, ale artyści sami sobie tego piwa naważyli, ogłupiając słuchaczy i tym samym oddalając się od warstwy kulturowej. Artyści idą dzisiaj po linii najmniejszego oporu i uważają swoich odbiorców za debili. Jeśli twórca nie chce edukować swojego odbiorcy, to kto to ma zrobić?

Zgadzam się totalnie. A śledzisz twórczość polskich artystów?

Nie słucham polskiej muzyki.  W studio nasłucham się tyle polskiej muzyki w ciągu dnia, że już mi starczy. Nie mam więc za dużo rozeznania w polskiej scenie.

W takim razie czego najczęściej słuchasz?

Bardzo różnej. Dwa lata  temu słuchałem jeszcze bardzo dużo elektroniki i głównie właśnie w tym klimacie miał być zachowany mój krążek, znaczy i tak jest, ale to jest taki „elektroniczny rap”.

A jaki odłam elektroniki cię najbardziej jara?

Najbardziej bass house, który zatrzymał mnie na jakiś czas. Taki rzeczy około housowe. No ale teraz wróciłem do rapu. Jak słucham rapu, to leci „1Xtra”, czyli tych angielskich rzeczy drillowych, afro drillowych i post drillowych. Słucham Nowojorskich stacji też, czy Kalifornijskiego Power 106.

Czyli ze Spotify nie korzystasz…

Korzystam, ale jak sobie włączam Spotify, to nie mogę się zdecydować, czego chcę posłuchać. Poza tym mam możliwość znalezienie czegoś nowego. Też jak jeżdżę po Warszawie, to słucham radia Kampus, bo oni grają naprawdę świeże rzeczy.

A nie tęskno ci za graniem swoich DJ-setów?

Tęsknie, tęsknie za graniem. Myślałem w ogóle, żeby zagrać jeden taki duży koncert, zebrać tych wszystkich ludzi, ale wątpię, że znajdę tak odważnego promotora, bo jest to bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Ale takie mniejsze sety czy soundsystemy – czemu by nie. Kiedyś występy były dla mnie jedynym wyjściem na imprezę, bo jestem introwertykiem i ta moja strefa, w której grałem była taką moją, bezpieczną strefą. Nie musiałem się ocierać łokciami z innymi ludźmi.

Super, dziękuje bardzo Marku za rozmowę i czekam z niecierpliwością na premierę.

Dzięki również.

fot. tytułowe:@mixone

Maro, czyli muzyczny człowiek orkiestra. Zaczynał od Dj-ki, mix i master ma w krwi, a jego producenckie umiejętności na ”REJECTS” zaskoczą niejednego słuchacza. Lista artystów, z którymi współpracował, jest naprawdę obszerna — od Polski po Stany. Miał styczność z Wu-Tangiem już w 2004 roku i kilku jego członków znalazło się na najnowszym albumie Mara.

Zapraszamy was na rozmowę z artystą, który stworzył jeden z najbardziej dopracowanych i przemyślanych albumów w Polsce. Przed wami Maro

ZOBACZ RÓWNIEŻ:„OSOBIŚCIE MAM TAKI RYTUAŁ, ŻE CHODZĘ DO TEJ CZĘSTOCHOWY NA PIECHOTĘ RAZ NA ROK” — WYWIAD Z BILONEM

Paweł: Witam cię Serdecznie Marku.

Marek: Witam, witam.

Na samym początku, luźne pytanie: Na nadchodzącym albumie znajdą się jakiekolwiek polskie gościnki?

Nie. A w zasadzie tak, nawet dwie. Ja jestem polskim akcentem na tej płycie oraz Piotrek Adamczyk, który jest producentem muzycznym z CD Project RED. Był odpowiedzialny, chociażby za Wiedźmina, czy Cyberpunka…

Przy którym notabene pracowałeś.

Tak i współpracowaliśmy wspólnie z Piotrkiem przy tym projekcie. Jeden utwór z „REJECTS” jest w takim stylu, że nie wyobrażałem sobie na nim nikogo innego niż właśnie jego. Też z CD Projectem było tak, że pozwolili mi wrócić do swoich korzeni, bo w pewnym momencie się zapędziłem i zauważyłem, że praktycznie cała robiona przeze mnie muzyka jest dla kogoś – zazwyczaj jest to muzyka komercyjna. Pracując przy Cyberpunku, zrozumiałem, że dawno nie robiłem muzyki dla siebie. Dlatego też wychodzący album jest zrobiony bez żadnych kompromisów, zrobiłem wszystko w taki sposób, jaki mi się podobał.

Przy Cyberpunku to był jeden strzał?

Wiesz co, zrobiłem łącznie 3 utwory i przy każdym z nich dostałem totalnie wolną rękę. Piotrek wie, jakie są moje korzenie i czym się interesuje, więc był mi w stanie zaufać w tej kwestii.

No właśnie się zastanawiałem czy warstwa wizualna, fabularna i przede wszystkim muzyczna była inspirowana Cyberpunkiem, czy ta zajawka trwa już od lat.

Nie, to jest inspiracja z całego mojego dzieciństwa, z całego mojego życia. Cyberpunk jest częścią tego, w czym się wychowałem. Wiesz, w momencie mojego dzieciństwa kultowe były takie filmy jak „Pamięć Absolutna”, „RoboCop”’, „Blade Runner”, „Matrix”, można wymieniać i wymieniać. To są produkcje, które są tak naprawdę esencją Cyberpunka. Tak samo nawet komiksy Marvela, który w pewnych momentach zahaczał o przerost technologii, degradację środowiska i wojnę klasową. Nawet sam Batman predestynuje do takiego dystopijnego świata. Ja się wychowałem na świetności tych wszystkich rzeczy. Moja przygoda z Cyberpunkiem to był po prostu zbieg okoliczności, dzięki któremu poznałem osoby, które również interesują się tym tematem, tą bliżej nieokreśloną dystopią. Ale też nie ukrywam, że sama współpraca mnie w pewien sposób wysymulowała do zabrania się za własny projekt. Nie zmienia to faktu, że dorastałem do tego przez lata.

Ale na ten moment projekt jest już skończony w 100% w kwestii muzycznej?

Tak, tak winyle już się tłoczą, CD-ki robię w tym tygodniu.

A, czyli winyle też będziecie puszczać?

Tak, to jest najważniejsze wydanie dla nas. Okładka winylu będzie miała ponad 50 stron. To będzie album, który będziesz mógł przeglądać w trakcie słuchania. Każda piosenka ma swoją oddzielną okładkę, zrobioną przez innego artystę. Nawet skity mają swoje sceny komiksowe. To łącznie wychodzi około 30 stron, plus ilustracje dodatkowe, plus credidsy… No łącznie wychodzi około 50 stron.

Czyli będzie około 30 pozycji na płycie, wliczając skity i utwory, tak?

Myślę, że tak. Lekko ponad godzinę trwa odsłuch całej płyty. Piosenki i skity nie są jakieś długie, bo nie chciałem też zanudzić ludzi. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy będą chcieli poznać tę historię, a niektórzy po prostu posłuchać muzyki.

A ile ci zajęło kompletowanie tego projektu?

Myślę, że z dobre 4 lata. Oczywiście to nie było tak, że cały czas nad tym pracowałem, bo mam inne projekty oprócz tego, ale od początku konceptu – do teraz, to właśnie będą 4 lata. Zebranie materiałów, napisanie scenariusza, zebranie gości, to bardzo długi proces. Praktycznie na każdym numerze jest inny artysta opowiadający inną historię. Było to trudne z tego tytułu, że zrobiłem go całkowicie sam.

Mógłbyś to nazwać swoim pierwszym, producenckim krążkiem, prawda?

Raczej tak. Pracowałem przy setkach projektów, ale to jest mój pierwszy własny. To, że to wyszło tak późno, to chyba tylko na plus. Dziś jestem na tyle dojrzały, że potrafię zamknąć ten projekt i powiedzieć, że to jest to, co chciałem osiągnąć.

Jest to też fajny pomnik dla samego siebie.

No z pewnością będzie to projekt, w którym będę się chwalił w pierwszej kolejności.

Na chwilę odbiegniemy od samego krążka. Jesteś i producentem i mix-masterem i dj-em… Co sprawia ci największą przyjemność?

Produkcja.

A czym najczęściej się zajmujesz?

W tym momencie produkcją. Zaczynałem faktycznie od DJ-ki, potem na równi pochłonął mnie mix i produkcja. Ja zawsze coś produkowałem, ale było to amatorka, a mixy i mastery były już częścią mojego zawodu. Był więc taki okres, że ludzie zgłaszali się do mnie głównie po mixy, mastery i nagrywanie, od którego już odszedłem. Cały czas jednak chciałem, żebym moim głównym zajęciem była produkcja. Też mówiłem tak ludziom, żeby zgłaszali się do mnie po produkcję, po remixy, po pracę producenta wykonawczego. To też jest ciekawy obszar mojej pracy, bo zgłaszają się do mnie inni producenci z praktycznie gotowym projektem i zajmuje się wówczas czymś na pograniczy mixu i masteru, ale też spojrzenie na ogólny pomysł utworu. Chodzi często, żeby utwór przearanżować, żeby doradzić co do struktury numeru, żeby sprawdzić, czy czegoś brakuje itd. To jest takie zaufanie wśród ludzi, że ja wiem jak taki utwór ma wyglądać.

No z twoich producenckich udziałów to widziałem, że z Tymkiem współpracowałeś ostatnio, przy numerze „Zachwyt”.

Tak, tam pracowaliśmy w czwórkę, czterech producentów.

Sporo osób jak na jeden utwór.

 Wiesz, teraz np. kończymy utwór dla Justyny Steczkowskiej i pracuje przy nim 5 osób.

Na rapowe realia to nie jest chyba częsty zabieg.

Ona sama też była zaskoczona. Przyszła do nas i się pyta: kim są ci ludzie. Dzięki temu, że było nas tak dużo, zamknęliśmy ten numer w 4-5 godzin od zera. Ona myślała, że przyszła na jakieś spotkanie, a jak wychodziła, to utwór był już skończony.

Jak pracuje się w tyle osób, to dochodzi do sytuacji, że żrecie się nawzajem co do pomysłu, czy czegokolwiek?

Oczywiście, że tak, ale to jest kwestia dojrzałości i argumentacji. Nie pracuję z producentami, którzy są mocno uparci i aroganccy. Ja sam staram się taki nie być. 10 lat temu pewnie bym stawiał na swoim i się obrażał. Teraz potrafię stanąć z boku i zrozumieć, że nie zawsze muszę mieć rację, chociaż u producentów to jest bardzo rzadka cecha. Dobrałem sobie ekipę, która potrafi działać w zespole.

Wspomniałeś o Justynie, współpracujesz z dużą ilością osób spoza środowiska rapowego?

Sporo. Tak w zasadzie to ja wracam teraz rapu. Bo zacząłem od niego, potem zwróciłem się w stronę popu, a jeszcze później ku elektronice. Potem był wielki powrót do rapu u mnie. Zrobiłem wtedy Bilona, Borixona, JWP, Małolata, Kaena… Dziarmę produkowałem pierwszą płytę, która ostatecznie nie wyszła. 3 single jednak się pojawiły i bardzo fajnie sobie śmigają po internecie.

No i teraz też chyba jesteś w tym rapie.

Tak, tak, a to Tymek wpadnie, a to Chivas, a to Malik, Popek z nową płytą, Gverilla, także tych postaci trochę się pojawia.

Rozumiem. Wróćmy do płyty. Pod ostatnim teledyskiem, plus na socialach była opisana pewna historia, w której swoją rolę odegrałeś ty jako Maro i Deadly Hunta. Chodziło w wówczas o numer „Never Give Up” i klip do niego zrealizowany. Każdy klip/utwór będzie miał swoją oddzielną historię, czy one będą połączone?

Będą połączone. Cały koncept jest fabularny i każdy numer przedstawia dalszą cześć historii, a dopinają to skity.

A pierwszy singiel, który wyszedł ze wspomnianym Deadly Hunta, jest pierwszym kawałkiem na trackliście?

To jest akurat drugi numer. To jest też utwór, który może funkcjonować bez innych wątków. Dlatego też wybrałem właśnie go, bo jest to fragment z płyty, który daje smaczek, ale może sobie sam funkcjonować.

Po ostatnim singlu stwierdziłem, że projekt jest zachowany w klimacie gry. Po premierze pierwszego singla na twoich socialach wrzuciliście post, w którym zapytaliście słuchaczy, o to czy wypełnili misję. Jeśli śledzisz to na bieżąco, to naprawdę może być to ciekawa rozrywka, że poniekąd wcielasz się w postać i wykonujesz jakieś questy.

Sporo osób miało takie skojarzenia. Na początku w ogóle był pomysł, żeby wydać ten krążek w odcinkach. Myśleliśmy, żeby  puszczać to, co dwa tygodnie i dodać tę narrację: czy zrobiłeś to i to… Jeśli zainteresowanie będzie spore, to zakończenie tej całej historii daje możliwość, by pociągnąć to dalej. Ale więcej nie zdradzam.

A mógłbyś mi zdradzić, z którym artystą najtrudniej ci się współpracowało?

Ze wszystkimi było równie trudno.

Tak? Wy to robiliście wszystko na odległość?

Częściowo. Były takie przypadki, że się spotkaliśmy, ale duża część albumu była robiona w trakcie pandemii, więc nawet nie mieliśmy za bardzo możliwości.

No i też koszty z pewnością były mniejsze

No oczywiście. Gdyby było to robione w konkretnym miejscu, twarzą w twarz to koszty byłyby dwa razy takie.

A każdy numer będzie miał swój oddzielny klip?

Na razie nie, na razie robimy 4 klipy. Moim marzeniem to było w ogóle zrobić taki mini-serial. Każdy odcinek zawierałby fabularne intro i potem utwór i jakaś dalsza minutowa historia. To by były pewnie 10-minutowe odcinki. No ale na razie to jest tylko marzenie.

Już jedno spełniasz, więc ja trzymam kciuki.

Może dobre wiatry zawieją.

A w tych pozostałych teledyskach raperzy będą czynnie uczestniczyć, tak jak to było w przypadku Deadly Hunta?

Różnie, jest teledysk, który jest animowany, jest teledysk zrobiony z kolarzy, wszystko jest inną techniką. Tak samo, jak okładki utworów — każda jest robiony w inny sposób, inną techniką. Każdy artysta pokazał swój koncept.

Brzmi świetnie. Chciałbym jeszcze zahaczyć o jedene z ciekawszych gościnek. Udało ci się „ściągnąć” chłopaków z Wu-Tangu. Jak doszło do tej współpracy? Miałeś z nimi styczność już wcześniej?

Z nimi to się zaczęła moja przygoda w 2004, czy nawet w 2003 roku. Pierwszą płytą, jaką zrobiłem to było Cilvaringz „I’’,  na której zrobiłem mix i master. Dla Dj-a Mathematicsa na „The Answer” zrobiłem kilka mixów… Ciekawostka jest taka, że jak Redmana był w Polsce chyba w 2009 roku, to ja go do tej płyty dogrywałem u siebie w studiu.

Czyli kontakt jest już od dawna.

Tak, robiłem też dużo rzeczy dla Dj-a Mathematicsa z jego albumów, które niekiedy się pojawiały, niekiedy nie. Do tej pory mam kawałki na dysku, których nikt nie widział.

A jak oceniasz kawałek z nimi na tle całej płyty? Bo jakby nie patrzeć właśnie tą współpracą najbardziej można promować twój krążek.

Na pewno to się odbije szeroko. W ogóle będzie niejeden kawałek z udziałem Wu-Tangu.

Więc jest na co czekać. Wspomniałeś, że robiłeś wszystko sam. Co się w to zalicza?

Stworzyłem całą historię, jak mają wyglądać postacie, dialogi, jakie relacje będę miał z innymi postaciami, jak mają opowiadać te historie, jakie będą efekty dźwiękowe — wszystko zrobiłem sam. Dlatego nie robię napisów końcowych, bo bym był tylko ja i goście. Oczywiście nie tyczy się to okładek, bo oprawa graficzna to jest kompletnie inna bajka. Tak samo jest ze sprawami logistycznymi, bo w tym mi pomagał bardzo dużo Kamil Jakuza, który pracuje 24h na dobę przy tym projekcie, jak i chłopaki ze Starshipa, którzy również bardzo dużo pracy w to wkładają. Ale koncept artystyczny, jak i wykonanie samego produktu, audio musicalu, to jestem ja.

Bardzo ciekawie to brzmi: Audio Musical

Często to podkreślam, bo mało takich rzeczy jest na świecie. To jest opowieść — nie nazwałbym tego audiobookiem, ale zwykłą płytą muzyczną też nie.

Nad teledyskami też trzymałeś pieczę?

Tak, zamysł również był mój, czuwałem nad tym, ale dałem również wolną rękę. Z tym pierwszym teledyskiem, ekipa bardzo dobrze sobie poradziła, on jest wręcz filmowy. Chętnie bym obejrzał taki serial, w tym klimacie.

Według mnie też wyszło naprawdę dobrze. Oby więcej takich teledysków.

No nie jest to na pewno kolejne machanie łapą.

Bardzo mnie cieszy, że ludzie idą z klipami o krok dalej i przykładają do tego wyższą wagę. Znowu wracając do Tymka, który przy projekcie „Odrodzenie” zrobił niesamowite klipy, które naprawdę nadawały się do kina, a nawet były w nim wyświetlane.

Jak właśnie spotkałem się z Tymkiem i przedstawiłem mu swój projekt, to zderzyliśmy się koncepcyjnie. Doszliśmy do tego, że w dwójkę przykładamy bardzo dużą wagę do historii albumu. Chcemy przedstawić jakąś opowieść.

Niestety często te jakościowe treści nie idą w parze z wyświetleniami, na jakie zasługują.

To są projekty artystyczne skierowane do widowni bardziej świadomej, a nie do słuchacza, który ogląda przy piwku w puszce dupę na ekranie telewizora.

Chciałbym mimo wszystko, żeby ludzie się coraz bardziej przyzwyczajali do takich projektów jak twój. Do czegoś głębszego.

To jest długa droga. Z całym szacunkiem, ale artyści sami sobie tego piwa naważyli, ogłupiając słuchaczy i tym samym oddalając się od warstwy kulturowej. Artyści idą dzisiaj po linii najmniejszego oporu i uważają swoich odbiorców za debili. Jeśli twórca nie chce edukować swojego odbiorcy, to kto to ma zrobić?

Zgadzam się totalnie. A śledzisz twórczość polskich artystów?

Nie słucham polskiej muzyki.  W studio nasłucham się tyle polskiej muzyki w ciągu dnia, że już mi starczy. Nie mam więc za dużo rozeznania w polskiej scenie.

W takim razie czego najczęściej słuchasz?

Bardzo różnej. Dwa lata  temu słuchałem jeszcze bardzo dużo elektroniki i głównie właśnie w tym klimacie miał być zachowany mój krążek, znaczy i tak jest, ale to jest taki „elektroniczny rap”.

A jaki odłam elektroniki cię najbardziej jara?

Najbardziej bass house, który zatrzymał mnie na jakiś czas. Taki rzeczy około housowe. No ale teraz wróciłem do rapu. Jak słucham rapu, to leci „1Xtra”, czyli tych angielskich rzeczy drillowych, afro drillowych i post drillowych. Słucham Nowojorskich stacji też, czy Kalifornijskiego Power 106.

Czyli ze Spotify nie korzystasz…

Korzystam, ale jak sobie włączam Spotify, to nie mogę się zdecydować, czego chcę posłuchać. Poza tym mam możliwość znalezienie czegoś nowego. Też jak jeżdżę po Warszawie, to słucham radia Kampus, bo oni grają naprawdę świeże rzeczy.

A nie tęskno ci za graniem swoich DJ-setów?

Tęsknie, tęsknie za graniem. Myślałem w ogóle, żeby zagrać jeden taki duży koncert, zebrać tych wszystkich ludzi, ale wątpię, że znajdę tak odważnego promotora, bo jest to bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Ale takie mniejsze sety czy soundsystemy – czemu by nie. Kiedyś występy były dla mnie jedynym wyjściem na imprezę, bo jestem introwertykiem i ta moja strefa, w której grałem była taką moją, bezpieczną strefą. Nie musiałem się ocierać łokciami z innymi ludźmi.

Super, dziękuje bardzo Marku za rozmowę i czekam z niecierpliwością na premierę.

Dzięki również.

fot. tytułowe:@mixone

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy