Dzieci krzyczą hurra. Recenzujemy nowego Sentino

fot. Sentino „Aporofobia”

Sento jest w kropce. Hejterów nie przekona, fanów nie odstraszy, choć w Sebie nadal za dużo sebiksa, a w prezydencie i królu – mitomana.

Nie jestem za tym, żeby fenomen Sentino traktować zbyt poważnie. Doskonale wpisuje się w cyrk, jakim jest rap głównego nurtu, z koperkowymi aferami pompowanymi na bazie instastories, pożyczonymi samochodami, stylami czy bitami, licytowaniem się na policyjne zeznania, przepychankami w światłach reflektorów, grzecznymi dziewczynkami udającymi prostytutki i prostytutkami udającymi mistrzów ceremonii. Jako element memosfery, kolorowy świat dwucyfrowego IQ rechoczący w limbo gdzieś między komentarzami na Glamrapie a TikTokiem, Sento w ogóle mi nie przeszkadza – tam akurat podwyższa poziom, jest fantazyjnie bezczelny i dźga branżowy balon z jeszcze innej strony, zostawiając z przekonaniem, że wcześniej czy później nasi rapowi patocelebryci spadną z poziomu swojego ego na twardą ziemię. Amen. Problem raczej w tym, że sam zainteresowany rości sobie ambicje, żeby z little fame MMA wbić na hiphopowy ring. I część opiniotwórczych osób go do tego zachęca. Wtedy już wypada interweniować i weryfikować.

ZOBACZ TAKŻE: BARTO KATT „YUPPIE”: KOT KACZYŃSKIEGO I TRAMWAJE PEŁNE TRUPÓW

„Aporofobia” nie jest dobra. Zła również nie. Najgorsze wydaje się w niej to, że to 36 minut ciągnie się jakbyśmy oglądali odcinek netfliksowego produkcyjniaka. Większość podkładów to poprawna drillowo-trapowa masówka, od której puchnie YouTube. Sentino ślizga się po niej swoim względnie sprawnym, nabrzmiałym od melodii mumblem, zmienia języki w żadnym nie mając tak naprawdę czegokolwiek ciekawego do powiedzenia i nadrabiając o wiele mniej spiętą od konkurencji dupą. Ze swoim „nice fucking mood” wydaje się być trochę jak Paulo Sousa – siedzi, pachnie, niczego nie wygrywa, ładnie wymawia zagraniczne słowa i czeka na dobrą okazję, żeby uciec i pośmiać się trochę z zapatrzonych w niego Polaków.

Artysta poczuwa się do bycia ojcem najnowszej rapowej szkoły, ale podczas gdy Belmondo erudycyjnie rozlicza swoje traumy łapiąc w siatkę rymów abstrakcyjne skojarzenia, a Bałagane napisał własnym potem słownik najmłodszej polszczyzny, Sento zostaje w 2022 z „punchlines” pokroju „k*rwy mają tyłki jak dupy słonie” i aforystyką w rodzaju „czarna dusza, bo czarne są ulice”. Skojarzenia skaczą na jednej skręconej nodze od Moncler do Messiego. Mam po „Aporofobii” wiele pytań, żadne jednak nie dotyczy tego, kim jest autor. W ogóle mnie to nie obchodzi. Ulice mogą być czarne, ta kreacja jest blada. Z Malikiem Montaną mógłbym się umówić na whisky w wieku mojej córki, gdyby obiecał, że nie będzie przy stole za dużo nawijać. Z Sentino otworzyłbym co najwyżej Excela.

„Aporofobia”, choć lepsza od któregokolwiek z zeszłorocznych wydawnictw twórcy, rozwiewa też mit rapera dobrze przygotowanego technicznie i pomysłowego. Jak chcesz gościa błyskotliwie operującego na styku trapu i r’n’b, wróć do zeszłorocznego Smolastego. Sentino ma dryg do refrenów – ten bliskowschodni w „Hollow Tips” jest na przykład naprawdę udany, za ten chwytliwy, mięciutko położony z „Prady” Quebo pewno by chętniej zapłacił. Sentino poradzi sobie z bridgem – to skandowane „jakie Gucci, nie ma turystów nocą w niedzielę” w „Piekło banus” jest fajne. Z patentami rapowymi natomiast nie ma szału. Polszczyzna nadal nie układa mu się pod flow, przełożenie akcentów i przeciąganie nadal drażni. Prędzej zapraszałbym go do programu „Europa da się lubić” (o ile to się jeszcze w ogóle w skansenie TVP ukazuje), niż na rapowe płyty.

Technika? Gospodarz potrafi przyspieszyć tak, że wypada z bitu, zaserwować zbitkę „byłem/robiłem” prosto z kajecika tak chętnie wyszydzanej przez niego patologii. Kuriozalnie bywa od otwierającego potupaja „Hurra!!!”. Nie dość, że numer jest delikatnie mówiąc średnio premium i słychać, że Culten produkuje Kleszcza z Opałem, a nie Chrisa Browna z Young Thugiem, to ta mieszanka Kizo i Mr. Polska w nawijce śmieszy coraz bardziej z każdym wychrypianym sucharem.

W Sentino jako krezusa i człowieka sukcesu nijak nie pozwala uwierzyć kolejna (która to już…) płyta z realizacyjnymi porażkami. „Powww!” to nie tylko bit rodem z niemieckiej Vivy końca lat 90. (nie mówimy o Vivie Zwei), jakiś straszny unhappy hardcore z syntezatorem mowy Schwesta Ewa nieumiejętnie próbującym się z melodią słowa zapraszającego. Nie wiem kto ten numer miksował, nie powinien tego więcej robić. Paradne jest zresztą to chwalenie się kończeniem albumu w jeden dzień. Cóż, potrafi brzmieć jakby właśnie tyle to trwało.

Sentino for president? Czemu nie, skoro Popek został samozwańczym królem Albanii, Sento mógłby objąć jakąś bananową republikę. Najwięcej pożytku byłoby jednak z niego w jakimś dużym labelu, gdzie prostowałby krzywe rapowe wybory i pozwolił pompowanej na streamingi papce być jeszcze bardziej lekkostrawną. Jak już Sebastian przestanie być zajęty szmuglowaniem ton kokainy na drugi koniec globu, może ten pomysł rozważyć. Nie pobiorę za niego prowizji.

fot. Sentino „Aporofobia”

Sento jest w kropce. Hejterów nie przekona, fanów nie odstraszy, choć w Sebie nadal za dużo sebiksa, a w prezydencie i królu – mitomana.

Nie jestem za tym, żeby fenomen Sentino traktować zbyt poważnie. Doskonale wpisuje się w cyrk, jakim jest rap głównego nurtu, z koperkowymi aferami pompowanymi na bazie instastories, pożyczonymi samochodami, stylami czy bitami, licytowaniem się na policyjne zeznania, przepychankami w światłach reflektorów, grzecznymi dziewczynkami udającymi prostytutki i prostytutkami udającymi mistrzów ceremonii. Jako element memosfery, kolorowy świat dwucyfrowego IQ rechoczący w limbo gdzieś między komentarzami na Glamrapie a TikTokiem, Sento w ogóle mi nie przeszkadza – tam akurat podwyższa poziom, jest fantazyjnie bezczelny i dźga branżowy balon z jeszcze innej strony, zostawiając z przekonaniem, że wcześniej czy później nasi rapowi patocelebryci spadną z poziomu swojego ego na twardą ziemię. Amen. Problem raczej w tym, że sam zainteresowany rości sobie ambicje, żeby z little fame MMA wbić na hiphopowy ring. I część opiniotwórczych osób go do tego zachęca. Wtedy już wypada interweniować i weryfikować.

ZOBACZ TAKŻE: BARTO KATT „YUPPIE”: KOT KACZYŃSKIEGO I TRAMWAJE PEŁNE TRUPÓW

„Aporofobia” nie jest dobra. Zła również nie. Najgorsze wydaje się w niej to, że to 36 minut ciągnie się jakbyśmy oglądali odcinek netfliksowego produkcyjniaka. Większość podkładów to poprawna drillowo-trapowa masówka, od której puchnie YouTube. Sentino ślizga się po niej swoim względnie sprawnym, nabrzmiałym od melodii mumblem, zmienia języki w żadnym nie mając tak naprawdę czegokolwiek ciekawego do powiedzenia i nadrabiając o wiele mniej spiętą od konkurencji dupą. Ze swoim „nice fucking mood” wydaje się być trochę jak Paulo Sousa – siedzi, pachnie, niczego nie wygrywa, ładnie wymawia zagraniczne słowa i czeka na dobrą okazję, żeby uciec i pośmiać się trochę z zapatrzonych w niego Polaków.

Artysta poczuwa się do bycia ojcem najnowszej rapowej szkoły, ale podczas gdy Belmondo erudycyjnie rozlicza swoje traumy łapiąc w siatkę rymów abstrakcyjne skojarzenia, a Bałagane napisał własnym potem słownik najmłodszej polszczyzny, Sento zostaje w 2022 z „punchlines” pokroju „k*rwy mają tyłki jak dupy słonie” i aforystyką w rodzaju „czarna dusza, bo czarne są ulice”. Skojarzenia skaczą na jednej skręconej nodze od Moncler do Messiego. Mam po „Aporofobii” wiele pytań, żadne jednak nie dotyczy tego, kim jest autor. W ogóle mnie to nie obchodzi. Ulice mogą być czarne, ta kreacja jest blada. Z Malikiem Montaną mógłbym się umówić na whisky w wieku mojej córki, gdyby obiecał, że nie będzie przy stole za dużo nawijać. Z Sentino otworzyłbym co najwyżej Excela.

„Aporofobia”, choć lepsza od któregokolwiek z zeszłorocznych wydawnictw twórcy, rozwiewa też mit rapera dobrze przygotowanego technicznie i pomysłowego. Jak chcesz gościa błyskotliwie operującego na styku trapu i r’n’b, wróć do zeszłorocznego Smolastego. Sentino ma dryg do refrenów – ten bliskowschodni w „Hollow Tips” jest na przykład naprawdę udany, za ten chwytliwy, mięciutko położony z „Prady” Quebo pewno by chętniej zapłacił. Sentino poradzi sobie z bridgem – to skandowane „jakie Gucci, nie ma turystów nocą w niedzielę” w „Piekło banus” jest fajne. Z patentami rapowymi natomiast nie ma szału. Polszczyzna nadal nie układa mu się pod flow, przełożenie akcentów i przeciąganie nadal drażni. Prędzej zapraszałbym go do programu „Europa da się lubić” (o ile to się jeszcze w ogóle w skansenie TVP ukazuje), niż na rapowe płyty.

Technika? Gospodarz potrafi przyspieszyć tak, że wypada z bitu, zaserwować zbitkę „byłem/robiłem” prosto z kajecika tak chętnie wyszydzanej przez niego patologii. Kuriozalnie bywa od otwierającego potupaja „Hurra!!!”. Nie dość, że numer jest delikatnie mówiąc średnio premium i słychać, że Culten produkuje Kleszcza z Opałem, a nie Chrisa Browna z Young Thugiem, to ta mieszanka Kizo i Mr. Polska w nawijce śmieszy coraz bardziej z każdym wychrypianym sucharem.

W Sentino jako krezusa i człowieka sukcesu nijak nie pozwala uwierzyć kolejna (która to już…) płyta z realizacyjnymi porażkami. „Powww!” to nie tylko bit rodem z niemieckiej Vivy końca lat 90. (nie mówimy o Vivie Zwei), jakiś straszny unhappy hardcore z syntezatorem mowy Schwesta Ewa nieumiejętnie próbującym się z melodią słowa zapraszającego. Nie wiem kto ten numer miksował, nie powinien tego więcej robić. Paradne jest zresztą to chwalenie się kończeniem albumu w jeden dzień. Cóż, potrafi brzmieć jakby właśnie tyle to trwało.

Sentino for president? Czemu nie, skoro Popek został samozwańczym królem Albanii, Sento mógłby objąć jakąś bananową republikę. Najwięcej pożytku byłoby jednak z niego w jakimś dużym labelu, gdzie prostowałby krzywe rapowe wybory i pozwolił pompowanej na streamingi papce być jeszcze bardziej lekkostrawną. Jak już Sebastian przestanie być zajęty szmuglowaniem ton kokainy na drugi koniec globu, może ten pomysł rozważyć. Nie pobiorę za niego prowizji.

Ciekawe tematy

43 KOMENTARZE

  1. gruby dyslektyk z wadą wymowy jak już sie bierze ze recenzje to na pełnej, jak tak zamknięty łeb i ignorant może wgl oceniać czyjeś płyty, ale no w końcu rozgłos musi być, bo o flincie chyba jak każdy dużo słyszałem (dobrego mało) to o tym portalu nie, więc jeśli takie było założenie no to się udało nerdzie, wypromowałeś portal

    „Jak techno w Trendzie i na mieście my
    Jak to, że chuja zna się Marcin Flint”

    dziekuję i na portal nie wracam więcej

    • Słuchasz White2115 i mówisz o tym, czy ktoś się zna na rapie? Całkiem zabawne, że słuchając typa, któremu techniką i rymami czasami bliżej do disco polo, niż do rapu, mówisz, że Flint się nie zna. Ja się raczej rzadko z Flintem zgadzam, ale potrafię zrozumieć jego podejście i widzę, że stara się wysilić na jakiś obiektywizm, oceniając technikę, wersy, czy oryginalność. Nie muszę się z nim zgadzać, bo lubię na przykład inny typ rapu, niż on, ale nie da się zaprzeczyć pewnym rzeczom. Ja na przykład lubię słuchać Kleszcza z powodów muzycznych, ale uważam, że tekstowo jest on często słaby i rozumiem, że taki Flint nie oceniłby jego albumu na wyżej, niż 6/10.

  2. Słuchaj mnie teraz weź młotek do łap i 3 razy w każde ucho walnij to może styki ci się naprawią bo ewidentnie masz jakąś awarie zwoi mózgowych

  3. Nie no kurwa teraz to na pewno nie wierzę w to że nie istnieje jakieś polskie rapowe lobby klepiące się po pleckach. A tfu na was zjeby, chuj w ten zawistny, rasistowski i zaściankowy kraj z całą jego mentalnością. Flint, jesteś albo ignorantem albo idiotą albo dorobkiewiczem który chce narobić kliknięć ale na pewno kurwa nie jesteś dziennikarzem, jebać Cię.

  4. Tytuł recenzji was ludzie opisuje. Glamrap zrobił recenzję, bo sentino zgodził się na rozmowe to dali mu wszędzie 10/10 a tutaj jak ktoś zauważa, że płyta jest po prostu średnia to piszecie ,,naucz się mówić r” XD ja jako fan sentino jestem zawiedziony po tej płycie, oprócz kilku kawałków, to cała reszta jest asłuchalna. Po czasie zobaczycie różnicę klas tego krążka a np ,,Czary Mary”. To już jest drukowanie hurtowo kasy na takich dzieciach jak wy, niestety to się robi smutne, bo Sebek może już sobie pozwolić na pójście w jakość a nie ilość.

  5. Wystarczy zobaczyć poprzednie artykuły napisane przez autora tego postu : „FLINTERRORYZM #4 : LAJKA DAJ INTRUZOWI, SCHEMATEM POTRZĄŚNIJ” Człowiek odlepa max

  6. Muszę powiedzieć że mega lubię sentino i jest jednym z najlepszych raperów w Polsce nie będąc jednocześnie w Polsce (xd) ale ta jego nowa płyta jest chyba najgorszą ze wszystkich których słuchałem (a słuchałem każdej z języka polskiego) w całości nie przesłuchałem tylko ZL0 Czary Mary i fenixa lecz wciąż myślę że ta płyta jest średnia. Co nie zmienia faktu że sento jest zarąbistym raperem. Założę się że gdyby przyłożył się do tej płyty bardziej (i nie robił jej w jeden dzień) byłaby O WIELE LEPSZA. W każdym razie POWWWWW! Mocno siada (poza tą Ewą) i z dwa inne tracki. Połowa brzmi jak jakieś freestylowanie w studio, a lirycznie no to chyba najgorsza płyta. Ale wciąż myślę że jeżeli sento mega by się przyłożył nad jedną produkcją w tym roku płyta ta byłaby zdecydowanym top 1.

    • Sentino wyprzedza polską rap grę o 15 lat XDDDDD,ci co mowia ze nie to jakies wykreciaki co sluchaja jakis podziemnych raperow pseudoprawilniakow.Także ci co hejtują sentino,spłaćcie kredyty,oddajcie te pożyczone iphony i wroćcie na ziemie

  7. Recenzja mówi cala prawdę. Sentino słuchają dzieci z piątej C, które dają serduszka w komentarzach i kochają tik toka. Gość rymuje naprawdę bardzo słabo i tylko niekumaty tego nie słyszy. Taki np. ERO z JWP to wyprzedza go o 15 lat w składaniu wersów

  8. Pozdrowienia dla sprawiedliwego autora tej recenzji.
    Szentino to najsłabszy śpiewak w Polsce od lat. Nic się w jego tekstach nie rymuje a numery mają tylko 2 minutki mimo kilka razy powtarzania w nich refrenów. Jednozwrotkowe kawałki o dupie Maryny bez przekazu dla gimnazjum. Tragedia i straszny wstyd!

  9. Pierwszy raz zgadzam się z Flintem. Recenzja zbyt zawiła i pełna metafor żeby zrozumieli ją fani Spierdolino… Wyciągnijcie uszy z dup własnych ojców bo pierdy mylą wam się z bitami. Koleś CH.ja zna się na rapie, za to zna się na zarabianiu kasy na bałwanach. Najgorsze/żenujace jest to że on sam uwierzył że jest zajebisty… Już naćpany Popek popierdalajacy na swojej gitarce gdzieś w garażu ma większe poczucie rytmu niż ten zaginiony brat Adama Sandlera.

  10. Witam, mam 30 lat. W końcu ktoś to napisał oficjalnie. Flint dziękuje za recenzje. Sentino ma obecnie duży fan base i doskonale wpisuje się w obecne czasy szpanerstwa pieniędzmi, sorry FLEXU. Zabójstwo liryczne 2/3 było fajne, takie stare danie, ale dobrze doprawione. Rio i inne kawałki śpiewane tez fajnie się słuchało, czasami odpalę, ale od momentu odejścia z więzów step record z płyty na płyty jest bardzo złe. Dla mnie osobiście to jest ASLUCHALNE, najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, ze Sento nie można nawet obserwować na insta, gdzieś tam zagubił się w tej swoje poziomie i serio uważa, ze jest bardzo dobry, pro, ma skilly, tego odmówić mu nie można, ale każda jego ostatnia płyta to jak to samo ubranie tylko,
    Któryś raz ubrane, sprane napisy i gorsza jakość. Szkoda.

  11. HAHA WIEDZIAŁEM ŻE BĘDZIE TAKA RECENZJA OD FLINTA BO FLINT MA ZAKUTY ŁEB.

    APOROFOBIA JEST DOBRYM ALBUMEM. POLECAM SPRAWDZIĆ ELO.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz!
Podaj swoje imię

Ciekawe tematy