Jak wiele jesteśmy w stanie wybaczyć artystom?

fot. (Jak wiele jesteśmy w stanie wybaczyć artystom) kadr z klipu Sobel „Daj mi znać” ft. Michał Szczygieł

Nikt nie jest nieomylny, każdy z nas ma swoje wady i wszyscy popełniliśmy błędy, zachowaliśmy się źle etc. Nieuniknione jest też to, że wciąż wiele takich sytuacji przed nami. Mamy jednak to szczęście, że świadkami naszych przypałów jest raczej wąskie grono i nie ucierpi na tym nasz wizerunek ani ścieżka kariery, a my na spokojnie możemy wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Inaczej jest z muzykami, którzy są przecież ludźmi takimi jak my, ale przez swoją popularność, nawet po zejściu ze sceny, ciągle narażeni są na blask fleszy, a w dobie social mediów każde ich potknięcie błyskawicznie obiega Internet.

Są sytuacje, gdzie może być nam ich po ludzku żal, np. taka drama Dianki i Gargamela mogłaby zostać między nimi i w gronie ich najbliższych. Nie oszukujmy się, gdyby taka sama „historia miłosna” wydarzyła się u Kacpra i Małgosi z 3C, to nikt by się tym nawet nie zainteresował, poza paroma znajomymi z klasy, a tak ciągnęło się to za youtuberem i wokalistką miesiącami.   

Po wpadkach muzycy przeważnie tracą sporą część fanów, kontrakty ze sponsorami czy zamykają sobie drogę do featuringów z kolegami ze sceny, którzy z obawy o swój wizerunek nie dograją się komuś, kto ma pr’owe problemy. Z drugiej strony taka „kara” to w niektórych przypadkach tyle, co nic, a popularni i lubiani ludzie mają większe przywileje i większy margines popełnianych błędów.

No właśnie, jak wiele jesteśmy w stanie wybaczyć swoim ulubionym artystom?

Jakby się tak szybko przyjrzeć to okazuje się, że WSZYSTKO. Mężczyzna, który zabija, okrada ludzi, molestuje, bije kobiety czy zdradza partnerki, automatycznie zostałby zlinczowany przez społeczeństwo, ale jak przy okazji robi fajną muzykę, która zapewnia rozrywkę milionom, to już sytuacja nie jest tak czarno-biała. Jest wiele osób, którym oskarżenia o pedofilię nie przeszkadzają, żeby nie szukać daleko – Michael Jackson, czyli niekwestionowany król popu. Odnosząc się jednak do rapowego podwórka: Tay-K skazany za morderstwo był i nadal jest uwalniany przez tłumy w hasztagach, bo jest dla kogoś dobrym raperem. 6ix9ine, odje**ł niemal wszystko, co możliwe (początek akapitu jest chyba o nim) stosunek z nieletnią i rozprzestrzenianie nagrań, napady z bronią, morderstwo, został sześćdziesiątką i bił swoją partnerkę – Sarę Molinę.

Efekty? Odsiaduje krótki wyrok i po tym wszystkim dostaje od słuchaczy jeszcze więcej atencji, a jego kawałki i profile na socialach osiągają rekordy popularności. Malik Montana będący największym mizoginistą na scenie ma fanbase złożony głównie z kobiet, którym jego podejście w ogóle nie przeszkadza. Popek Monster po sukcesie Gangu Albanii zostaje ułaskawiony przez Prezydenta RP. I takich przykładów, większych i mniejszych, można wymieniać bez końca.

Z drugiej strony za każdym razem znajdzie się grupa, która anuluje takiego artystę. Bardzo łatwo jest nam skreślić kogoś, jeśli nie lubimy jego muzyki, nawet za głupotę. Tak, nawiązuję tu, chociażby do „k-popiar” i ich akcji #żabsonisoverparty. Jednak mniej skrajny przykład był, gdy PRO8L3M otagował paryskie metro, nie było to dla słuchaczy nic złego, ot element tej kultury. Ciekawe ile z tych osób oburzało się kilka miesięcy potem o mazanie ścian na klipach z „Ogrodów” u Kukona. Gdy za kimś nie przepadamy i powinie mu się noga, to wtedy taka sytuacja jest nam wręcz na rękę. Czujemy dumę i satysfakcję, że nie słuchaliśmy wcześniej „tego pajaca”. Nawet jeśli lubiliśmy parę kawałków, ale nie byliśmy wielkimi fanami, to prościej jest nam wymienić artystę ze skazą na jakiegoś z czystą kartą. Dziwimy się, że dalej ktoś taki ma osoby, które go słuchają i wspierają. Ale czy słusznie?

Przymknąć oko a bronić lub popierać to różnica

Każdy z nas ma swoją moralność i własne podejście na daną sprawę. Dla mordercy morderstwo to nie będzie nic wielkiego. Byłbym hipokrytą, gdybym wymagał, żeby każdy raper poprzez swój czyn, powszechnie uważany za niemoralny, został automatycznie skreślony przez ogół i aby wszyscy kierowali się dokładnie tymi samymi zasadami co ja.

Sam mam artystów, których dalej słucham, mimo że mają swoje za uszami, ale przymykam oko, bo na tyle lubię ich twórczość, że nie jestem w stanie jej zastąpić niczym innym. Po prostu nie chcę odbierać sobie przyjemności i pozbawiać się muzyki, którą tak lubię. Oddzielam wtedy prywatę od strony artystycznej i wydaje mi się, że to jest ok. Opisałem zresztą niedawno swój stosunek do Belmondo. Dlatego jestem w stanie zrozumieć Marcina Flinta, który dalej jara się muzyką Kozy, choć ten molestował swoją byłą dziewczynę, z resztą robiąc z siebie wcześniej największego przyjaciela kobiet w Polsce.

Ważne jest, żeby znaleźć w tym wszystkim złoty środek. Mogę słuchać dalej muzyki kogoś i czekać na nowości, ale jakieś krzywe akcje zawsze będą mi siedziały w pamięci i będę jednym z pierwszych, którzy przyłączą się do krytyki. I to mnie odróżnia od psychofanów raperów, którzy są w stanie wybielić ich ze wszystkiego i udzielić im aprobaty w każdej możliwej sytuacji. Potrafią zabiegać, żeby nie ponieśli kary jak każdy zwykły obywatel. To już według mnie normalne nie jest, a takich przypadków jest od groma.

Bandyta, dziary na pół ryja

Sobel, który swoją drogą zainspirował mnie do tego tekstu, jest w trakcie swojej pierwszej trasy koncertowej. Szybko okazało się, że pod tymi wrażliwymi tekstami kryje się kawał buca. Ja nabrałem obrzydzenia, nim zdążyłem się do niego przekonać. Jak gdzieś tam odpali mi się „Dosyć łez” czy coś innego to może nie przewinę. Natomiast poczułem niechęć do jego osoby, a także do jego fanbasu, który zaczął przyklaskiwać i wiwatować na jego ostatnie, wyrafinowane zachowania. Zaczęło się od zwyzwania od najgorszych, fana, który wszedł na scenę. Ciemny lud zadowolony z publicznego linczu. To mógł być przecież każdy z nich albo jakiś ich bliski znajomy. Absolutnie nie bronię też tego co zrobił ten chłopak, ale będąc nawet podziemnym artystą, trzeba być gotowym na takie sytuacje i umieć się zachować. Nie każdy musi czuć się komfortowo w obecności kogoś obcego na scenie, ale wystarczyło wyprosić z kulturą. Po prostu.

Minął miesiąc, a nasz bohater obraził ze sceny swoją ex-dziewczynę. Tak tą, którą zdradzał i nagrał o tym „Pole fiołkowe”. Zebrani na koncercie znów biją brawo i się śmieją. Sobel ma dobry wokal i kilka fajnych piosenek, ale powiedz mu stop, jeśli przekracza jakieś granice. Gdy ktoś publicznie linczuje drugą osobę, to nie przyklaskujmy jego zachowaniu, nawet jak to jest nasz ulubiony wykonawca. I może to ty drogi „menedżerze” powinieneś dać przykład, a nie p*erdolić o przejęzyczeniu, bo to tak samo żałosne jak mówienie, że tamten fan to był tak naprawdę „szepczący do ucha hejter”, który potem dostał zaproszenie na następny koncert. Coś tu się ewidentnie nie zgadza.

Takie wydarzenia mogą być niebezpieczne, paru zapatrzonych baranów, pozbawionych samodzielnego myślenia, może potem uprzykrzać w sieci życie osobie prywatnej. Zresztą każdy też pewnie ma w pamięci historię z Zielonej Góry z 2009 roku.

Typ z mojej wytwórni tłukł kobiety

Okej, mogłem rozumieć wszystkich obrońców Kartkiego jeszcze na początku dramy z Wiktorią Cwynar, choć plotki o bokserskich zapędach ów artysty chodziły już dużo wcześniej. Wtedy jednak w jego obronie stanęli Przyłu i Filipek. Mieliśmy różne strony i różne zeznania, ale po tym, jak wyżej wymienieni, ostatecznie się od niego odwrócili, a Quebonafide rzucił pamiętne wersy w „Matcha Latte” to to, że ten człowiek dalej ma fanów, którzy stoją za nim murem i go wybielają to już dla mnie przesada.

Nie wiem czemu tak ciężko przyznać rację, że ktoś popełnił błąd, pogodzić się, że idol nie jest idealny, albo po prostu zamilknąć, jeśli nie ma się nic ciekawego do dodania. Sam swego czasu słuchałem XXXTENTACION’a, który także bił swoją dziewczynę. Brzydzę się takim zachowaniem, ale odpalałem jego kawałki, bo chyba potrzebowałem wtedy takiej muzyki, a ciężko mi było wypełnić tę niszę kimś innym. No i tak po latach zapamiętałem XXX’a — jako utalentowanego muzyka, ale okropnego człowieka, który jednak gdzieś tam pod koniec życia, być może wyrażał chęć przemiany.

Temat, który wybrałem na felieton jest dość trudny i złożony, pewnie zawsze takie rzeczy będą budziły różne emocje i nie znajdziemy idealnego podejścia do takich spraw.

Aby mój tekst był pełniejszy, postanowiłem zebrać wypowiedzi kilku ludzi ze środowiska i poznać ich zdanie:

Zjawisko „cancelowania” artystów w ostatnim czasie przybrało rozmiary zdecydowanie wkraczające w obszar skrajności — z bólem stwierdzam to jako osoba, która przecież przekreśliła jednego z raperów prosperujących na scenie. Żeby nie było — wcale bym swojej decyzji dotyczącej owego skreślenia nie cofnął. Mimo młodego wieku byłem wychowywany w duchu hip-hopowych zasad, od razu uprzedzam, moje podejście nie jest w moim przekonaniu jedyną, słuszną prawdą, w której imieniu każdy powinien postępować, przywiązanie jednak do zbudowanego we mnie kręgosłupa moralnego oraz systemu wartości, nie pozwala mi słuchać rapera, który jest w moim mniemaniu zwyczajnie chu**wym człowiekiem. Nie mówię tu o występkach takich jak przesadzanie z dragami, nadużywanie alkoholu, obecność foliowej czapki na głowie.

Mówię przede wszystkim o ludziach, którzy przekroczyli pewne granice, a nie potrafili nigdy okazać skruchy i przeprosić za swoje występki. Mimo ogromnego sceptyzmu staram się wierzyć w ludzi, dawać im szanse na poprawę, na zmianę, staram się rozumieć. W momencie jednak kiedy ta skrucha nie jest okazana, a jest palony jan i udawanie, że nic się nie stało, to granice są w moim mniemaniu przekroczone. I jakiej muzyki danej artysta by nie robił, jeśli przekroczył te wyznaczone przeze mnie subiektywnie granice, to nie jestem w stanie go słuchać, nie potrafię go wspierać, nie oddzielam jego muzyki od tego, jak chu**wym człowiekiem okazał się być. Szczególnie w środowisku takim jak te hip-hopowe, do którego, jeszcze raz podkreślę, jestem bardzo mocno przywiązany. Zdarzyło się również odrzucić propozycje wywiadowe z osobami, które opisałem wyżej, nie przyłożę ręki do ich promocji.

Odnosząc się do skrajności, o których wspomniałem — jestem zdecydowanym przeciwnikiem nadmiernie wkraczającej do polskiego hip-hopu poprawności, która przez niektóre środowiska jest błędnie interpretowana lub dostosowywana tak, aby kogoś pogrążyć. Przykład? Chociażby cancelowanie Żabsona za wersy w utworze „Korea”. Ale z drugiej strony ta nadmierna poprawność wkracza nie tylko w muzykę, a we wszystkie gałęzie naszego życia. Polskiemu hip-hopowi, niestety, obrywa się przez to bardzo mocno, a szkoda, bo kastracji tej muzyki nie chciałbym widzieć.Patryk Roszyk, sajko.network

Ogólnie daleko mi od postawy bezwzględnego zaufania dla danego artysty, nieważne co zrobi. Uważam jednak, że każdy popełnia jakiś błąd, każdy przypadek jest inny i jeśli widać w danym artyście chęć poprawy, to jak najbardziej zasługuje na drugą szansę. Są jednak także przykłady skrajne jak chociażby casus rapera z Sacramento — Sicxa, kuzyna bardziej znanego Brotha Lynch Hunga. W momencie moich początków z rapem trafiłem na kilka jego płyt, które były naprawdę mocnym materiałem hardcorowego rapu. Z czasem, kiedy bardziej wgłębiałem się w jego biografię i dowiedziałem się, że odsiaduje wyrok więzienia za pedofilie, już ani razu nie odpaliłem nic z jego repertuaru.

Wybierając zaś Młode Wilki, zawsze indywidualnie podchodzimy do każdego artysty i analizujemy, czy wypada dać zaproszenie, czy nie. Także tak jak mówię, każdy przypadek jest indywidualny, jednak bliżej mi do stanowiska, że tak — pozamuzyczne wybryki artysty XYZ wpływają w dużym stopniu na odbiór jego muzyki.Łukasz Rawski, Popkiller.pl, ex-SJS

Jeśli chodzi o moje odczucia, to jestem na NIE. Będąc artystą wielkiego kalibru, musisz liczyć się z tym, że twoje czyny i słowa niosą za sobą pewien przekaz społeczny. Absolutnie nie rozumiem linczu na Belmondziaka, bo nikomu krzywdy swoimi upodobaniami nie wyrządził, za to jestem wku**iony, gdy widzę gościa, który obraża swojego fana przez wejście na scenę i podjudza tym samym ludzi do linczu.
Jaki mam potem stosunek do muzyki takiego typa? Żaden, dla mnie jest po prostu anulowany. Za bardzo w muzyce cenie sobie zaufanie, by słuchać kogoś, kogo słowa nie mają absolutnie żadnego pokrycia w rzeczywistości. Owszem potrafię włączyć sobie takie „WHO I SMOKE” i przyznać, że to buja. Ale, nie zostanę fanem numeru, w którym raperzy prześmiewają śmierć nastolatków, których na tamten świat wysłała ich ekipa, bo jest to dla mnie po prostu niemoralne i zwyczajnie okropne
.

Zdecydowanie stawiam znak równości pomiędzy muzyką a prywatnością. Możesz być super człowiekiem, będąc jednocześnie słabym artystą, ale nie możesz być super artystą, będąc słabym człowiekiem. – SPEZZACUORI

W zasadzie mam tak jak chyba większość, czyli staram się oddzielać życie prywatne od tego, co muzyczne, ale to wszystko zależy od tego, jak grubo „ w prywacie”, poleciał dany artysta. Wiecie, czym innym jest incydent, przy którego okazji nic się nikomu nie stało, a czym zupełnie innym fakt, że ktoś z tego powodu ucierpiał – bez różnicy czy psychicznie czy też fizycznie. Zauważyłem po sobie, że mimo wszystko, nawet jeżeli chcę totalnie oddzielić muzykę od przewinień danego artysty, to podświadomie gdzieś patrzę mu na dłonie, najczęściej analizując teksty numerów, i dzieje się tak automatycznie.

Z drugiej strony zapewne słuchamy artystów, którzy mają sporo za uszami, jednakże ich życie prywatne jest tak szczelnie oddzielone od publicznego, że w życiu nie spodziewalibyśmy się z ich strony takich, a nie innych zachowań czy też czynów. Rozumiem zarówno tych, którzy z automatu „rozstają się” z danym artystą z powodu tego, co na odpi**dalał, jak i kumam tych, którzy mają gdzieś czyjeś prywatne sprawy – wydaje mi się, że jestem gdzieś pomiędzy tym wszystkim. Nie rozumiem jednak osób, które przy tym wszystkim starają się bronić swoich idoli, bo taki fanbase zniechęca chyba nawet bardziej, aniżeli zachowanie samego artysty.Lil Konon

Ciekawe tematy

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy