„Megalomania” Sentino. Czyli samozwańczy król wypluwa kolejny album i nie zmienia się nic

Samozwańczy „król” Sentino wypluł album „Megalomania” i zgodnie z przewidywaniami nie zmieniło się nic. Bo jak można oczekiwać czegoś przełomowego po kolejnym takim samym krążku, wydanym w krótkim odstępie czasu?

Oddani fani, szczególnie ci z „sicarios” w nicku, będą zachwyceni, ci z „$icario$” pewnie bliscy dojścia i wystawienia oceny 10/10. Nieprzekonani dalej się nie przekonają, a ci, co podchodzą na chłodno, może znajdą te 2 kawałki, które puszczą sobie więcej niż parę razy. Osobiście zapisałbym się pod tę ostatnią grupę. I tak się ten schemat powtarza, co parę miesięcy – od wydania „Czary Mary”.

ZOBACZ TAKŻE: TO JUŻ KONIEC, NIE CZEKAJ NA NOWEGO QUEBONAFIDE

Gdy 8 lat temu, Sentino zawitał do nas z dwoma „Zabójstwami Lirycznymi” – kibicowałem. Pewnie nie tylko ja, Sebastian pokazał wtedy uliczny rap w nowoczesnym wydaniu, z bujającymi refrenami i charyzmą. Na próżno było szukać takich brzmień u raperów, którzy w pseudonimie artystycznym mieli trzyliterowy skrót. Szybko zadomowił się na naszej scenie, zdobywając uznanie takich postaci jak Quebonafide, Kaz Bałagane, Koldi czy Sokół. Niepokojące były jego, zauważalne od początku – odklejenia w social mediach, które ostatecznie doprowadziły do tego, że jego wizerunek groźnego, ale lubianego gangstera – spektakularnie runął. King Sento wrócił robić muzykę za granicę, a u nas był skreślony. Odwrócili się od niego nawet koledzy z GM2L, którym notabene, bardzo pomógł wejść do mainstreamu.

"Megalomania" od Sentino, czyli samozwańczy król wypluwa kolejny album i nie zmienia się nic – recenzja

Czas leczy rany i wszystko odwróciło się w 2020 roku za sprawą gościnki na „ROMANTIC PSYCHO”. Kawałek ŚWIATTOMÓJPLACZABAW traktuję jako symbol jego powrotu na polską scenę. Jako pierwszy rękę wyciągnął Quebonafide, więc nie mógł dostać lepszej drugiej szansy. Jakiś czas później pojawił się jeszcze Brak Słów z Bedoesem, a duże grono słuchaczy, stęsknione za Sentino-muzykiem, puściło w zapomnienie wszystko, czego dokonał Senitno-człowiek. Niesłusznie, bo Sebastian Alvarez koncertowo to spierdol*ł, pokazał, że lata nieobecności nie nauczyły go nic. Wciąż nie ma ani szacunku do odbiorcy, ani do ludzi, z którymi współpracuje, a i muzycznie to już nie ten sam poziom co przed laty. Nie ten sam efekt „wow”.

„Megalomania” to po prostu kolejny album Sentino. Nic ponad i poniżej tego

12 kwietnia 2022 dostaliśmy „Megalomanię”. Krążek na pewno lepszy niż „Aporofobia”, która pokazała, że Sentino nie powinien nagrywać płyty w 24 godziny. Miało to wzbudzić podziw, tylko że zabrakło jakości, więc mogło spowodować jedynie rozczarowanie i poczucie zmarnowanego czasu na odsłuchu. Nad kwietniowym wydaniem raper popracował dłużej, dzięki czemu odsłuch nie jest już męczący. Przełomu tu nie ma, ale nie jest to też złe. Wciąż o wiele bardziej wolę puścić sobie szefa Sicarios na afrotrapie, zamiast Blachy czy Palucha. Gdy muzyka leci w tle, momentami robi się nawet całkiem przyjemnie. Choć pisząc to po osłuchaniu się z „Odrodzeniem” Tymka, musiałem na nowo obniżyć swoje wymagania, żeby te słowa przeszły mi przez klawiaturę.

Mimo to przydałaby się jeszcze dłuższa przerwa. Nie chodzi o powtarzającą się tematykę i wersy, bo nikt nie ma na tyle ciekawego życia, żeby każdy album był inny. Nie wymagam od Sebastiana niczego innego niż marzeń o willi, nawijki o samochodach, przewózki, spędzania czasu wśród pięknych kobiet i celebracji sukcesu. Chciałbym jednak, żeby kawałki nie zlewały mi się w jeden długi kawałek, a albumy w jeden wielki album. Dobrze by było naładować baterię i wrócić z czymś świeższym.

Sentino „Megalomania” – odsłuch

Z drugiej strony rozumiem jego podejście. Konsekwencja w taśmowej produkcji płyt sprawiła, że samozwańczy król, faktycznie stał się królem w oczach poddanych fanów. Dla nich i tak każdy krążek będzie przełomem. Raper mimo codziennych odchyleń na Instagramie, nie tylko odbudował swój fanbase sprzed lat, ale stworzył nową, liczną grupę odbiorców, którym przypadły do gustu jego patostreamy. Przebite milion słuchaczy na Spotify mówi samo za siebie. Czy to się komuś podoba, czy nie – to jego czas, a on korzysta ze swoich pięciu minut, najlepiej jak potrafi.

Całe życie drama

Autor krążka zauważa problem związany ze swoim zachowaniem i wizerunkiem. Jak byłem młody, głupotą zraziłem sporo osób, a dziś wyglądam młodziej i to nie przez hormon wzrostu – rapuje w HGH. Chcę ten hajs jak El Chapo, nie obchodzi mnie fama, całe życie mam drama, drama, drama – rzuca na Reinkarnacji.

Jak odbudować swoją pozycję i wrócić z klasą, pokazał rok temu Belmondo. Za to Sentino daje kolejne powody, żeby ci, którzy nawet tęsknili za nim po „Zabójstwie Lirycznym 2”, dziś nie czuli do niego żadnej sympatii i niestety – zwyczajnie mieli przesyt jego muzyki.

Nie wygląda na to, żeby u Sentino była jakaś chęć zmiany i naprawy błędów. Nic też nie zapowiada, że jego social media przestaną być tak toksycznym miejscem. Sebastian narobił sobie w Polsce wrogów, ma problemy z dotrzymywaniem słowa. Pod znakiem zapytania stoją jego koncerty w naszym kraju. Jedynym pozytywem jest to, że relacje z Malikiem Montaną się ocieplają, autor „Megalomanii” ma coś niby podziałać przy High League. Jednak na razie, jedyne czego możemy być pewni to, że za parę miesięcy wyjdzie następna płyta. Obstawiam, że z większą ilością letniaków, kosztem agresywnego trapu, którego dostaliśmy sporo na obecnym albumie.

Taki z ciebie gangster, chyba k*rwa jak z Sentino

Na płycie nie zabrakło zaczepek w kierunku innych raperów. Najgłośniej rozniosła się oczywiście ta w numerze Triumf w kierunku SBM Label. Jeśli King Sento chciał odpowiedzieć na wersy Białasa z dissu na Dixonów: „Taki z ciebie gangster, chyba k*rwa jak z Sentino” – spóźnił się kilka lat. Jeśli po prostu przestało mu się opłacać propsowanie Bedoesa i szuka atencji, to cel w połowie został spełniony.

Czy Białas i Solar, mający na koncie beefy z takimi oponentami jak PeeRZet, Laikike1 czy Deys, pochylą się nad kimś, kto od powrotu na polską scenę, idzie w myśl zasady „nieważne co, ważne by mówili”? Moim zdaniem nie. Same wersy też nie uderzają w czuły punkt, bo zarówno Bedi, jak i założyciele Mafijji, zarzutów o „nieprawdziwości i fałszywości” nasłuchali się już wystarczająco dużo od początku karier. To już tak samo nudne, jak wypominanie słynnego frazesu „Halo, policja!”. Być może brak odpowiedzi zaboli tu bardziej niż najlepszy diss.

Sentino narzeka na poziom rapu w Polsce, po czym zaprasza na album Nitro i Boxdela, którzy są jedynymi gośćmi na płycie. Z pewnością, Nitro jest samoświadomy swojej rapowej ch*jowości i zrobił to dla zabawy, a Trójkąt Bermudzki to tylko zabieg marketingowy, tylko że też nie najlepszy. Raczej nie chciałbym promować się przy kimś, kto np. publicznie żartuje sobie z gwałtów. Z drugiej strony wątpię, żeby gospodarz krążka się tym jakoś wyjątkowo przejął. Zresztą on i tak wizerunku już bardziej sobie nie zj*bie.

„Megalomania” to kolejny album Sentino, na którym dostaliśmy trochę letniaków i sporo agresywnych brzmień. Poprawna płyta z paroma wadami i wciąż kulejącym miksem. Żaden przełom czy potencjalny klasyk. Pewnie za kilka lat utonie w morzu taśmowych produkcji. Trochę za mało, by porównywać się do Eisa na Hienach.

SENTINO X NITRO X MASNY BEN – TRÓJKĄT BERMUDZKI

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. kadr z klipu SENTINO – Lágrimas prod. CrackHouse

Samozwańczy „król” Sentino wypluł album „Megalomania” i zgodnie z przewidywaniami nie zmieniło się nic. Bo jak można oczekiwać czegoś przełomowego po kolejnym takim samym krążku, wydanym w krótkim odstępie czasu?

Oddani fani, szczególnie ci z „sicarios” w nicku, będą zachwyceni, ci z „$icario$” pewnie bliscy dojścia i wystawienia oceny 10/10. Nieprzekonani dalej się nie przekonają, a ci, co podchodzą na chłodno, może znajdą te 2 kawałki, które puszczą sobie więcej niż parę razy. Osobiście zapisałbym się pod tę ostatnią grupę. I tak się ten schemat powtarza, co parę miesięcy – od wydania „Czary Mary”.

ZOBACZ TAKŻE: TO JUŻ KONIEC, NIE CZEKAJ NA NOWEGO QUEBONAFIDE

Gdy 8 lat temu, Sentino zawitał do nas z dwoma „Zabójstwami Lirycznymi” – kibicowałem. Pewnie nie tylko ja, Sebastian pokazał wtedy uliczny rap w nowoczesnym wydaniu, z bujającymi refrenami i charyzmą. Na próżno było szukać takich brzmień u raperów, którzy w pseudonimie artystycznym mieli trzyliterowy skrót. Szybko zadomowił się na naszej scenie, zdobywając uznanie takich postaci jak Quebonafide, Kaz Bałagane, Koldi czy Sokół. Niepokojące były jego, zauważalne od początku – odklejenia w social mediach, które ostatecznie doprowadziły do tego, że jego wizerunek groźnego, ale lubianego gangstera – spektakularnie runął. King Sento wrócił robić muzykę za granicę, a u nas był skreślony. Odwrócili się od niego nawet koledzy z GM2L, którym notabene, bardzo pomógł wejść do mainstreamu.

"Megalomania" od Sentino, czyli samozwańczy król wypluwa kolejny album i nie zmienia się nic – recenzja

Czas leczy rany i wszystko odwróciło się w 2020 roku za sprawą gościnki na „ROMANTIC PSYCHO”. Kawałek ŚWIATTOMÓJPLACZABAW traktuję jako symbol jego powrotu na polską scenę. Jako pierwszy rękę wyciągnął Quebonafide, więc nie mógł dostać lepszej drugiej szansy. Jakiś czas później pojawił się jeszcze Brak Słów z Bedoesem, a duże grono słuchaczy, stęsknione za Sentino-muzykiem, puściło w zapomnienie wszystko, czego dokonał Senitno-człowiek. Niesłusznie, bo Sebastian Alvarez koncertowo to spierdol*ł, pokazał, że lata nieobecności nie nauczyły go nic. Wciąż nie ma ani szacunku do odbiorcy, ani do ludzi, z którymi współpracuje, a i muzycznie to już nie ten sam poziom co przed laty. Nie ten sam efekt „wow”.

„Megalomania” to po prostu kolejny album Sentino. Nic ponad i poniżej tego

12 kwietnia 2022 dostaliśmy „Megalomanię”. Krążek na pewno lepszy niż „Aporofobia”, która pokazała, że Sentino nie powinien nagrywać płyty w 24 godziny. Miało to wzbudzić podziw, tylko że zabrakło jakości, więc mogło spowodować jedynie rozczarowanie i poczucie zmarnowanego czasu na odsłuchu. Nad kwietniowym wydaniem raper popracował dłużej, dzięki czemu odsłuch nie jest już męczący. Przełomu tu nie ma, ale nie jest to też złe. Wciąż o wiele bardziej wolę puścić sobie szefa Sicarios na afrotrapie, zamiast Blachy czy Palucha. Gdy muzyka leci w tle, momentami robi się nawet całkiem przyjemnie. Choć pisząc to po osłuchaniu się z „Odrodzeniem” Tymka, musiałem na nowo obniżyć swoje wymagania, żeby te słowa przeszły mi przez klawiaturę.

Mimo to przydałaby się jeszcze dłuższa przerwa. Nie chodzi o powtarzającą się tematykę i wersy, bo nikt nie ma na tyle ciekawego życia, żeby każdy album był inny. Nie wymagam od Sebastiana niczego innego niż marzeń o willi, nawijki o samochodach, przewózki, spędzania czasu wśród pięknych kobiet i celebracji sukcesu. Chciałbym jednak, żeby kawałki nie zlewały mi się w jeden długi kawałek, a albumy w jeden wielki album. Dobrze by było naładować baterię i wrócić z czymś świeższym.

Sentino „Megalomania” – odsłuch

Z drugiej strony rozumiem jego podejście. Konsekwencja w taśmowej produkcji płyt sprawiła, że samozwańczy król, faktycznie stał się królem w oczach poddanych fanów. Dla nich i tak każdy krążek będzie przełomem. Raper mimo codziennych odchyleń na Instagramie, nie tylko odbudował swój fanbase sprzed lat, ale stworzył nową, liczną grupę odbiorców, którym przypadły do gustu jego patostreamy. Przebite milion słuchaczy na Spotify mówi samo za siebie. Czy to się komuś podoba, czy nie – to jego czas, a on korzysta ze swoich pięciu minut, najlepiej jak potrafi.

Całe życie drama

Autor krążka zauważa problem związany ze swoim zachowaniem i wizerunkiem. Jak byłem młody, głupotą zraziłem sporo osób, a dziś wyglądam młodziej i to nie przez hormon wzrostu – rapuje w HGH. Chcę ten hajs jak El Chapo, nie obchodzi mnie fama, całe życie mam drama, drama, drama – rzuca na Reinkarnacji.

Jak odbudować swoją pozycję i wrócić z klasą, pokazał rok temu Belmondo. Za to Sentino daje kolejne powody, żeby ci, którzy nawet tęsknili za nim po „Zabójstwie Lirycznym 2”, dziś nie czuli do niego żadnej sympatii i niestety – zwyczajnie mieli przesyt jego muzyki.

Nie wygląda na to, żeby u Sentino była jakaś chęć zmiany i naprawy błędów. Nic też nie zapowiada, że jego social media przestaną być tak toksycznym miejscem. Sebastian narobił sobie w Polsce wrogów, ma problemy z dotrzymywaniem słowa. Pod znakiem zapytania stoją jego koncerty w naszym kraju. Jedynym pozytywem jest to, że relacje z Malikiem Montaną się ocieplają, autor „Megalomanii” ma coś niby podziałać przy High League. Jednak na razie, jedyne czego możemy być pewni to, że za parę miesięcy wyjdzie następna płyta. Obstawiam, że z większą ilością letniaków, kosztem agresywnego trapu, którego dostaliśmy sporo na obecnym albumie.

Taki z ciebie gangster, chyba k*rwa jak z Sentino

Na płycie nie zabrakło zaczepek w kierunku innych raperów. Najgłośniej rozniosła się oczywiście ta w numerze Triumf w kierunku SBM Label. Jeśli King Sento chciał odpowiedzieć na wersy Białasa z dissu na Dixonów: „Taki z ciebie gangster, chyba k*rwa jak z Sentino” – spóźnił się kilka lat. Jeśli po prostu przestało mu się opłacać propsowanie Bedoesa i szuka atencji, to cel w połowie został spełniony.

Czy Białas i Solar, mający na koncie beefy z takimi oponentami jak PeeRZet, Laikike1 czy Deys, pochylą się nad kimś, kto od powrotu na polską scenę, idzie w myśl zasady „nieważne co, ważne by mówili”? Moim zdaniem nie. Same wersy też nie uderzają w czuły punkt, bo zarówno Bedi, jak i założyciele Mafijji, zarzutów o „nieprawdziwości i fałszywości” nasłuchali się już wystarczająco dużo od początku karier. To już tak samo nudne, jak wypominanie słynnego frazesu „Halo, policja!”. Być może brak odpowiedzi zaboli tu bardziej niż najlepszy diss.

Sentino narzeka na poziom rapu w Polsce, po czym zaprasza na album Nitro i Boxdela, którzy są jedynymi gośćmi na płycie. Z pewnością, Nitro jest samoświadomy swojej rapowej ch*jowości i zrobił to dla zabawy, a Trójkąt Bermudzki to tylko zabieg marketingowy, tylko że też nie najlepszy. Raczej nie chciałbym promować się przy kimś, kto np. publicznie żartuje sobie z gwałtów. Z drugiej strony wątpię, żeby gospodarz krążka się tym jakoś wyjątkowo przejął. Zresztą on i tak wizerunku już bardziej sobie nie zj*bie.

„Megalomania” to kolejny album Sentino, na którym dostaliśmy trochę letniaków i sporo agresywnych brzmień. Poprawna płyta z paroma wadami i wciąż kulejącym miksem. Żaden przełom czy potencjalny klasyk. Pewnie za kilka lat utonie w morzu taśmowych produkcji. Trochę za mało, by porównywać się do Eisa na Hienach.

SENTINO X NITRO X MASNY BEN – TRÓJKĄT BERMUDZKI

Cała rapgra w jednym miejscu. Obserwuj nas także na – Google News.

fot. kadr z klipu SENTINO – Lágrimas prod. CrackHouse

Ciekawe tematy

9 KOMENTARZE

    • OK. Widać, że bardzo nie lubisz Sentino wnioskując po nicku, ale czy w ogóle przesłuchałeś jego choć 1 album? Jak dla mnie ten album ma swoje wady i zalety ( większość zalet), ale cóż wszystko zależy od gustu

  1. Jak dla mnie album kozak i dla wielu znajomych. Tu kogoś mocno dupa boli że sento tak często nagrywa i zarabia dużo przy tym. Wrócił z jebnieciem i liczby mówią za siebie wy se możecie gadać

  2. No mocna odklejka komentujących psychofanów Sentino chyba boli ze ktoś skrytykował ich idola i to 100% trafnie i mówię to z pozycji kogoś kto jest turbo kibicem rapera Sentino niestety również i ja mam całkowity przesyt Sebastianem i mógłby sobie odpuścić wydawanie kolejnych plyt i zrobić dłuższą przerwę

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy