„Jarmark” to całkiem dobra i potrzebna płyta – RECENZJA

Cześć, dawno nie pisałem dłuższej formy wypowiedzi, na swoje wytłumaczenie mam to, że wcale w tym czasie nie próżnowałem, a robiłem sporo rzeczy około rapowych. O niektórych mam nadzieję, że jeszcze poinformuję do końca roku, o jednej mogę poinformować już teraz – jestem zamieszany w nowy portal rapowo.pl gdzie będę publikował swoje dłuższe teksty i na, który zapraszam.

Mimo, że od lat w każde wakacje, pewnego dnia o północy dostajemy płytę Taco Hemingwaya (lub nawet dwie), wydarzenie te już chyba zawsze będzie budziło w środowisku niemałe poruszenie, ze względu na pozycję Filipa jaką sobie od 2014 roku wypracował.

Mamy rok 2020 i przyszła pora na płytę „Jarmark”, na którą po singlu „Polskie tango” oczekiwania były spore. Wbrew spotykanym opiniom w Internecie, mi album w miarę przypadł do gustu. Oczywiście nie jest to pod żadnym pozorem dzieło przełomowe, daleko jej do miana najlepszej płyty Taco, ale nie jest to wcale najgorszy krążek warszawskiego rapera.

„Pełno na płycie populizmów i truizmów” – można przeczytać pod każdą dyskusją o płycie. Owszem, bo w tych gorących w ostatnim czasie tematach, w naszym kraju już wszystko zostało powiedziane i wątpię, żeby było coś tu jeszcze do dodania. W Polsce jest zaściankowość, niezbyt kompetentny rząd, homofobia, hipokryzja Kościoła Katolickiego, a społeczeństwo jest podzielone i pełne nienawiści do ludzi o nieco innych poglądach itd., itp. Każdy średnio inteligenty to już dawno zauważył.

Niemniej płyta jest przydatna jako artystyczne podsumowanie sytuacji w kraju. Jest potrzebna dla młodego słuchacza, tego dużo starszego być może też, a ja sam oczekiwałem dokładnie takiego krążka. Taki album od artysty na takim poziomie rozpoznawalności to coś, czego polski hip-hop potrzebował od dawna i tyle. No chyba, że ktoś woli super oryginalną płytę numer 1337 o piciu nad Wisełką.

Być może porównanie nieco na wyrost, ale – czy artyści pokroju Grzegorza Ciechowskiego i innych z okresu PRL’u, również słyszeli od słuchaczy, że ich teksty to zwykłe populizmy? A może ta muzyka pozwoliła ludziom po prostu mieć się z czym utożsamić i podnieść ich na duchu.

Mało ostatnio w rapie polityki i buntu. Ciężko się było buntować skoro poziom życia w porównaniu z latami 90′ i początkiem XXI wieku poszedł ostro w górę. Zmieniły się priorytety i problemy młodych ludzi i muzyków. Sam rap ugrzecznił się na tyle, że dziś trwają dyskusje o tym czy muzycy z tego środowiska powinni mieszać się do polityki czy jednak przemilczeć niektóre sprawy i wydawać bezpieczne kawałki o kolejnych melanżach, podbojach łóżkowych i złamanych sercach.

I faktycznie poza Taco Hemingwayem, „Młodym Bossem” Żabsona, „Nic Dobrego o Polsce” Bażanta i „Gdyby Nie Wy” od Łagu – brakuje dziś numerów, a co dopiero całych płyt, które poruszałyby takie tematy i przebiłyby się do świadomości masowego słuchacza (choć Bażant póki co przebił się najwyżej do ludzi mocno śledzących podziemie).

Jak „Jarmark” wypada pod względem brzmieniowym? Dokładnie w taki sposób do jakiego Taco Hemingway przyzwyczaił w ostatnich latach. Nikt więc nie powinien być zawiedziony, chyba że liczył na ograniczenie autotune’a.

Na plus zasługuje dobór gości. Niesamowicie charyzmatyczna zwrotka Mielzkiego, który zdecydowanie przykrył gospodarza, czym zrobił na mnie wrażenie, bo od lat mam problem z przekonaniem się do twórczości Grubego. Oprócz tego Artur Rojek, który w serii „Łańcuch”, opowiadającym o efekcie motyla, nadał niesamowitego klimatu. CatchUp zdolny producent i raper także potwierdził swoją wartość na albumie. I na koniec Kacha z Coals, która idealnie komponuje się z produkcją autorstwa Pejzaż w „1990s Utopia”, który jest pięknym i bardzo smutnym kawałkiem.

Na wyróżnienie zasługują też solowe kawałki Taco. Oprócz oczywiście singla „Polskie tango”, warto na dłużej zatrzymać się przy numerach takich jak „Panie, to wyście!”, „W.N.P” czy „Dwuzłotówki Dancing”. Mieszane emocje wśród odbiorców budzi „POL smoke”, ja sam nadal nie wiem co o tym utworze sądzić, ale chyba bliżej mi do opinii, że ten zabieg wyszedł autorowi raczej komicznie.

W tym budynku, w którym walczę o swą duszę Drogie szaty, drogi kamień, drogi kruszec, Drogi Panie, jak istniejesz to zrozumiesz, To zrozumiesz, dlaczego musiałem uciec

Flip Szcześniak jest na takim etapie kariery, że spoczywa nad nim duża odpowiedzialność względem młodych ludzi. Przy tak obszernym fanbasie Taco, istnieje duże prawdopodobieństwo, gdzie te „populizmy, truizmy i inne oczywistości” dla elitarnej inteligencji polskich słuchaczy, komuś innemu zmienią zdanie i otworzą głowę. No i jeśli tak będzie to Taco swój cel osiągnął. Ja już na ten moment wiem, że będę po czasie wracał do większej ilości kawałków niż w przypadku „Pocztówki z WWA, lato 19′”, „Cafe Belgi” i „Flagey EP”. Czekamy co artysta nam zaoferuje w nadchodzącej „Europie”.

Felietony

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Felietony